| Podziemne Wydawnictwo ,,Kwadrat" - ,,Solidarność" Toruń |
Ich troje w monitoringu
(w tym – o dwóch takich, co donosili na Ochojską)
prolog
(„Spisane będą czyny i rozmowy”)
sytuacja
„przedpowstaniowa”
W dniu 31 lipca 1987 r. (dzień i miesiąc są pewne, rok – co być może dziwne – tylko odgadnięty,
na zasadzie eliminacji
mniej prawdopodobnych wariantów) w
Duszpasterstwie Akademickim, prowadzonym przez oo. Jezuitów
w Toruniu, odczyt
na temat Powstania
Warszawskiego wygłosił red.
Zdzisław Szpakowski z „Więzi”. Powiedział wtedy rzecz może zaskakującą, ale (jak można po namyśle
uznać) trafną: że w długim szeregu polskich powstań narodowych należy
umieścić także Sierpień – ten z 1980 roku. Że było to powstanie, stanowiące
nową jakość – z jednej strony niezbrojne i bezkrwawe, a z drugiej
zaś (i właśnie dlatego) – zarazem
odznaczające się tak
wielką masowością jak
żadne wcześniejsze. Jednak na
pewno wszystkie te powstania
musiało łączyć jedno: były
poprzedzone okresem narastania nastrojów wolnościowych w narodzie
polskim.
Niniejsze opracowanie
ma przedstawić mały wycinek narastania tych nastrojów –
tylko podczas ostatnich
dziesięciu miesięcy przed pamiętnymi
porozumieniami sierpniowo-wrześniowymi i tylko w środowisku toruńskim. Można
tu zobaczyć to od dwóch stron: od strony działaczy tzw. opozycji
demokratycznej i od
strony policji politycznej nękającej
ich. Poczynania obu
stron są ilustrowane dokumentami przez
nie sporządzanymi: zawartymi w
prasie ukazującej się
poza PRL-owską cenzurą
(także dwoma unikatowymi, do
tej pory chyba nigdzie nie opublikowanymi na papierze
– to
właśnie daty powstania
tych dwóch dokumentów wyznaczają
ramy czasowe opisywanego tu przebiegu zdarzeń!), a z tej drugiej
strony – dokumentami przez długie lata tajnymi, dopiero od
niedawna udostępnianymi przez
Instytut Pamięci Narodowej.
uwagi o niewierności
Sowiecka okupacja,
która trwała w
Polsce formalnie aż do 17 września
1993 r. (data znamienna! – od daty drugiej sowieckiej agresji na
Polskę różni się tylko
kolejnością ostatnich dwóch cyfr),
sprzyjała negatywnym zmianom
w samym społeczeństwie. Rosjanie
potocznie nazywają ten proces „ssucziwanije”.
Nie każdy kapuś musiał być pozyskany szantażem. Byli w Polsce tacy, którzy
w latach 1944-89 prostytuowali
się z okupacyjną (sowiecką) władzą
– dla korzyści materialnej (tak
jak to jest w prostytucji
seksualnej), o tyle jednak gorzej, że frymarcząc nie swoimi ciałami,
lecz swoimi duszami. Ciałami czasem również – zresztą: czyż
nie jest cielesną (i duchową zarazem) prostytucją np. zgoda
na to, aby swoje własne
ciało (i umysł) uczynić perfekcyjną,
profesjonalną maszyną do
zabijania bliźnich na każdy rozkaz
totalitarnego i niesuwerennego państwa?! Ludzie, którzy
taką zgodę wyrażali, frymarczyli
swoimi duszami, podejmując się „etatowej” służby w zbrojnych formacjach aparatu przemocy, albo –
potajemnej współpracy z nimi,
także – zatrudniając się
jawnie jako propagandziści albo
skrycie jako cenzorzy... – zresztą form
kolaboracji było sporo,
nie o to chodzi, żeby je tu wyliczać. Zwróćmy przy tym uwagę na znamienną różnicę między inteligencją a „prostym
ludem”. Inteligenci mają jakąś samorzutną skłonność do wymyślania sobie samousprawiedliwień dla
swojego stosunku do opresywnej
władzy (rodzimej albo
okupacyjnej – mniejsza o to, której): „muszę, bo nie mogę inaczej” – w różnych
wariantach, ale wyrażanych zazwyczaj bardzo „książkowym” językiem.
Wśród osób przesłuchanych w dniu 18 kwietnia 1979
r. przez SB w Toruniu pod pretekstem
ustalenia ich alibi w związku z
wysadzeniem fragmentu pomnika
Lenina w Nowej Hucie znajdowała się
Lidia Oniszczuk, ur.
21 października 1955
r., córka działacza partyjnego w
Olsztynie (oprócz niej przesłuchano wtedy przynajmniej następujące
inne osoby: Mirosławę
Sędzikowską, Klemensa Baranowskiego, Stanisława Śmigla i Wiesława
Cichonia – zob.: „Komunikat KSS
»KOR«”, nr 29 z 30 kwietnia 1979 r., str. 7), a wtedy –
studentka UMK w Toruniu. Dziewczyna miała żal do Śmigla o
to, że przekazał jej nazwisko do
Warszawy, wskutek czego znalazło się
w KOR-owskim komunikacie i w ślad za tym zapewne także
zostało odczytane przez
Radio Wolna Europa. Prawdopodobnie obawiała
się reakcji swojego
ojca, stąd jej emocjonalna reakcja.
Niemniej jednak mimo
posiadania ojca partyjniaka (a
może wcale nie: „pomimo”?) była świadoma, że SB to jedno z przedłużeń
władzy sowieckiej nad Polską – przy innej późniejszej okazji esbeckie
przeszukanie zakończone odebraniem „bibuły” porównała – podobnie emocjonalnie –
do (niedobrowolnego) eksportu do
ZSRS i żartobliwie uznała, że powinna
domagać się odszkodowania w jakiejś zagranicznej walucie.
Jednak nie
potrzeba było posiadać
ani statusu inteligenta (chociażby początkującego – jak w wypadku osoby
studiującej) ani rodziców zaliczających
się, według ówczesnych kryteriów, do „elity”, by prawidłowo odbierać relację podległości
Polski wobec wschodniego sąsiada. Czyli:
rozumieć udział w
PRL-owskim systemie władzy jako kolaborację
z obcym mocarstwem. Mianowicie prosty
lud, i to nawet (zwłaszcza?) w ustami pospolitych przestępców (a przynajmniej za takich uznanych przez
PRL-owskie sądy) wyrażali stosunek
do donosicieli krótko, dosadnie,
ale wymownie: jednym tzw. brzydkim słowem, zaczynającym się od litery „k”. I
tam nie chodziło o kapusiów SB i nie o jakieś wzniosłe motywacje (że np.
donosząc do bezpieki jesteś zdrajcą ojczyzny), ale o kapusiów MO, jej
kryminalnego pionu: ktoś,
kto kradnie, gwałci albo
zabija tak jak ja, ale oprócz tego
donosi do milicji na mnie, ten
jest „k****” i basta. Na każdym więziennym spacerniaku (w
czasie PRL i zapewne potem również)
można było usłyszeć takie okrzyki
pod adresem donosicieli. Prostemu –
a nawet prymitywnemu –
człowiekowi łatwiej przychodziło dostrzec analogię
między konfidentem a prostytutką – i uogólnić pojęcie prostytucji z
jego pierwotnego znaczenia w kierunku
duchowego zaprzedawania siebie!
(Zresztą niejednokrotnie prostytucja seksualna prowadziła do polityczno-policyjnej
– niedawno przypomniano, jak to prostytutki bywały wykorzystywane do „monitorowania nastrojów społecznych”;
zob.: Tomasz Zając, „Córy bezpieki”, „Newsweek. Polska”,
nr 22 z 5 czerwca 2005 r., str. 30.)
Przy okazji: słuszne rozumowanie, przestrzegające przed łatwym potępianiem
prostytutek przy przemilczaniu współwiny
ich klientów oraz ich stręczycieli, odnosi się na mocy tej analogii także
do donosicielstwa: nie sposób – bez
popadania w etyczną sprzeczność – surowo oceniać konfidentów SB, a zarazem
wyrozumiale odnosić się do funkcjonariuszy tejże SB, pełniących rolę
analogiczną do stręczycieli, oraz do
władz PZPR, będących niejako „klientami” w tej analogicznej relacji!
Dzisiaj piętnowanie donosicieli odbywa się niejednokrotnie w kontekście
sugerującym, jakoby to oni byli najbardziej godnymi pogardy (albo politowania).
Ale
intelektualiści (zwykle dopiero
po latach, po jakimś
szoku takim jak
np. tzw. „tajny referat
Chruszczowa” z kwietnia 1956 r.)
wymyślają sobie zawiłe
konstrukcje i specjalne słowa,
mające ukryć to, co zdążyli
poprzeć – jakieś: „ukąszenie Heglowskie” zamiast:
„otumanienia »wredną
ideologią«” (= określenie prof. Zbigniewa Brzezińskiego
wygłoszone w Polsce w sierpniu 2005 r.),
podobnie jak: „redustrybucja dochodu narodowego” zamiast:
„kradzież (za
pośrednictwem państwa)”,
albo: „aborcja” zamiast: „zabicie dziecka nienarodzonego”, i tak
dalej. A przecież mieli do dyspozycji
(gdyby tylko zechcieli tam zajrzeć!)
Stary Testament, gdzie zasadnicza niewierność, jakiej Naród Wybrany dopuszczał
się, naruszając pierwsze przykazanie Dekalogu, bywała przez proroków
piętnowana właśnie jako coś
analogicznego do „nierządu”. Jak widać, uznanie zdrady za zdradę to kwestia nie rozumu, lecz woli...
W latach
Gomułki i Gierka także w Polsce wśród inteligencji (a zwłaszcza wśród
inteligencji humanistycznej) „modny” był Erich Fromm, którego cytowali i
marksistowscy utytułowani bajarze, i także... katoliccy księża na kazaniach.
Nie sposób było dostrzec u tego niewierzącego psychologa odniesień do Biblii,
komu jednak przyszło do głowy samodzielnie ją kartkować i znaleźć przestrogi
np. przed omnipotencją i fiskalizmem państwa? Niektórzy z tych, którzy lenili
się czytać Biblię – a także ich dzieci – do dzisiaj przyjmują postawę, jak
gdyby chcieli powiedzieć: nie wiedzieliśmy, że można inaczej myśleć... Za to
wśród „prostych ludzi” (z podstawowym tylko wykształceniem, przez całe życie
pracujących fizycznie) bywają tacy, którzy Biblię (nawet całą) z własnej chęci
przeczytali. Nie wszyscy
zauważyli tam to samo, ale to już insza inszość.
Tak: praca
w tajnych służbach (MSW albo MON) PRL i współpraca z nimi również
były kolaboracją z sowieckim okupantem i szpiegostwem
na rzecz Sowietów, tj. na rzecz nieprzyjaciela, który nie wyzwolił, ale podbił nasz kraj, a następnie przez dziesiątki lat go okupował.
Jeśli ktoś tę swoją służbę tłumaczył swoim
patriotyzmem, to (w
najlepszym razie!) oszukiwał sam siebie. Oficer SB średniego
szczebla w komendzie wojewódzkiej MO miał
obowiązek posyłać do MSW
meldunki nawet o
tym, że np. Iksińskiego zatrzymano w drodze z dworca do domu i znaleziono
u niego w torbie ulotki. Skoro
zużywano tyle papieru (zwykle ta sama
wiadomość, w niemal identycznym brzmieniu, była posyłana 2 a nawet
3 razy, i to
szyfrem!) dla takich błahostek, to jak szerokie były
kryteria ważności w selekcjonowaniu informacji wysyłanych
przez MSW w PRL do KGB w ZSRS? „Jaskrawym
przykładem świadczącym o spełnianiu podrzędnej roli tajnych służb PRL w
stosunku do służb sowieckich także po
1956 roku jest
tzw. Połączony System Ewidencji Danych o Przeciwniku
(PSED) [...] Sygnatariusze porozumienia PSED
zobligowani byli do
przekazywania danych do centrali w Moskwie raz na dwa tygodnie. [...]
Informacje [...] przekazywane do Moskwy, charakteryzowały się wysokim
stopniem szczegółowości. Oprócz danych personalnych zawierały także
charakterystyki psychologiczne, opis
stanu majątkowego i szczegółowe informacje o rodzinie. System
działał od 1978 roku.” (Michał
Grocki, „Konfidenci są
wśród nas...”, Éditions Spotkania, Warszawa, 1993 r., 98).
Opisywane tu zdarzenia działy się po
1978 roku, więc zapewne niejednen szyfrogram nie kończył swej drogi
w Warszawie, ale dopiero (po ew.
przefiltrowaniu i syntetyzowaniu) w Moskwie.
SB i WSW nie
były formacjami
„patriotycznymi”, w których praca była czymś jakościowo
różnym od przekazywania wiadomości
bezpośrednio do KGB albo do GRU, bowiem to na jedno wychodziło.
U znacznej
części społeczeństwa stan zamieszania trwa od lat PRL aż do
teraz. Znakomitym wskaźnikiem
jest tutaj stosunek do płk. Kuklińskiego,
tzn. do jego szpiegostwa na rzecz USA. Ci, którzy uznają go
z tego powodu za „zdrajcę”, za „patriotów” muszą uznawać
wszystkich tych generałów, którzy lojalnie współtworzyli aparat przemocy tzw. Polski Ludowej: Rokossowskiego, Świerczewskiego, Berlinga,
„Rolę”-Żymierskiego, Moczara,
Jaruzelskiego i Kiszczaka.
Ci zaś, dla których
czyn płk. Kuklińskiego był patriotyczny
(wspomaganie jedynego mocarstwa, które
było zdolne szachować okupanta naszego kraju), muszą –
siłą faktu – uznawać za zdrajców
te właśnie osoby – Rokossowskiego,
Kiszczaka, Jaruzelskiego, Berlinga, „Rolę”-Żymierskiego, Moczara i
Świerczewskiego. Niekoniecznie
uświadamiają sobie (jedni
i drudzy) te konsekwencje, ale „wóz albo przewóz” – tertium non datur. Był tego świadomy gen.
Mieczysław Moczar, gdy w sierpniu 1948 roku, wypowiadając się
na zamkniętym spotkaniu
PPR-owskiej kadry, rzekł
otwarcie: „Związek Radziecki jest
nie tylko naszym sojusznikiem –
to jest powiedzenie
dla narodu. Dla
nas, partyjniaków, ZSRR jest
naszą Ojczyzną, a granic naszych
nie jestem w stanie dziś określić, dziś są za Berlinem, a jutro będą na Gibraltarze” (Sławomir
Cenckiewicz „Jak wiedza z teczek bezpieki
zmieni historię PRL?”, „Wprost” z 5 czerwca 2005 r.; ta wypowiedź Mieczysława Moczara była wielokrotnie wcześniej cytowana,
zwłaszcza w prasie
tzw. drugiego obiegu; nawiasem
pisząc: a może te granice –
dzięki Haraldowi Adrianowi Russellowi Philby'emu,
znanemu jako „Kim Philby” – chwilowo były „na
Gibraltarze” już około
feralnego dnia 4 lipca 1943 roku?...).
W 1980 roku gen. Moczar
(nadal żył wówczas
i pozostawał aktywny!) mógłby te słowa powtórzyć bez jakichkolwiek poprawek.
Dla polskich komunistów patriotyzmem był „internacjonalizm”, ich ojczyzną nie
była Polska – ich ojczyzną było Imperium Sovieticum, bez względu na ich narodowość – czy
to Żydzi: Józef Unszlicht i
Jakub Berman, czy
Białorusin (ale uchodzący za czołowego eksponenta polskiego „narodowego
komunizmu”!) Mieczysław Moczar, czy
Ukrainiec Adam Humer (w Polsce niepodległej należał do
Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy),
czy wreszcie Polacy z urodzenia: Feliks
Dzierżyński, Bolesław Bierut
albo Władysław Gomułka. Wypowiedzi
gen. Wojciecha Jaruzelskiego w Rosji z maja 2005 roku pokazują, że ta
lojalność wobec imperium trwa do tej pory.
(Nawet ziemiańskie pochodzenie nie przeszkadzało Dzierżyńskiemu ani
Jaruzelskiemu w tej lojalności!)
Otóż za
lat PRL kolaboranci
komuny udawali – że,
skoro to dzieje się przy użyciu polskiego języka, białoczerwonej
flagi, „Mazurka Dąbrowskiego” itp. symboli, to można to poczytywać za
formę polskiego patriotyzmu (wszak „innej ojczyzny
nie było”). Wielu z nich
udawało zarazem, że mocno
wierzą w te wszystkie marksistowsko-leninowskie bzdury i w
kłamstwo o
„internacjonaliźmie
proletariackim”, a także –
nieraz również koniecznie w imieniu swoich współmałżonków i dzieci! – że wiara
religijna jest im zdecydowanie obca, jako przeżytek,
zabobon i ciemnota (narzędzie Watykanu, służącego imperializmowi Zachodu
– od
Trumana po Reagana...)
Część z nich
pewnie chętnie wierzyła,
że skoro następuje
(ich osobisty również) „awans społeczny” – z bezrolnego na
małorolnego, ze zbędnego w ojcowej zagrodzie na budującego Trasę WZ albo Nową
Hutę, z analfabety na człowieka
„gramotnego”, zaś z partyzanta na stróża porządku, to wszystko jest...
w porządku. Bo
tak wygodniej i przyjemniej wierzyć.
Teraz ci
i im podobni, młodsi – od
„Gawrona” (w telewizyjnym „Polskim
ZOO” – „GAWRON” =
„Generał Armii WRON[1]”), aż
po najpośledniejszego
ormowca z Pipidówki – udają znowu: że nie
wiedzieli, że nie rozumieli, że
nie mogli inaczej („na moje miejsce
przyszedłby ktoś inny – na
pewno gorszy”), że „to nie ja,
ale ONI” (jak
usprawiedliwiali się rozmówcy
Teresy Torańskiej w jej
słynnej książce „Oni”), że nie pamiętają, że
zdrowie im nie pozwala stawać przed sądem (ale
pozwala podróżować do Egiptu –
jak gen. Kiszczak, albo nawet do USA – jak
gen. Jaruzelski), że
nie stać ich na wynajęcie adwokatów (pewien esbek w Toruniu – zob.:
poniżej w epilogu), że domaganie się
choćby tylko symbolicznej odpowiedzialności
jest przejawem zemsty, „spisku
IPN i dawnej opozycji” (ten
sam esbek), „polowaniem na czarownice” (często używany epitet,
także w wykonaniu przynajmniej jednego esbeka, oskarżonego przed sądem),
nienawiścią...
Ale dopóki
nikt ich nie
ciąga po prokuraturach i sądach, to oczywiście udają, że to
wszystko, co się dzieje, jest OK, że „państwo prawa” słusznie stoi na
straży „świętego prawa własności”. (Ileż
w PRL-owskich szkołach i
gazetach nakłapano przeciwko Konstytucji Marcowej, że chociaż była dosyć
„postępowa”, to jednak prawo własności deklarowała jako
„święte”!... – tak iść „na pasku kleru”!) A przecież to właśnie dzięki owej
„świętości” tzw. spółki nomenklaturowe spokojnie sobie prosperują, kosztem
zwykłych zjadaczy chleba.
A firmy
detektywistyczne i ochroniarskie?... Ulubiona branża dawnych tajniaków to „usługi ochrony mienia” oraz
handel bronią i sprzętem specjalnym. Minister
spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz meldował premierowi Janowi Olszewskiemu wiosną 1992 roku: „[...] niekontrolowany obieg tajnych dokumentów
byłych cywilnych i wojskowych
służb specjalnych PRL jest przyczyną wielu niefortunnych decyzji rozmaitych władz,
źródłem bezkarności wielu afer gospodarczych [...]” (raport I, w:
Michał Grocki, „Konfidenci są
wśród nas...”, Éditions
Spotkania, Warszawa, 1993 r.,
str. 96-97). Zaś potem: „Nikt nie
wie, ile osób jest zatrudnionych w tych spółkach. Na pewno jest to liczba
wyższa niż stan etatowy UOP.
[...] Wielu negatywnie zweryfikowanych w 1990 roku
funkcjonariuszy b. SB i MO utworzyło firmy
detektywistyczne i ochrony
mienia. Firmy te
często prowadzą działalność na
pograniczu prawa lub wręcz przestępczą: [...]” (raport II, w:
Michał Grocki, „Konfidenci
są wśród nas...”,
Éditions Spotkania, Warszawa,
1993 r., str. 100-102). WIELOtysięczna armia (tajnych) janczarów ancien régime'u, mająca codziennie dostęp
do broni palnej...
W początkach lat 90. atmosfera publicznej dyskusji była jednak zdominowana przez lęk – kto psioczy na agenturę, ten jest
„oszołomem” i trzeba zajrzeć mu w oczy,
ażeby porównać je
z oczami Antoniego Macierewicza
i tym sposobem ustalić, czy
psioczący nie jest
aby również „chory
z nienawiści”, jak rzekomo
ów minister (i
jego premier, mec. Jan
Ferdynand Olszewski). Ostatnio
wyrok w sprawie afery FOZZ,
a także – rewelacje z
kolejnych komisji śledczych,
sprawiają, że to, co przed
kilkunastoma laty miało posmak podejrzanej sensacji,
wędrującej od „oszołomów” do „oszołomów”,
stało się niestety (niestety –
dla Polski!) oczywistością.
Niewykluczone, że jakiś
były bezpieczniak na pokaz
prowadzi firmę np. transportową albo komputerową, zaś jego firma z
branży „security” nie rzuca się w
oczy – wie o niej ten, kto „ma” wiedzieć.
uwagi „metodologiczne”
Piszący te
słowa nie stawiał sobie ambicji naukowych (a tylko – publicystyczne), bowiem
zresztą „warsztatu naukowego” – należytego przygotowania do takich zamierzeń – nie posiada. „Gorzej”: zamiast
ślepo kierować się
zasadą „sine ira et studio”,
nie będzie stronił
od komentarzy, wyrażających jego subiektywne oceny. Także
bez wyrzekania się humoru, ironii, sarkazmu albo fascynacji
cudzymi – głównie z „naszej” strony – wypowiedziami. Tak więc obok
licznych odsyłaczy
bibliograficznych można będzie
tu znaleźć emocjonalne wyrazy
„kombatanctwa”, etykietki: „cacy”
dla ludzi uczciwych, a nawet ponad-przeciętnie szlachetnych, oraz „be”
dla podleców i kolaborantów komuny. Całość jest (poniekąd
sztucznie) podzielona na pięć (nierównej długości) epizodów. Sztuczne jest
zwłaszcza przypisanie im tytułów,
bowiem różne wątki
działalności niezależnej rozgrywały się, oczywiście, naprzemiennie, a nie w
jakiejś zaplanowanej kolejności.
Niniejszy tekst nie pretenduje również
do tego, aby
być wyczerpującym opisem
zdarzeń z ostatnich 10
miesięcy przedsierpniowej opozycji w Toruniu (i okolicach: Wąbrzeźno,
Chełmża), zresztą to
nie byłoby ani celowe, ani nawet wykonalne.
Niemniej jednak
– dla porządku – zostały tu
przyjęte następujące
reguły: cytaty z dokumentów są podawane kursywą i
wszelkie wtrącenia wewnątrz
nich są umieszczane w nawiasach prostokątnych (drukiem
prostym, a nie pochylonym). W nawiasach prostokątnych widnieją także słowa zapisane kursywą, ale
takie, których nie udało się
jednoznacznie odczytać w dokumentach (lub które zostały tam omyłkowo
opuszczone), ale które „na zdrowy rozum” powinny mieć takie właśnie brzmienie i w danym miejscu
się znajdować. Wykrzyknik
w nawiasie prostokątnym oznacza, że słowo lub wyrażenie bezpośrednio
przed nim zostało przytoczone w błędnej pisowni, błędnym brzmieniu albo błędnym
znaczeniu w ślad za w oryginałem. Zapytajnik w nawiasie prostokątnym oznacza z
kolei, że bezpośrednio przed nim znajdujące
się słowo albo wyrażenie zostało odczytane, ale to
odczytanie wydaje się wątpliwe. Fragmenty całkowicie nieczytelne zostały
zapisane jako ciągi asterysków („gwiazdek”).
Małego wyjaśnienia
wymaga pierwsza część tytułu
całości: owym „trojgiem” są tajni
współpracownicy Służy Bezpieczeństwa (jedna kobieta i dwaj mężczyźni).
Ich rola w monitorowaniu poczynań opozycji zostaje tu zilustrowana
(oczywiście wyrywkowo). Czyni to trochę mniej dziwnym, dlaczego tak mało owym
działaczom udało się zdziałać. A trzeba
mieć świadomość, że nawet tak stosunkowo skromne środowisko
opozycyjne jak to
toruńskie było przed Sierpniem „monitorowane” nie
tylko przez owych troje konfidentów.
Jeden z
omawianych tu donosicieli został monograficznie (nie zaś wyrywkowo – jak
tutaj) przedstawiony w
znakomitej książce
profesora historyka z
UMK (zob.: Wojciech Polak
„Anatomia agenta. Historia tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa
o pseudonimie »Karol« (1978-1983)”,
Finna, Gdańsk 2005). Autorowi niniejszego
tekstu niektóre dokumenty esbeckie są znane tylko z tej książki –
w tych wypadkach nie są tu
cytowane, a tylko powołane za pomocą
stosownych odsyłaczy, co wynika z założenia, że zasięg tej książki jest i
pozostanie większy. Pewne inne są cytowane,
jednak nie w
ślad za tą książką, ale jako skutek własnej autorskiej kwerendy. Wszelkie (z wyjątkiem
ew. pomyłek) rozbieżności miedzy ich
brzmieniami (tutaj i w książce
prof. Polaka) są nieprzypadkowe –
dotyczy to także numeracji stronic albo
kart w teczkach
zarchiwizowanych w Instytucie Pamięci Narodowej.
dwaj prokuratorzy-imiennicy
Późną jesienią 1980 r. znaczny oddźwięk (włącznie
z możliwością poważnego strajku o
podłożu politycznym, którym groziła wtedy „Solidarność”) wywołało
aresztowanie dwóch warszawskich działaczy „Solidarności” – Jana Narożniaka i Piotra
Sapełły – za to, że
przyczynili się do
ujawnienia tajnego dotychczas dokumentu, którego treść zbulwersowała opinię publiczną;
dokument ten bowiem odsłaniał metody
nadużywania aparatu
ścigania do zwalczania opozycji
politycznej. Stanowił niby to tylko sprawozdanie z ich stosowania, ale ponieważ
był odgórny, a nie oddolny, a
przy tym nie zawierał bynajmniej
krytyki tych metod z punktu
widzenia ówczesnego PRL-owskiego
prawa, można było rozumieć go
jako aprobatę tych
metod, polegajacych na czysto instrumentalnym traktowaniu
przepisów prawa karnego procesowego. W
dokumencie można było
m.in. przeczytać, co następuje: „Udział organów prokuratury w tym działaniu polegał
na [...] zatwierdzaniu przeszukań i
zatrzymań przedmiotów
odebranych w toku przeszukań oraz
[...] wydawaniu w sporadycznych wypadkach postanowień o zarządzeniu przeszukania. [...] Przeszukania są właśnie jedną
z głównych form przeciwdziałania oddziaływaniu
elementów antysocjalistycznych na społeczeństwo przy pomocy tworzenia
i kolportażu materiałów propagandowych.
Dokonywane są przez funkcjonariuszy jednostek SB i MO z reguły
w oparciu o
nakazy jednostek SB i MO. [...] Znaczna
ilość zatrzymanych w
wyniku przeszukań przedmiotów:
maszyn do pisania, powielaczy, papieru
a zwłaszcza nielegalnych publikacji
stwarza w niektórych
sprawach trudności z
ich przechowywaniem. W związku z tym podjęto – na zasadzie art. 201 § 1
k.p.k. – decyzje o przekazaniu tych publikacji do zbiornicy makulatury.” (z
załącznika pt.: „Uwagi dotyczące dotychczasowych zasad
ścigania nielegalnej działalności antysocjalistycznej” do
pisma Nr 0581/80 z dnia 30
października 1980 r., skierowanego przez
prokuratora generalnego PRL
Lucjana Czubińskiego do prokuratorów wojewódzkich).
Inny, o
kilka miesięcy zaledwie
wcześniejszy dokument, na szczęście (na szczęście – dla
ludowej praworządności, rzecz jasna)
był znacznie bardziej
pouczający – nie tylko zdawał
sprawę z „dotychczasowych” metod, ale wskazywał, jak powinno się
postępować. Wszak już wielki Marks ogłosił, że nie o to chodzi, aby świat objaśniać, ale o to, aby go zmieniać!
Toteż w połowie kwietnia 1980 r.
Komendę Wojewódzką MO w
Toruniu wizytował starszy inspektor z Biura Śledczego MSW. Plonem tej wizytacji
była notatka z dnia 16
kwietnia 1980 roku, w której można przeczytać, co
następuje: „W Wydziale Śledczym KW
MO w Toruniu zapoznałem się z
aktami śledztwa nr Ds.394/80 (nr RSD-1/80) w sprawie drukowania i rozpowszechniania wydawnictw
zawierających fałszywe wiadomości mogące
wyrządzić poważną szkodę interesom PRL
(art. 273 § 1
w zw. z art. 271 § 1 kk). Śledztwo zostało wszczęte 21.III.1980 r. przez Prokuraturę Rejonową w Toruniu na podstawie wniosku
KW MO. Odpowiedzialnym za prawidłowe
dokumentowanie działalności przestępczej w tej sprawie jest inspektor, ppor.
Daniel Janczewski, tel. wew. 411.” (sygn. IPN By 082/143,
t. 9, k. 1102.) Nie
jest jednak łatwo dźwigać brzemię
takiej odpowiedzialności, jaka
spadła na młodego podporucznika Janczewskiego (ur. 11 października 1953 r.). Oto bowiem: „W aktach
śledztwa brak jest
protokołów oględzin
przedmiotów zakwestionowanych podczas przeszukań. Zakwestionowanych przedmiotów, w tym także
maszyny do pisania, dotychczas nie przekazano
do badań kryminalistycznych. Pism i druków nie przekazywano również do oceny Delegaturze[2]
GUKPPiW. Nie wszystkie osoby zatrzymane
i osoby, u
których dokonano przeszukań[,] zostały przesłuchane w charakterze
świadków. W okresie od 22 marca do 12 kwietnia 1980 r. przesłuchano łącznie 7 świadków.
Zeznań mających istotne znaczenie dowodowe w sprawach o
zorganizowaną działalność antysocjalistyczną – brak.” (tamże, k. 1104)
Biedny młody oficer napracował się 12 listopada 1979 r.,
sporządzając obszerny protokół oględzin
(cytowany tu poniżej, na
początku epizodu I), potem przynajmniej jeszcze raz (nawet bardziej:
31 stycznia 1980 r.,
nad efektami przeszukania aż trzech
osób – zob.: sygn. IPN
By 082/143, t.
1, k. 26-29), jednak później widocznie
jego zapał okazał
się słomiany... Rzetelny esbek,
umiejący nie tylko inkasować wynagrodzenie za pracę, ale rozumiejący, co znaczy (w jego wypadku)
patriotyzm wobec Ludowej Ojczyzny,
powinien mieć na oku szerszy
sens swojej zaszczytnej służby. Umarzanie
śledztwa może funkcjonariusza... morzyć snem, podczas gdy
rewolucyjna czujność jest niezbędna o każdej porze dnia i
nocy: „W toku realizacji dalszych
czynności w powyższej sprawie uwzględnić m. in.: 1. Śledztwo nr Ds.394/80 jako
»worek« i w ramach tego śledztwa należy dokumentować wszelką działalność
antysocjalistyczną, aby zgromadzony materiał dowodowy można było wykorzystać w
każdym okresie czasu
i w różny sposób, w zależności od decyzji. Śledztwa tego nie należy umarzać, a po
upływie np. jednego roku, można
rozważyć celowość zmiany numeru sprawy – Ds. [...] 3. Powinny być stosowane
teksty uzasadnienia postanowień,
jakie otrzymują osoby,
u których dokonano przeszukań i
tak: – uzasadnienie
postanowienia o zarządzeniu przeszukania: Z uzyskanych w toku śledztwa
materiałów wynika, że u wyżej
wymienionego mogą znajdować się przedmioty, dokumenty i opracowania stanowiące
dowody przestępstwa i z tych względów postanowiono jak
na wstępie; – uzasadnienie postanowienia o
zatwierdzeniu przeszukania: Czynność prawna będąca przedmiotem
niniejszego zatwierdzenia jest
uzasadniona okolicznościami
mającymi na celu ustalanie przesłanek
wskazujących na fakt zaistnienia
przestępstwa i koniecznością zabezpieczenia dowodów. Przytaczanie w
tych uzasadnieniach zbyt
dużo [!] danych ze śledztwa może
być wykorzystane przez grupy antysocjalistyczne do szkalowania organów ścigania
i porządku prawnego PRL. [...] 5. W miarę istniejących możliwości należy
uzupełnić brakujące notatki urzędowe
uzasadniające dokonane już
przeszukania. Zasady
sporządzania notatek urzędowych omówiłem z naczelnikiem Wydziału Śledczego,
ppłk. E. Gawrońskim.” (sygn. IPN By 082/143, t. 9, k. 1104 i
1105) Jak widać,
nie tylko w
toruńskich organach
ścigania, ale również w Warszawie
(a prawdopodobnie w całej Polsce) funkcjonariusze nagminnie używali
słowa „zakwestionować” w sposób, świadczący o tym, że go nie rozumieją...
Czymże jednak jest niechlujstwo językowe w porównaniu z wymaganym „antydatowaniem” notatek
urzędowych czyli – z czymś w rodzaju fałszerstwa?...
Sierpień 1980
r., a potem Grudzień 1981
r. zapewne mocno odcisnęły się
na „zwyczajach” organów
ścigania PRL (bowiem
przybyło im zajęć), jednakże sprawa
„worek” przetrwała oba te przełomy –
świadczy o tym odręczny dopisek naczelnika Wydziału Śledczego KWMO
w Toruniu, płk. Gawrońskiego,
uczyniony dnia 14 maja 1982 r.
na piśmie komendanta
Ośrodka Odosobnienia w Strzebielinku do komendanta wojewódzkiego MO w Toruniu – por.: sygn. IPN By
082/1, t. 13, k. 2500).
Ale, ale... przecież przybysz ze stolicy
wizytował KW MO, a nie Prokuraturę Rejonową! Jak on śmiał wkraczać w
kompetencje organu powołanego do sprawowania
nadzoru nad postępowaniami prowadzonymi przez
policję? Czyżby jednak wychodziło na to, że rację mieli
wrogowie Polski Ludowej,
oskarżający organa prokuratury o
to, że jest (a przynajmniej – że niektórzy prokuratorzy
są) na usługach
bezpieki? Że dyspozycyjny prokurator: zatwierdzi
każdą (nawet jaskrawo łamiącą prawo i nieraz przy tym
zdrowy rozsądek) czynność policjanta? Że uzna za zasadne nieoddanie legalnie wydanej w PRL książki,
że przymknie oko na niewydanie
pokwitowania po przeszukaniu, że uzasadni zatwierdzenie rewizji
dokonanej lub nakaz
mającej dopiero nastąpić za
pomocą takiej formułki, która do wszystkiego się
nadaje i można byłoby ją od razu drukować wraz z formularzem
protokołu przeszukania? Najwidoczniej jednak – tak! Antoni Czubiński aż tak się nie odsłonił, chociaż jego „Uwagi
[...]” również były pomyślane
jako dokument niejawny. Nic dziwnego, że po
latach napisano o jego imienniku i koledze po fachu, tj. o
Antonim Białowiczu: „Sposób prowadzenia śledztwa w tej instytucji, osobliwie przez
prokuratora[3] Białowicza,
stwarzał i stwarza wrażenie, że
nie pracował on samodzielnie”
(zob.: Zbigniew Branach, „Toruńska OAS (5) Prokurator grozi porwanym”, „Nowości. Dziennik toruński” z 30 sierpnia 1991 r., str. 7).
Jeden z
elementów tego pouczenia z kwietnia 1980 r. brzmi jednak na tyle
WIELOznacznie, że nie
nadaje się do potraktowania żartobliwą ironią: „Zeznań mających istotne znaczenie dowodowe
w sprawach o zorganizowaną
działalność antysocjalistyczną – brak.” Wszak „powinny” być! Co jednak
zrobić, gdy przesłuchiwany korzysta
z prawa do odmowy zeznań albo do
odmowy odpowiedzi na poszczególne
pytania? Niby wiadomo,
jak na to odpowie sobie policjant, zwłaszcza
zaś funkcjonariusz policji politycznej... Trzeba znaleźć
sposób taki, aby przesłuchiwany
powiedział to, czego przesłuchujący chce się dowiedzieć. Jak wiadomo, SB umiała
osiągać ten cel, kiedy bardzo jej na
tym zależało. Zwłaszcza, gdy czas naglił. Taki przykład zostanie tu również
przedstawiony – w epizodzie IV.
przeczucie poety i przeczucie prozaika
Widząc tak
wielki nakład wysiłku bezpieki – która w zasadzie powinna mieć poważniejsze
zadania! – w tępienie wolnego słowa, nie sposób nie pomyśleć w tym miejscu o
słynnej fraszce Cypriana Kamila Norwida:
Siła ich
Ogromne wojska, bitne generały,
Policje –
tajne, widne i dwu-płciowe –
Przeciwko komuż tak się pojednały?
– Przeciwko kilku myślom... co nienowe.
Notatka
przybysza z Warszawy podziałała za zasadzie lekarstwa „jak-ręką-odjął”: nosiła
datę 16 kwietnia,
a już 17 kwietnia (a później
np. 29 lipca)
1980 roku tow.
Antoni Białowicz (wiceprokurator
Prokuratury Rejonowej w 1980 r.) zatwierdzał
przeszukanie, posługując się
świeżo zaleconą uniwersalną
formułką, w której nie jest ważne: ani
– u kogo zrobiono rewizję, ani –
co znaleziono, ani – kto przeszukiwał i
kto zatwierdzał, ani nawet – gdzie i kiedy to wszystko
się działo (zob.: sygn. IPN By 082/143,
t. 1, k. 170 i t. 3, k. 143 oraz
sygn. IPN By
134/287, k. 108
i 169 – na wszystkich kartach:
rewers).
Większość opisywanego
tu okresu mieści się w roku 1980. Był to rok o tyle dziwny –
przynajmniej z punktu
widzenia ludzi zaangażowanych w działalność opozycyjną – że można było
odnosić wrażenie, jak gdyby
stopniowo zacierała się różnica
pomiędzy rzeczywistością a (surrealistyczną) fikcją literacką. Konkretnie
chodzi o wydaną poza zasięgiem PRL-owskiej cenzury powieść „Mała apokalipsa”, Tadeusza
Konwickiego[4]. I to
– bez
czekania na kolejną „okrągłą” rocznicę manifestu
tzw. PKWN[5], o
której mowa w tej książce.
Bohater powieści przygotowuje się do dokonania samospalenia w proteście przeciwko „komunie”.
Tymczasem w realnej Polsce aż dwa takie
tragiczne zdarzenia nastąpiły w krótkim odstępie czasu. W Krakowie 21
marca 1980 r. dokonał tego Walenty Badylak, 76-letni były żołnierz AK.
W dwa miesiące później, w Gdyni
29 maja, również w proteście przeciwko istniejącej sytuacji
zniewolenia Polski, w podobny sposób targnął się na swoje życie
człowiek w sile wieku (47 lat),
ekonomista Andrzej Durkacz. Ale na tym nie koniec podobieństw – w sierpniu, gdy już fala strajków
w Polsce kulminowała, tow. red.
Ryszard Wojna 27 sierpnia 1980 r. straszył czytelników „Trybuny Ludu”[6]
powtórką z XVIII wieku – czyli rozbiorami Polski – jeśli
„anarchia” (czyli
strajkowanie) potrwa dłużej.
Konwicki zaś w
swojej fikcji
literackiej umieścił taki
oto niesamowity wątek, że podczas uroczystych obchodów tzw. Święta Lipcowego (wydaje się,
że tam chodzi o umowną datę
40-lecia tzw. Polski Ludowej, czyli o
dzień 22 lipca 1984 r., ale numer tej
rocznicy bynajmniej nie został zasugerowany jednoznacznie...), niejako w
cieniu oszałamiającej swoim przepychem wizyty sowieckiego „genseka” w
Warszawie, mającego ogłosić priorytetowe przyjęcie PRL – jako
kolejnej republiki związkowej – w skład Związku Sowieckiego, rząd PRL przyjmuje chyłkiem
delegację niemiecką przybyłą na
rokowania dotyczące zakupienia od
Polski Ludowej... województwa zielonogórskiego. Zapewne takie skojarzenia pomiędzy zdarzeniami rzeczywistymi a treścią książki Konwickiego przychodziły w
1980 roku niejednemu jej
czytelnikowi. Na pewno
tak bywało w opozycyjnym środowisku toruńskim, gdzie zresztą studenci i absolwenci polonistyki byli
bardzo silnie reprezentowani. Na obrzeżu tego środowiska (raczej
poprzez więzy towarzyskie niż inne) obracał się ówczesny
student polonistyki UMK, Włodzimierz Kowalewski[7],
który był w tamtym czasie tak zagorzałym „fanem” Konwickiego, że stawiał
go ponad wszystkich innych – przynajmniej polskich – twórców...
epizod I
listopad
– grudzień 1979 r.
(w obronie opozycjonistów czechosłowackich)
co było jeszcze wcześniej
Przeglądając archiwalia,
znajdujące się w Instytucie Pamięci Narodowej, można
znaleźć różne bardziej i mniej interesujące materiały, na przykład – następujący (sygn. IPN By
134/286, k. 24): „1 karta formatu
A-4 zapisana pismem ręcznym, w
górnym prawym rogu zawiera
napis: »Gdańsk, Kraków, Lublin, Warszawa, Wrocław, 5.VII.1979
r.« w nagłówku natomiast: »Do
Konferencji Episkopatu Czech i
Moraw na ręce
Jego Eminencji Kardynała
Frantiska Tomaska«, na odwrocie tej
karty znajdują się czytelne imiona i
nazwiska – napisane jednakowym charakterem pisma co i cały dokument –
następujących osób: Konrada
Turzyńskiego, Stanisława
Śmigla, Mirosławy Sędzikowskiej, Aleksandry Lisewskiej,
Waldemara Sędzikowskiego,
Mariana Maruszewskiego i Pawła
Wudarskiego. W swej
treści ten dokument stanowi akt solidarności
z osobami aresztowanymi za działalność przeciwko
interesom CSRS, a
zarazem prośbę skierow[a]ną do Episkopatu Czech i
Moraw o »wzięcie
w obronę« następujących osób i ich rodzin: Waclawa Benda, Otka Bednarowa, Jarmila Belikova, Jiri
Dienstbier, Vaclav Havel,
Ladislas Lis, Jiri
Nemec, Dana Nemcova, Vaclav
Maly, Peter Uhl.”
(ppor. Daniel Janczewski, „Protokół oględzin
manuskryptów, druków i innych dokumentów, zakwestionowanych
podczas przeszukania dn. 12.XI.79 r. u Konrada Turzyńskiego”, sporządzony dnia 15 listopada 1979 r.;
pisownia imion i nazwisk obywateli CSRS tu jak w źródłowym
dokumencie.) Skoro odpis tego listu i podpisów pod nim zebranych znaleziono u
K. Turzyńskiego, a
jego podpis widnieje
tam na pierwszym miejscu, można domniemywać, że to on przywiózł
(prawdopodobnie z Trójmiasta od swoich przyjaciół z Ruchu Młodej Polski[8])
ów tekst i zbierał pod nim
podpisy. (Konrad Turzyński,
ur. 19 grudnia 1953 r., wówczas pracownik UMK w Toruniu,
znajomości „opozycyjne” z członkiem KSS „KOR” Bogdanem Borusewiczem, ur. 11
stycznia 1949 r., z Sopotu i z trójmiejskim środowiskiem RMP zawarł jeszcze
podczas swoich studiów na Uniwersytecie Gdańskim.)
Zwraca uwagę fakt, że ok. połowy
podpisów zebrano od
mieszkańców Chełmży – są to: małżonkowie Sędzikowscy, siostra
Sędzikowskiej – Aleksandra Lisewska oraz ojciec tych
sióstr, Marian Maruszewski. Z kolei Paweł Wudarski (lekarz mieszkający wówczas w Toruniu)
to mąż Urszuli Wudarskiej,
która była koleżanką ze studiów (na Uniwersytecie Gdańskim) Magdaleny
Modzelewskiej[9], z którą K. Turzyński w tamtych czasach
często się kontaktował, gdy tylko odwiedzał Trójmiasto.
Dwoje spośród siedmiorga
sygnatariuszy tego listu to
zarazem sygnatariusze „Karty Praw Robotniczych”, dokumentu
opublikowanego w dwutygodniku „Robotnik” (nr 35 z 18 lipca 1979 r.), wydawanego przez
środowisko Komitetu Samoobrony Społecznej „KOR”. W całej Polsce
około 100 osób – a w ówczesnym woj.
toruńskim troje ludzi –
było sygnatariuszami „Karty”,
podającymi nie tylko swoje imiona i nazwiska, ale również adresy i numery
telefonów. W woj.
toruńskim byli to: MIROSŁAWA
SĘDZIKOWSKA, ur. 20
maja 1955 r., nauczycielka polonistka z Chełmży, STANISŁAW ŚMIGIEL, ur. 24 listopada 1953 r.,
inżynier elektronik z Torunia,
i EDMUND ZADROŻYŃSKI, robotnik
z Grudziądza. Waldemar Sędzikowski
i Stanisław Śmigiel
razem studiowali
elektronikę na Politechnice Gdańskiej i jeszcze w czasie
studiów zdobyli pierwsze
„szlify” opozycyjne u boku mieszkającego w
Sopocie Bogdana Borusewicza,
członka Komitetu Samoobrony Społecznej „KOR”. (To Sędzikowski zachęcił swoją
żonę do działalności
opozycyjnej.) Śmigiel działał
w Toruniu, już samodzielnie, właśnie jako współpracownik KSS „KOR”, a od
stycznia 1980 r. także – jako
organizator Klubu Samoobrony Społecznej
Regionu Wielkopolsko-Kujawskiego (zob.: niepodpisany tekst „Ludzie
tamtych dni”, „Nowości.
Dziennik toruński” z 31
sierpnia 1990 r.,
str. 7). Edmund
Zadrożyński, uczestnik protestów robotniczych w czerwcu 1976
roku w Grudziądzu, współpracował z „KOR-owskim” dwutygodnikiem „Robotnik” – jednak w tym czasie był
już więźniem politycznym,
aresztowanym pod kryminalnym pretekstem
(przeżył 50 lat, zmarł 22 listopada 1982 r.,
w parę miesięcy po zwolnieniu z
Ośrodka Odosobnienia dla internowanych w Strzebielinku).
po wyroku w Pradze
Pełny tekst
wyżej omówionego listu do czeskich biskupów ukazał się w nie cenzurowanym kwartalniku katolickim „Spotkania” (nr 9
datowany w październiku 1979 r.,
str. 120). W
obronie aresztowanych 29 maja
1979 r. opozycjonistów czechosłowackich w warszawskim kościele p.w. Św. Krzyża odbyła się w dniach 3-10
października 1979 r.
głodówka kilkunastu polskich działaczy niezależnych. Już
wkrótce (22 i 23
października), odbył się proces,
w którym wyrokiem
Sądu Miejskiego w
Pradze za działalność wywrotową
przeciwko republice zostały
skazane następujące osoby: Petr
Uhl (na 5 lat), Václav Havel (na
4,5 roku), Václav Benda (na 4 lata), Jiří Dienstbier (na 3
lata), Otka Bednařová (na
3 lata), Dana
Němcová (na 2
lata w zawieszeniu na 5
lat). Skromne środowisko toruńskiej
opozycji już było uwrażliwione na
kwestie obrony więźniów politycznych nie tylko w Polsce, ale także w
Czechosłowacji. Zatem po zapadnięciu tego wyroku trzej uczestnicy środowiska
obywatelskiego sprzeciwu ułożyli
swój list protestacyjny, pomyślany jako list
otwarty, adresowany formalnie do skazanych. Oto jego treść:
Toruń,
dn. 1.11.1979 r.
List otwarty do skazanych sygnatariuszy Karty 77
i członków Komitetu Obrony Prześladowanych
Drodzy Przyjaciele!
Pragniemy wyrazić
solidarność z Waszą nieugięta postawą i zarazem zapewnić
o naszym gorącym poparciu dla
działalności, która zaprowadziła sześcioro
z Was na ławę oskarżonych. Znajomość realiów systemu
politycznego, w którym Wam i
nam przyszło żyć, skłania
nas do obaw, że podobny
los obecne władze CSRS
gotują pozostałym Waszym Towarzyszom: Jarmili Bělikovej, Albertowi Černému, Ladislasowi
Lisowi, Václavowi Malému,
Jiříemu Němcowi i innym.
Jesteśmy
wstrząśnięci i oburzeni tym, że reżym, który wobec opinii publicznej świata ma czelność
występować jako
„socjalistyczny”, traktuje działalność w obronie
prześladowanych, w obronie demokracji i wolności jako ciężkie
przestępstwo i karze latami więzienia.
Wiemy, że Wasz proces i wyrok sprowokowały wiele
protestów na Wschodzie i
Zachodzie, wyrażanych przez
ludzi reprezentujących
różne ideologie i
światopoglądy. W tej sytuacji wszelkie znaki solidarności
z naszego kraju należą do takich,
których tym bardziej
nie powinno zabraknąć. Jesteśmy bowiem
jako Polacy przywiązani do postępowej tradycji naszego
narodu, najpełniej wyrażonej
w haśle: „za
Waszą i naszą wolność”. Jednocześnie, również
jako Polacy, jesteśmy głęboko
upokorzeni faktem, że
w ustanowieniu obecnego
zniewolenia pobratymczych
narodów czeskiego i słowackiego – wbrew tej zaszczytnej
tradycji – wzięli udział żołnierze polscy.
Przede wszystkim
jednak kierujemy do Was te słowa
dlatego, iż wierzymy, że
„prawda jest czymś więcej niż pragmatyczną wersją rzeczywistości, wolność czymś więcej, niż »zrozumieniem konieczności«, godność czymś więcej niż gwarancją
egzystencji, a to
znaczy, że reżym, pod którego
panowaniem [żyjemy], jest zły i błądzą ci, co mu służą”.
Pragniemy
podkreślić słowa, jakie wypowiedział w tym roku w Gnieźnie Jan Paweł II, pierwszy w dziejach
papież-Słowianin, wielki
autorytet moralny współczesnego świata. Powiedział on mianowicie: „I
nie możemy my
wszyscy (...), którzy nosimy w sobie
to Wojciechowe dziedzictwo, zapomnieć tych naszych Braci”. Słowa te, będące odpowiedzią na transparent w języku czeskim,
przypominają i uobecniają
tak bardzo teraz ważną i
potrzebną tradycję przyjaźni
Czechów i Polaków,
która – zacząwszy się
przed tysiącem lat – jest znacznie starsza od czegokolwiek, co później mogło dzielić nasze narody. Jako
rzecz oczywistą dodajmy przy tym, że
sprawa wolności w Słowacji jest
dla nas tak samo ważna, jak sprawa wolności w Czechach.
Wszystkie
wymienione okoliczności sprawiają,
że uznaliśmy za potrzebne
napisać ten list. Ponieważ jest
to list otwarty, więc może nie
będzie bezcelowym zaapelować w tym miejscu do opinii publicznej na całym świecie
o dalsze świadectwa solidarności z
Wami i sprzeciwu wobec Waszych prześladowców. Masowość tych
świadectw pozwoli podtrzymywać nadzieję, że
totalitarny reżym zaniecha wymierzonej
w Was zemsty. A przecież wypadki
takich zaniechań zdarzały
się w różnych państwach, ustrojach
i epokach, pod
wpływem różnych uwarunkowań
ideologicznych i geopolitycznych.
W historii naszego narodu nieraz żywiliśmy
„nadzieję wbrew nadziei”. Taką właśnie
nadzieją na Wasze uwolnienie chcemy się podzielić z Wami i Waszymi bliskimi.
List został
ułożony wspólnie przez
Stanisława Śmigla (autor samego
pomysłu), Konrada Turzyńskiego (redagujący tekst) i Wiesława
Cichonia (wnoszący poprawki). Tekst został tu odtworzony z ręcznego odpisu,
gdzie występuje mimowolne opuszczenie, jest nim
prawdopodobnie jedno słowo (odtworzone
na zasadzie „zdroworozsądkowej”) w cytacie z wypowiedzi któregoś z czechosłowackich opozycjonistów (nie udało się
ustalić jego nazwiska); ów cytat
został umieszczony w liście z
inicjatywy W. Cichonia, który początkowo bardzo sprzeciwiał się zaproponowanemu przez
K. Turzyńskiego użyciu
w liście słowa „socjalizm” w konotacji pozytywnej, dopiero ten
cytat pochodzący z Czechosłowacji usatysfakcjonował Cichonia... Powyższa wersja
listu różni się od zachowanego z tamtych lat ręcznego odpisu (w
zeszycie u jednego z ludzi
tutaj opisywanych) nieznacznymi poprawkami pisowni.
Jak
później Konradowi Turzyńskiemu wyjaśnił gdańszczanin
Mirosław Rybicki[10] –
jego kolega z Ruchu Młodej
Polski – wśród
dosyć licznych uczestników
RMP w Trójmieście (którym
też przedkładano go do podpisu) znalazłoby się więcej sygnatariuszy
owego listu, ale odstraszył ich właśnie ów
„socjalizm”. Paradoksalnie: to raczej Wiesław Cichoń[11], sympatyk lewicy laickiej (w szczególności –
Adama Michnika), był
bardziej predestynowany do
doceniania socjalizmu (np. w
sensie, w jakim Günther Grass pisał „Siedem tez
o demokratycznym socjaliźmie” – w
przeciwieństwie zaś do „socjalizmu realnego”, o jakim mawiali wtedy
m.in. Leonid Iljicz Brieżniew i Edward
Gierek), zaś Konrad
Turzyński – będący
właśnie wtedy na etapie stawania się uczestnikiem Ruchu
Młodej Polski – raczej powinien
mieć powody do wygłoszenia
takiego sprzeciwu, jaki wobec socjalizmu wyraził Cichoń.
Do chwili
zebrania pierwszych podpisów bezpieka mogła wiedzieć o fakcie i treści owego
listu tylko, jeśli w sublokatorskim pokoju Stanisława Śmigla działał podsłuch.
Ale już owe pierwsze podpisy były
zbierane pod (dosyć) czujnym okiem tajnego
współpracownika SB, dentysty z Grudziądza
Stanisława Chamery. Chamera
czyli TW „Wilk” był u
Sędzikowskich w Chełmży także o 3 dni wcześniej – wtedy poznał kolejnego toruńskiego opozycjonistę
(Turzyńskiego) oraz dowiedział się,
że 8 listopada na spotkanie z tutejszą opozycją przyjedzie
Jan Lityński z Warszawy. (J. Lityński, ur. 18 stycznia 1946 roku,
w owym czasie był członkiem
Komitetu Samoobrony Społecznej „KOR”.)
I oczywiście napisał
o tym: „5.XI.79. – Chełmża ul. Świerczewskiego 12/3 [autor
„połknął” ostatnią cyfrę w ówczesnym adresie Sędzikowskich – dopow.
JS] godz.21.00 w mieszkaniu czeka
Śmigiel z drugim facetem – oraz właściciel
mieszkania. Rysopis: wzrost 170-175 – szczupły wiek około 25 lat – z brodą – Śmigiel mówi mu po
imieniu Konrad – w klapie marynarki nosi znaczek Uniwersytetu Toruńskiego
podobno asystent [...] o
godz. 22.00ej [!]
dobiła żona właściciela mieszkania.
Poinformowałem go że
środa [!] jadę do W-wy na spotkanie z
Jackiem – on w niedzielę
przeprowadził rozmowy z J. Kuroniem,
Michnikiem, Wujcem i Litińskim [!] – spotkanie z Litińskim [!]
8.XI.79 r. 17.00
Chełmża [...] Skolei [!] ten drugi
facet wypytywał –
o opinie o Zadrożyńskim – o jego synach – widać
było z tego, że W-wa poleciła Śmiglowi wybadać dokładnie sprawę
Zadrożyńskiego – Oto jedna charakterystyczna wypowiedź Śmigla:
»Zadrożyński popełnił błąd,
sam chciał wszystkim kierować
nie dopuszczał do kontaktu między sobą – czyli był
w przenośni ******
`ojcem chrzestnym'«. Powyższe
wypowiedzi potwierdzają, że
to co zasiałem w W-wie zaczyna
kiełkować. Z rozmowy wynikało, że
»Konrad« w dniu 4.XI.79 r. – był u Borusiewicza [!] i ten
w najbliższym czasie będzie w Grudziądzu i Toruniu – Dlaczego
nie przeprowadził Gdańsk planowanej akcji – wynikło to
z przyczyn obiektywnych (nie
wnikałem jakie) – Jak
przyszła Sędzikowska, ze swojej
torby wyciągnął Śmigiel materiały i odliczył jej: 50 egz. Robotnika nr 38 i 39 50 egz. Apel do społeczeństwa 30 egz. W
obronie Edmunda Zadrożyńskiego. Ja też wziąłem: 25 egz. Apel do Społeczeństwa
(2 egzem.
[!] dałem Naglowi 10 egz. Robotn. 38, 39 (4 dałem Naglowi, 3 egz. Zadrożyńskiej)
10 ulotek o Zadrożyńskim – [...] Z drugiej
torby Konrad – nazywam go tak jak Śmigiel – wyciągnął swoją
torbę, z której
wyciągnął wydania książkowe między
innymi »Prawdę i *****« – i obliczył Sędzikowskiemu, że jest mu
dłużny 170 zł [...] O godz.
22.00 pytam kiedy Śmigiel jedzie
do Torunia – mówi, że o godz.
24-ej ma pociąg – późna pora ale proszę
się zabrać podwiozę was do Torunia. Do tyłu
wsadziłem Nagla i
Konrada – Śmigla
usadowiłem przy sobie. [...]” (sygn. IPN
By 001/428, t. 2, k. 92-94). Opis wyglądu Turzyńskiego dość
nieprecyzyjny („szczupły”); Chamera
był spostrzegawczy,
jednakże nie zawsze – akurat w
tej konkretnej kwestii prześcignął go
inny donosiciel, gdy
relacjonował o obecności
K. Turzyńskiego w
jezuickim Duszpasterstwie
Akademickim, nie znając
jeszcze jego nazwiska (zob.:
prof. Wojciech Polak „Anatomia
agenta. Historia tajnego
współpracownika Służby Bezpieczeństwa
o pseudonimie »Karol« (1978-1983)”, Finna, Gdańsk 2005, str.
67/68). Prawdopodobnie Chamera także nie doczytał tytułu
publikacji, a brzmiał on zapewne nie: „Prawa i ****”, lecz: „Caryca
i zwierciadło” (poemat
satyryczny o marsz. Leonidzie
Iljiczu Brieżniewie napisany przez
Janusza Szpotańskiego pod
pseudonimem „Aleksander
Oniegow”; właśnie w jesieni 1979 r. ta publikacja, jako przedruk z paryskiego
miesięcznika „Kultura”, weszła do obiegu).
Pierwsze 6
podpisów zebrano w Chełmży, u Mirosławy i Waldemara Sędzikowskich (ówczesny adres: ul. Świerczewskiego 12 m.
36), w dniu 8 listopada 1979 r., przy
okazji spotkania
samokształceniowego (prelegent, którym
był tym razem
Jan Lityński z Warszawy,
członek Komitetu Samoobrony Społecznej „KOR”, odmówił
złożenia swojego podpisu,
uzasadniając to tym, że... „swój podpis
trzeba cenić” – !). Oto zebrane tam podpisy:
Mirosława
Sędzikowska, nauczycielka – Chełmża
Stanisław Śmigiel, inżynier – Toruń
Konrad Turzyński, matematyk – Toruń
Bolesław Niklaszewski, zegarmistrz – Wąbrzeźno
Wiesław Cichoń, filolog – Toruń
Waldemar Sędzikowski, inżynier – Chełmża
Na tym
spotkaniu był oczywiście
obecny także TW „Wilk”. Oto treść
jego donosu: „Spotkanie 8.XI.79
r. – godz. 17-22 Chełmża[.] W spotkaniu biorą udział:
małżonkowie S. (właściciele mieszkania)
Chełmża[,] Śmigiel – Toruń[,] Konrad [Turzyński – dopow. JS] – Toruń[,]
Adamski (od godz. 19-ej) Toruń (nowa twarz)[,] Wiesiek
[Wiesław Cichoń – dopow. JS] Toruń (nowa twarz)[,] M. [poprawnie: N. – donosiciel miał
na myśli nazwisko Bolesława
Niklaszewskiego – dopow. JS] Wąbrzeźno[,]
Nagiel [poprawnie: Renata
Nagel – dopow. JS] i ja – Grudziądz[,]
Jan Litiński [!] W-wa (godz. około 20-ej)[.] Rysopis nowych
twarzy [...] Poruszane zagadnienia[:] a) list otwarty
w sprawie Czechosłowacji podpisało
6 osób – ja
nie Naglowa tak[,] b) dyskusja nad sprawą Zadrożyńskiego o ewentualnym
włączeniu go do listu w sprawie
Czechosłowacji[,] c) ustalenie, że nie włączamy sprawy Zadrożyńskiego czekamy 2 tygodnie co w tej
sprawie zrobi KOR i W-wa[,]
d) prelekcja J. Litińskiego [!] – p.t. Gomułka (okres jego oraz okres
dojścia do władzy Gierka) – [...]” (płk. Zygmunt Grochowski, „Informacja
nr 73/79”, sygn. IPN By 001/428, t.
2, k. 107). Tak, to nie pomyłka: oficerem prowadzącym TW
„Wilk” był „sam” szef bezpieki w województwie toruńskim (czyli zastępca
komendanta wojewódzkiego MO
d/s bezpieczeństwa), pułkownik
Zygmunt Grochowski. Wymieniona w donosie Renata Nagel, również mieszkanka
Grudziądza, to (podobnie jak jej małżonek Brunon Nagel)
osoba z kręgu
Edmunda Zadrożyńskiego. Pewną niewyjaśnioną zagadką
pozostaje jeden szczegół donosu: gdyby Renata Nagel
podpisała ów list, podpisów zebranych w Chełmży
byłoby siedem, a
nie sześć... Jeden z podwładnych pułkownika Grochowskiego tymczasem
zameldował: „W uzupełnieniu
meldunku w sprawie operacyjnego rozpracowania krypt. »Fanatyk«,
podaję: Z Wydziału IIIA uzyskano informację,
że w dniu 8 bm.
w mieszkaniu małżeństwa Sędzikowskich w Chełmży odbyło
się zebranie z udziałem – Renaty Nagel,
Bolesława Niklaszewskiego, Stanisława Śmigla, Wiesława Cichonia, Mirosławy
i Waldemara Sędzikowskich, Konrada Turzyńskiego i
NN mieszkańca Torunia – Adamskiego[12].
Pod nieobecność Jana Lityńskiego, który
przybył około godz. 19.30[,]
Wiesław Cichoń przedstawił projekt listu otwartego w
sprawie skazanych w CSRS sygnatariuszy Karty 77 – treść dokumentu została przez obecnych
zakceptowana i opatrzona pięcioma
podpisami. Dyskutowano również propozycję włączenia do listu sprawy E..
Zadrożyńskiego, problem ten postanowiono uczynić przedmiotem następnej deklaracji, opracowanej za kilka
tygodni. [...]” (naczelnik Wydziału III KW MO w Toruniu kpt. mgr B[ogdan]
Ścisłek, „SŁOWNY OPIS ZAGROŻENIA (FAKTU)”, sygn IPN By 0104/274) Tu okazało
się, że liczba podpisów zebranych na tak kameralnym spotkaniu była
jeszcze inna: ani sześć, ani siedem, lecz pięć...
Aż strach
pomyśleć: czyżby Służba
Bezpieczeństwa już na tak elementarnym
poziomie miewała problemy
w rozpoznawaniu rzeczywistości?
Dalszy ciąg tej opowiastki dostarczy przykładów, świadczących o tym, że
bezpieczniacy wiedzieli dużo; ba: wiedzieli więcej, niż po
nich się spodziewali
ci, którzy bywali
przez nich śledzeni, jednak mimo
tego czasami wiedzieli coś błędnie – niestety, często
takie ich błędy
były niekorzystne dla śledzonych...
Jednakże
bezpieka, choć wiedziała niemal natychmiast o powstaniu tego listu
i o rozpoczęciu zbierania podpisów pod nim, nie zdołała temu skutecznie przeciwdziałać.
Najwidoczniej TW „Wilk” nie
dowiedział się 8
listopada w Chełmży, że podpisywany tam egzemplarz listu już następnego
wieczoru znajdzie się w Gdańsku. Następne
podpisy (włącznie z
podpisem zaprzyjaźnionego z Borusewiczem lublinianina
Krupskiego, ur. 9
maja 1951 r., redaktora naczelnego kwartalnika „Spotkania”)
udało się zebrać w
Trójmieście wkrótce po tym, jak Turzyński
spędził 2 doby (10-12 listopada
1979 r.) w areszcie milicyjnym w Gdańsku (ale oryginał
listu – bo kopie nie – przeleżał
te dwie doby względnie bezpiecznie w jednym z gdańskich mieszkań):
Antoni Mężydło,
student – Gdańsk
Jacek Kominek – Gdańsk
Piotr Kapczyński,
ekonomista – Gdańsk
Alina Pieńkowska,
pielęgniarka – Gdańsk
Joanna Duda-Gwiazda,
inżynier – Gdańsk
Andrzej Bulc, technik
elektryk – Gdańsk
Ewa Bulc – Gdańsk
Janusz Krupski, historyk – Lublin
Bogdan Borusewicz,
historyk – Sopot
Mirosław Rybicki – Gdańsk
Krzysztof Wyszkowski,
stolarz – Gdańsk
Błażej Wyszkowski,
inżynier – Gdańsk
Potem zostały
zebrane jeszcze pewne
podpisy w Toruniu (prawdopodobnie również
w innych dzielnicach
Polski), ale nazwisk tych dalszych
sygnatariuszy nie udało się na użytek
niniejszego tekstu odnaleźć.
TW „Wilk”
uaktualniał swoim mocodawcom wiadomości o losach listu do skazanych
opozycjonistów czechosłowackich:
„12.XI.79 r. – spotkanie ze
Śmiglem Godz. 20-ta –
czekał w ómuwionym [!] miejscu
ul. Kochanowskiego razem z nim
był Konrad (asystent U. Toruń[13]
) – Konrad przyjechał dziś był zatrzymany
48 godz. w Gdańsku. Portierka powiedziała byli panowie z M.O. – i pytali
kiedy będzie jutro – powiedział że po
godz. 16 ** nie idzie na wykład do kościoła Jezuitów wykład dla studentów p.t.
Marksizm a religia – [chodzi o
odczyt o. Andrzeja
Kłoczowskiego pt. „Religijne źródła
marksizmu”] Ze Śmiglem
poszliśmy do kawiarni Pod Fartuchem[14]
– to on wskazał miejsce czekał
tam Wiesław [tj.
Wiesław Cichoń –
dopow. JS] (ten poznany w
Chełmży) – rozmowa toczyła się:
– list otwarty – który o godz. 21.30 Śmiglowi miał przekazać Konrad z
podpisami – ma dziś
przekazać do W-wy
i **** wraz z *** ******* –
przekazać do W-wy, aby przekazać
Wolnej Europie [...]” (sygn. IPN By 001/428, t. 2, k. 108). I rzeczywiście:
Stanisław Śmigiel i Wiesław Cichoń pojechali 17 listopada 1979 r. do Warszawy,
tam spotkali się m.
in. z Jackiem Kuroniem, Edwardem Lipińskim, Adamem Michnikiem,
Henrykiem Wujcem, Andrzejem
Celińskim i Sewerynem Blumsztajnem. Cichoń przekazał Kuroniowi
list otwarty w sprawie dysydentów czechosłowackich z 13 podpisami zebranymi w
Toruniu.
Obszerne fragmenty listu (m.in. bez podpisów)
Stanisław Śmigiel i Konrad Turzyński usłyszeli przez Radio „Wolna Europa” w
pokoju sublokatorskim Śmigla (gdzie list powstał) w dniu 24 listopada
1979 r. (tj. w dniu 26. urodzin St.
Śmigla). „Monitoring” listu – a przy
okazji innych spraw, chyba ważniejszych z punktu
widzenia bezpieki – przez
donosiciela Chamerę trwał jednak nadal. Oto:
„Sprawozdanie ze spotkania z Konradem Turzyńskim w Toruniu – godz.
20.00-21.00 – 12.XII.79” , gdzie można przeczytać: „a)
wyjaśniono sprawę dnia 11.XII – faktycznie nikt nie dojechał – sukces jest w/g relacji Turzyńskiego – że
mimo że nikt nie dojechał – tajemnica
była całkowita nie było obstawy SB – czyli nie
przesiąkły do nich
żadne informacje – planowany wykład
Kuroń vel [!] Michnik to
ostatnia niedziela grudnia – ale o terminie jeszcze zostanę powiadomiony b)
– następnie rozmowa toczyła się
co z tymi ludźmi do drukowania – [od tego miejsca
donosiciel zdaje się cytować
rozmówcę przeplatając to własnymi
komentarzami – dopow. JS] »w sobotę mam
otrzymać informacje dot. ludzi czy będziemy mieli tych ludzi
– sprawa nie
jest łatwa, wymaga
szczegółowej selekcji bardzo
Pana proszę niech Pan przypilnuje tej sprawy – szkoda aby sprzęt był nie
wykorzystany c) następnie rozmowa
toczyła się pod kątem ostatnich wykładów w »duszpasterstwie« ich oddźwięku
wśród studentów – [tu widocznie znowu
Chamera przechodził do cytowania Turzyńskiego – dopow. JS] Muszę też Pana poinformować, że list napisany w
Chełmży – dobił wówczas szczęśliwie do
W-wy (dowiózł go Litiński [!] – i zaraz
na drugi dzień treść jego przekazał Kuroń – do Paryskiej Kultury) – Kopie
doszły do Gdańska,
Wrocławia i Krakowa i
zbierane są dalej podpisy – w pierwszych dniach stycznia ma przyjechać wysłannik
studentów z Krakowa – chcą nam pomóc, my też uważamy, że gdy
ruszy drukarnia –
zalejemy Toruń i Grudziądz
[a i] tutaj mamy jeszcze dużo
do zrobienia – ci z wykładów w Duszpasterstwie powinni być zdecydowanie nasi – Ostatnio nawiązałem kontakt z Łodzią – to też silny
ośrodek – [wspólna] współpraca powinna
dać efekty – tymbardziej [!] że »Bratniak« z Gdańska (chodzi
o czasopismo) nie bardzo
się przyjął na naszym terenie – może studencki »Puls« z
Łodzi się przyjmie. [tu widocznie
przerwa w relacjonowaniu słów Turzyńskiego –
dopow. JS] Z kim nawiązał kontakt w Łodzi
nie powiedział – ale ostatnio jest w
ciągłym kontakcie z Litińskim [!]
– a
wiadomo mi, że
Litiński [!] utrzymuje kontakty z Sułkowskim i Bierezinem (jeden z nich jest redaktorem
»Puls«) i z tymi ludźmi napewno [!] nawiązał kontkat. [tu widocznie powrót
do relacjonowania słów Turzyńskiego –
dopow. JS] Śmigiel mówił że ma
Pan materiały dla
mnie – niestety nie
dowiózł Miklaszewski[!] z Wąbrzeźna – spodziewam się go w każdej chwili
– jeśli dojutra nie przyjedzie wyślę telegram – powinien on jechać do
W-wy w piątek – [odtąd
donosiciel przeszedł do pisania
we własnym imieniu – dopow. JS] z tego wynika, że tym lansowanym pewnym
człowiekiem który będzie
jeździł jest Miklaszewski [!]
Następnie omówiliśmy kontakty –
jeśli Śmigiel wyjdzie
ze szpitala – bedzie zaraz dzwonił – do mnie – gdyby do
soboty nie było telefonu – to mam
zadzwonić w sobotę do Konrada rano, gdyby
była wolna sobota
to chce już
w piatek wyjechać na
Wybrzeże [...] O godz. 21.30 wyszliśmy z kawiarni,
odprowadził mnie do samochodu [...]
Następnie udałem się pod wskazany adres –
czekałem do godz. 22.15 – niestety nikt nie przyszedł –
pojechałem do Grudziądza. [...]” (płk.
Zygmunt Grochowski, „Informacja nr
85/79”, na podstawie
donosu TW „Wilk” z 11 grudnia 1979 r., sygn. IPN By 001/428,
t. 2, k. 173-174).
wiedział, za co inkasował
Stanisław Chamera najprawdopodobniej udzielał się na
rzecz SB z wyrachowania, z chciwości na pieniadze za donosy. Bardzo drobną,
ale znamienną, ilustracją jego
pieczołowitości pod tym względem jest
następujący (trochę wcześniejszy od powyższego) donos: „Godz.
20-ta – mieszkanie ul. [Świerczewskiego], Sędzikowskich nie było
– udałem się pod drugi adres – ul. Strzelecka 1 I
piętro – zastałem Sędzikowską, [...] Miała też pismo »Aneks« – 5 egz.
pytała czy ja wezmę – wziąłem 3 szt. – zapłaciłem 3 x 15 zł
(45 zł). Pytam
gdzie mąż – będzie w sobotę. Jak będę jechał z [?] Torunia będę chciał
odwiedzić Śmigla i zobaczyć się z
Konradem – to wpadnę do nich„ (sygn. IPN By 001/428, t. 2, k. 163).
Chodzi mianowicie o
to, że TW „Wilk” na użytek SB
wyraźnie zaznaczył, że z własnej kieszeni wyłożył na zakup wrażej
literatury i (na wszelki wypadek?)
wyręczył esbeka w pomnożeniu liczby
15 przez 3.
Służba Bezpieczeństwa
refundowała bowiem swoim tajnym współpracownikom rozmaite koszty, a już
szczególnie koszty poniesione na
przejazdy i na zakupy „bibuły”. O takiej wspaniałomyślności
(skrupulatności i hojności) bezpieki świadczą rozliczne notatki służbowe sporządzane przez oficerów,
kontaktujacych się z TW „Karol”, o którym poniżej wielokrotnie
bedzie mowa.
TW „Wilk”
doceniał wspaniałomyślność SB i
odwdzięczał się jej tym samym. Może
chcąc zrehabilitować się
za niedopatrzenie dotyczące
wyjazdu K. Turzyńskiego do Trójmiasta
w listopadzie, już w miesiąc
później, nie tracąc przecież czasu na spotkanie osobiste z
(zapracowanym na jego wysokim stanowisku!) oficerem prowadzącym, zatelefonował, gdzie trzeba, dzięki
czemu inny oficer mógł okazać
rewolucyjną czujność: „W dniu dzisiejszym tajny współpracownik nr 04251 powiadomił
telefonicznie (wg
umówionego kodu), że Konrad Turzyński w dniu 7 bm. wyjeżdża do
Gdańska lub Warszawy z zamiarem
uzyskania większej ilości materiałów bezdebitowych. [...] Uwagi
1.
Informacje od tw. przyjąłem stosownie do upoważnienia udzielonego przez płk.
Grochowskiego.
2. Kopię notatki przekazać Wydziałowi
III. Proponowane przedsięwzięcia:
1.
Wystosować szyfrogram do Wydziałów III w Warszawie i Gdańsku z informacją
o przyjeździe na
ich teren naszego figuranta i sugestią
zatrzymania go w
przypadku posiadania materiałów bezdebitowych.
2. W zależności od informacji
uzupełniających tw. nr 04251 dot. terminu powrotu M. [!] Turzyńskiego
przygotować grupę operacyjną i obserwację **** w celu:
- ustalenia *** na jaki adres wymieniony
dostarczy materiały,
-
zatrzymania figuranta.”
(ppor. mgr
H[enryk] Misz, st. inspektor Inspektoratu
Analityczno-Informacyjnego
z-cy Komendanta Wojewódzkiego Milicji Obywatelskiej ds. SB w Toruniu, „Notatka służbowa”, datowana 7 grudnia 1979 r., sygn. IPN
By 001/428, t. 2, k. 165, awers). Na szczęście, tym razem pośpiech „Wilka”
okazał się dla SB bezużyteczny...
Tu należy
gwoli ścisłości wyjaśnić, że w esbeckim żargonie słowo „figurant” oznaczało
osobę, którą SB
śledziła, toteż „figurantem”
można było zostać, nawet nie wiedząc jeszcze o tym. Stanisław Śmigiel
został więc figurantem Sprawy Operacyjnego
Rozpracowania „Klepsydra”, prowadzonej początkowo
przez KW MO w Gdańsku (jako student
tamtejszej politechniki został
19 maja 1977 r. zauważony
przez bezpiekę, gdy rozwieszał klepsydry informujące o
zamordowaniu Stanisława Pyjasa w Krakowie 7 maja 1977 r. –
stąd kryptonim „Klepsydra”), Emilia Karolewska, ur. 10 czerwca
1950 r., bibliotekarka Książnicy Miejskiej, była przedmiotem SOR „Lokal”, Katarzyną Kałamajską-Liszcz, studentką Wydziału Sztuk Pieknych UMK, bezpieka interesowała
się w ramach SOR „Maj”, Krystyna Kuta,
studentka III roku filologii polskiej UMK,
została objęta Sprawą
Operacyjnego Rozpracowania o kryptonimie „Klub” (potem tę SOR zamknięto, a jeszcze później dla Krystyny
Kuty otwarto SOR „Sprzątaczka” –
por. np. sygn. IPN By 0104/206. k. 20),
Janina Ochojska, ur. 12 marca 1955 r., studentka V roku astronomii
UMK, otrzymała na takiej samej zasadzie kryptonim „Maria”, Małgorzata Złotucha, ur.
3 września 1957 r., „podlegała”
pod SOR „Szopka”, Konradowi Turzyńskiemu KWMO w Toruniu założyła SOR o kryptonimie „Brutus” (pochodzenie
kryptonimów: „Szopka”, „Maj”, „Lokal”, „Klub”, „Maria”, „Brutus” nie jest
jasne), Bolesławem Niklaszewskim[15]
toruńska bezpieka zajmowała się w ramach SOR „Fanatyk”, inny z sygnatariuszy
listu do skazanych Czechosłowaków, Antoni Mężydło, ur. 23 sierpnia 1954
r., został jeszcze w Gdańsku
figurantem SOR „Prymus” itd. Kryptonimy nadane
Cichoniowi,
Niklaszewskiemu i Mężydle objaśniają siebie same, zaś ostatnie
dwa wydają się bardzo celne – Mężydło
studiował mniej więcej
jednocześnie na dwóch uczelniach, ukończywszy elektronikę
na Politechnice Gdańskiej, kontynuował
wówczas jeszcze studiowanie fizyki na Uniwersytecie Gdańskim; swój
„staż opozycyjny” rozpoczynał razem ze Stanisławem
Śmiglem u boku Bogdana Borusewicza.
Ak wyglądał
stwór zwany „figurantem”? Niektórzy toruńscy figuranci zapadali w pamięć także
wizualnie. Stale uśmiechnięta, uśmiechem wyrażającym dystans wobec świata, Janka Ochojska, chociaż nieustannie zmagająca się ze
swoją niepełnosprawnością (chodziła o kulach), Mirka Sędzikowska z błyszczącymi, głęboko osadzonymi
oczami, w których nieustannie tli się uśmiech (nawet gdy twarz się nie
uśmiecha), optymizm i życzliwość wobec ludzi, Małgosia Złotucha poruszająca się na wózku (w jej wypadku
narażanie się na esbeckie represje już samo w sobie ma wymiar heroiczny...), Krysia Kuta, brunetka z włosami nieodmiennie
uplecionymi w długi warkocz, mówiąca dosyć cicho i niezbyt wyraźnie, często
chodząca z wiklinowym koszem zawierającym „bibułę”, Wiesiek Cichoń, wysoki, lubiący i umiejący dużo mówić,
wypowiadający się ze znakomitą dykcją, ze swadą prawdziwego humanisty (widać, a
raczej słychać, było, że mowa to jego „żywioł”), robiący poniekąd wrażenie
„zbuntowanego artysty”, Bolesław Niklaszewski, wysoki, ale niepozorny, jego sylwetka i wyraz twarzy, w połączeniu z
ubogim i trochę niedbałym ubiorem w ciemnej tonacji, manifestowały słabość albo
raczej bezbronność, Staszek Śmigiel, niewysoki i niepozorny, ze stale przewieszoną przez ramię torbą, z
„przepraszajacą” miną na twarzy, skupionej i wyrażającej zdziwienie światem, Konrad Turzyński, chyba nigdy nie uczesany, za to prawie
zawsze z teczką w ręce, mówiący dużo i bardzo chętnie, ale mało wyraźnie (tylko
Staszek go w tym ostatnim wyprzedzał), Antek Mężydło, wysoki, postawny, z wybitną
inteligencją „wypisaną” na wysokim czole, w wyrazie twarzy i w tym, co mówił.
(choć mówił nie aż tak sprawnie jak Wiesiek), wysoki, szczupły blondyn Jasio Szejka (zwany „Szejkiem” albo „Szeryfem”) z
opadem powiek, Robert Ziemkiewicz z bujną brodą, lubiący czasami żartobliwie pozować na
starotestamentowego proroka w stanie profetycznego „transu”... Rzeczywiście –
gromadka porywających się – bezwiednie? –
„z motyką na słońce”...
epizod
II
pierwszy
kwartał 1980 r.
(samokształcenie studentów)
spotkanie z Duszą na dworcu
Stosunkowo liczną
część toruńskiej opozycji przedsierpniowej stanowili ówcześni studenci UMK. Na ogół byli to
ludzie, którzy (jak np. Janina Ochojska, ur. 12 marca 1955 r., studentka V roku
astronomii na UMK, obecnie bardzo
znana w całej Polsce – i także
w innych krajach – z powodu
kierowania wielkimi akcjami charytatywnymi)
uprzednio udzielali się w
którymś z toruńskich duszpasterstw akademickich. Przypadkiem może nie bardzo
typowym, ale za to osobą o: bardzo wielkim zaangażowaniu, bezinteresownym
poświęceniu, znacznej odwadze
a przy tym – nieprawdopodobnej skromności (na domiar wszystkiego
– ogromnie utalentowaną poetką o swoistym, niepowtarzalnym stylu), okazała
się Krystyna Kuta pochodząca ze
Szczecina, ur. 22 grudnia 1956 r., ówcześnie studentka III roku filologii
polskiej UMK, a od stycznia 1980 r. także
– członkini Klubu
Samoobrony Społecznej Regionu Wielkopolsko-Kujawskiego (zob.:
niepodpisany tekst „Ludzie tamtych dni”, „Nowości.
Dziennik toruński” z 31
sierpnia 1990 r., str. 6). Oddajmy jej głos: „Wychowałam się w Szczecinie. W 1970
byłam świadkiem wydarzeń grudniowych. Zapuściłam się wtedy do samego
śródmieścia. Czułam gaz łzawiący, słyszałam strzały, widziałam tłumy, czołgi na ulicach. [...] Gdy doszedł
do władzy Gierek, wydawało się, że będzie dobrze. [...] Potem był Radom.
Studiowałam już w
Toruniu. Z Wolnej Europy dowiedziałam się o istnieniu KOR-u.
[...] W 1977
roku rozwiązane zostało pod zarzutem kontaktów
z KOR-em Koło Naukowe Filologii Polskiej.
Oskarżenie to wówczas było czystym
absurdem. Pani Mocarska[16],
opiekunka Koła, była
bez reszty zaangażowana w pracę naukową, przy czym jej interpretacja literatury i życia
literackiego odbiegała od oficjalnej.
[...] A ja ten upragniony
kontakt z KOR-em złapałam parę
miesięcy później. Od
pierwszego roku pracowałam w
studenckim radiu »Centrum« [...]
W związku z tym wyjeżdżałam czasem do Gdańska, Warszawy, Łodzi. W Warszawie, w
akademiku »Mikrus«, przez
najczystszy przypadek –
pomyliłam pokoje – zostałam ugoszczona
przez chłopców, którzy
mieli książkę Barańczaka »Ja wiem, że to niesłuszne«. Barańczak był mi
trochę znany. Wywiązała
się rozmowa. Tak
się zaczęło. Przywoziłam z Warszawy »Robotnika«. »Biuletyny
Informacyjne KSS KOR«. Długo to
nie trwało, bo urodziła się Ania. [...] W 1978 miałam rok przerwy w
studiach. Potem znów wróciłam do Torunia. W niedługim czasie przyjechali tu Staszek Śmigiel (z Gdańska), Konrad Turzyński (też z Gdańska),
Wiesiek Cichoń (z Poznania)[17]. W Warszawie
znałam coraz więcej
osób – działaczy
niezależnych: Kuronia, Wujca,
Joannę Szczęsną, Ankę Kowalską. Emocje?
Towarzyszyły wielu sytuacjom,
niekiedy były podszyte humorem.
W styczniu 1980 r. w trójkę – Turzyński, Śmigiel i ja – odprowadzaliśmy
na dworzec Aleksandra Halla. A właściwie to wszyscy wówczas wyjeżdżaliśmy: dwie
osoby do Gdańska, dwie [Kuta i
Śmigiel – dopow. JS] do Warszawy. No i niezbyt nam wyszło z
tymi podróżami. Akurat wyszłam do toalety. Konrad trzymał
moją torbę. Wracając ujrzałam trójkę[18]
moich towarzyszy w niezbyt miłej sytuacji:
patrol ubecki pod przewodnictwem pana Duszy prowadził ich na
komisariat... Zostałam bez dokumentów i pieniędzy. Na drugi dzień
stopem[19] dotarłam do
Warszawy. Poszłam do
Kuronia, powiedziałam co trzeba.
Pożyczył mi 300 zł (moje stypendium wynosiło wówczas
1000 zł). Podczas
następnego pobytu[20]
w
Warszawie chciałam oddać
swój dług. Kuroń zdecydowanie odmówił. Te 300
zł położyłam na tacę w Leśnej Podkowie, gdzie
właśnie kończyła się[21]
głodówka
przeciw represjom i w
intencji uwolnienia więźniów
politycznych (uwolniono wtedy [z aresztu śledczego – dopow.
JS] Mirosława Chojeckiego).”
(Małgorzata Skuczyńska, „Zwykły
szary człowiek. Z pominięciem pytań
zapis rozmowy z Krystyną Kutą”,
„Przegląd Pomorski. Pismo społeczno-kulturalne”, nr
1(20) z 1991 r., str. 17 i 18).
Trzeba tu
wyjaśnić, że Aleksander
Hall, nieformalny (ale faktyczny) przywódca Ruchu Młodej
Polski, uczestniczył jako
prelegent w spotkaniu
samokształceniowym, które odbyło
się w pokoju subklokatorskim Stanisława
Śmigla 25 stycznia 1980 r.
wieczorem. W spotkaniu uczestniczyli znowu głównie studenci UMK. Przebiegło ono
bez zakłóceń ze strony SB. Dopiero ok. godz. 2.00 w nocy, na Dworcu
Głównym PKP w
Toruniu, kiedy Hall
i przynajmniej jedna spośród
osób towarzyszących jemu mieli już wykupione bilety (ale jeszcze
nie zdążyli odejść od kasy), zostali zatrzymani
przez funkcjonariuszy SB (wśród których był por. Eugeniusz Dusza).
Zdaniem bezpieki: „jak wynika
z ustaleń Wydziału III tut. Komendy – udawali się do Gdańska,
a stamtąd mieli
jechać do Warszawy
na antysocjalistyczne
spotkanie u Jacka
Kuronia” (naczelnik
Wydziału Śledczego KWMO
w Toruniu płk. Eugeniusz Gawroński, pismo L.dz.
J-0242/80 z dnia 27 stycznia 1980 r., sygn. IPN By
082/143, t. 1, k. 1
awers). Była to
informacja nieścisła – przynajmniej o tyle, że Hall i Turzyński nie
wybierali się wtedy do Warszawy – ani
przez Gdańsk, ani bezpośrednio. Zamiast tego czterej zatrzymani spędzili dwie
doby w: Toruniu
(Hall i Ziemkiewicz) i
Golubiu-Dobrzyniu (Śmigiel i Turzyński). Toruńska bezpieka miała
bowiem zwyczaj, że
mieszkańców Torunia
zatrzymywanych na 48 godzin osadzała w aresztach milicyjnych w
woj. toruńskim, ale poza
Toruniem. W ten oto sposób Śmigiel i Turzyński, zwolnieni ok. drugiej
w nocy z niedzieli 27 na
poniedziałek 28 stycznia, mieli do
wyboru albo czekać na stacji kolejowej
(wtedy jeszcze przez Golub-Dobrzyń kursowały pociągi, ale już wówczas
bardzo rzadko) kilka godzin na najbliższy pociąg pasażerski, ryzykując
spóźnienie do pracy w poniedziałek rano, albo liczyć na „autostop” w
nieogrzewanym pociągu towarowym – o ile taki by się nadarzył, a jego obsługa by
na to zezwoliła...
Torbę Krystyny Kuty, którą miał przy sobie Turzyński
z momencie zatrzymania go, właścicielka odzyskała od bezpieki w parę dni później, musiała
w tym celu udać się tam, aby
odzyskać różne ważne dokumenty jak
m.in. dowód osobisty
i książeczkę PKO. Esbecy nakłonili ją do napisania oświadczenia, które
zredagowała w formie zakamuflowanego szyderstwa: „W
dniu 31 I 1980 r. odbyłam rozmowę z funkcjonariuszem MO. Po tej rozmowie zdaję sobie
sprawę, iż niektóre z moich dotychczasowych poczynań były niezgodne z
obowiązującymi normami współżycia
społecznego. Obiecuję się nad
tym zastanowić. Zostałam
poinformowana o konsekwencjach, które
mogą mnie spotkać w przyszłości.
Bardzo się boję.” (sygn. IPN By 082/143, t. 1, k. 31 awers).
spotkanie zrelacjonowane
Spotkanie z
Aleksandrem Hallem nie było
pierwszym zebraniem
samokształceniowym, w jakim
brała udział Krystyna Kuta, lecz najprawdopodobniej trzecim.
Poprzednie, z dnia
8 stycznia, starannie opisał
TW „Wilk” czyli grudziądzki dentysta Stanisław
Chamera: „Sprawozdanie z
obecności na seminarium grupy studenckiej –
odbywającego [!] się w dniu 8.I.80 r.
[w] godzinach wieczornych (począt. godz. 19-ta) opuściłem mieszkanie o godz.
22.30 z dwoma studentkami – pozostałość
osób jeszcze została – zebranie odbyło się w mieszkaniu St. Śmigla Jak uprzednio
zaznaczyłem na w/w seminarium o godz. 20.30 [...] odbyła się dyskusja
Wejście moje wywołało zainteresowanie (widać to było
po [minach]) rzuciłem okiem i
stwierdziłem [z] zadowoleniem, że z żadną osobą prócz [uprze]dnio znanych Konrada [i] Wiesława nie znam) – i gdy bliżej się przyjrzałem – jednego już znałem
teraz siedział przy oknie szczupły –
twarz pociągła włosy ciemne uczesany z przedziałkiem – tak
to facet który kręcił się przy pierwszych sp[otkaniach] gdy
Śmigiel nie przyszedł, a wysłał [go] przed
kawiarnię »Pod [Modrym] Fartuchem« – widocznie był na obstawie to było wówczas pierwsze
spotkanie **** gdzie
byłem ze Śmiglem
i Wiesławem i teraz kojarzę sobie słowa Wiesława w czasie
jazdy: – »niech mi
pan ******* pan widać nieźle prosperujący [ma]
dobry zawód i pozycję – przystąpił do ruchu i naraża się – Panie
Wieśku – to długa i krótka historia, nienawiść wessałem z mlekiem matki, która na kresach straciła majątek
ziemski« – to wówczas go [******] [ta odpowiedź] mimo wszystko niemógł [!] się
z tym pogodzić [coś] mu nie pasowało –
– i on zorganizował te szopkę – dlaczego
o tym piszę – [już] gdy mnie zobaczył był zmieszany chętnie uciekał
wzrokiem – (będzie ** próbował swoich sztuczek) – Na seminarium było ze mną 16
osób (sześć dziewczyn) – osoby zgromadzone w jednym pokoju tworzyły tłok –
siadały gdzie kto mógł) – [Tu
następuje szkic sytuacyjny przedstawiający rozmieszczenie
osób i przedmiotów w pokoju – dopow. JS] Legenda
Cyfry 1-15 oznaczają jak siedziały osoby poz. 16 – to ja.
- I – czarny kawał materiału na nim
napis 18.XII.1970
- II – Afisz ulotka (mały format)
- III –
Afisz przywieziony ostatnio
z W-wy (te same co były wówczas dla Grudziądza)
Krótka charakterystyka osób
które zapamietałem – chronologicznie [!] jak były numerowane
miejsca
1) facet lat około 25 –
szczupły włosy ciemno blond lekko
[falujące] (dużo dyskutował na temat przemitów[22]
[!] materiałów do Zw. Radz. jak też na temat sytuacji gospodarki z [!] Zw.
Radz.) [Przy] mówieniu mrużył oczy – wskazywało na wadę oczu – przy
uśmiechu – widoczny mostek metalowy korony ***
2)
[fac]et młody lat
około 20-tu – [szczu]pły włosy
ciemne krótkie nie ****ł żadnego głosu
3) dziewczyna (która jechała ze
mną do akademika) – włosy
długie ciemne [blon]d ubrana ze smakiem elegancko [w] dyskusji głosu nie
zabierała –
4) facet o którym już pisałem – *** na obserwacji – szczupły twarz
pociągła włosy ciemne uczesany z przedziałkiem gładko
5) dziewczyna która prowadziła *****
i referat –
trzeba przyznać że to
[metodycznie] dobrze -– wczasie
[!] rozmowy w drugim pokoju ****
chęć przeprowadzenia tego
wykładu. Moja odpowiedź:
dobrze, ale chcia[łbym]
przesłuchać taśmę z Pani wykła[dem] to jest inne środowisko, to co [dla] Pani i
Was jest historią to dla *** ludzi to kawał życiorysu – je[żeli]
dojdę do wniosku, że
to jest ****** zorganizujemy
spotkanie – ale [nie] wcześniej jak [!] po procesie Zadrożyńskiego »tak wiem
o tym człowieku mó[wił
mi Staszek (Śmigiel)«] – Widzi Pani wzwiązku [!]
z procesem *** nasza uwaga skupiona
jest *** *** obronie – ??
6)
dziewczyna typ męski włosy krótkie [upię]te po męsku – **** spodnie bluzę
sportową – brała duży [!] [udzi]ał w dyskusji
(wyglądało na to [że] jest współtwórczynia wykładu) – [to] ta która prowadzi
bibliotekę – [byłe]m
u niej w mieszkaniu – Katarzyna
Kałamajska tel. 204-84,
[ul.] Gagarina 186 m. 7 – [umówi]ona ze mną na piątek godz. 9.00???
[Zamówi]łem 12 pozycji z biblioteki. –
7)
Wiesław dyskusja to
on słowa **** ** błyszczał [?] (widać było że *** jest nie lubiany).
8)
dziewczyna lat około
20-tu – uczesana gładko, w dyskusji głosu nie zabierała
9) Konrad
10) facet lat 20-25 – bardzo ob*** broda i wąsy koloru ciemno bl[ond] (gdzieś
go już spotkałem) twarz okrągła
[nalana] cera czer[wona] [?] w dyskusji nie brał udziału
11) Śmigiel
12)
facet bardzo podobny
do S[ędzikowskiego] z
Chełmży –- (wyglądał mi na jego brata) – w dyskusji nie zabierał głosu
13)
facet z lekką czołowa łysiną
(włosy jasne w okularach) też dyskutujący
14)
dziewczyna uczesana gładko włosy ciemne (nieciekawa) -– w dyskusji
głosu nie zabierała
15)
dziewczyna ładna włosy ciemne długi warkocz – na imię Kika – dość żywo
reagowała i brała udział w dyskusji
16) ja
Wnioski Dlaczego wśród tych młodych ludzi tyle nienawiści do
Zw. Radz.? Mam już wyrobiony
swój pogląd ale wrócę gdy bliżej
poznam to środowisko mam też
już koncepcję – *****
się – czekam na [decyzję] Rozmawiając
z dziewczyną K.K.[23]
– pytałem
– widziałem rzutnik wykład był ilustrowany
przez sleidy [!] – co te slaidy [!] przedstawiają? –
kopie i zdjęcia afiszów ulotek *** ukazują się w Zw. Radzieckim taśma,
magnetofon (nie duży chy[ba]] i sleidy [!]
zostały u Śmigla” (płk.
Zygmunt Grochowski, „Informacja nr 2/80” na podstawie donosu TW „Wilk”, sygn. IPN
By 001/428, t. 2, k. 201-205).
Wzmianka o afiszach ze Związku Sowieckiego dość mocno
sugeruje, że wbrew dekoracjom,
opisanym przez Chamerę na
początku jego donosu, przedmiotem spotkania
nie była (świeża
wtedy) 9. rocznica Grudnia 1970
r., a forma i treść propagandy państwowego ateizmu w Sowietach. Co
bardziej fascynowało Stanisława Chamerę: „nienawiść” do
Sowietów, czy młodość
rozmówczyni (Kałamajska-Liszcz była wtedy 26-latką)?
W punkcie pierwszym TW „Wilk” popisał się
(jako dentysta) swoim „zboczeniem
zawodowym” – opis wyglądu
owej osoby świadczy jednoznacznie, że to Jan Szejka,
ur. 12 listopada 1955 r., który wtedy
był studentem ostatniego roku
astronomii. Numery siódmy, dziewiąty i jedenasty
to oczywiscie: Wiesław Cichoń, Konrad Turzyński i
Stanisław Śmigiel. Osoba
wymieniona pod numerem trzynastym
to najprawdopodobniej Antoni Mężydło – zgadza się wszystko,
oprócz... okularów (których wtedy na pewno jeszcze nie nosił). Jednak
Chamera nie był
obdarzony aż tak
dobrą spostrzegawczością i pamięcią,
żeby wykluczać tu pomyłkę – wiadomo zaś
skądinąd na pewno, że Antoni Mężydło brał udział w tym spotkaniu. W punkcie piętnastym jest mowa o
Krystynie Kucie – „Kika” to przydomek,
którym była zazwyczaj nazywana w gronie bliskich znajomych. Pozostałe
wymienione osoby (oprócz Katarzyny Kałamajskiej-Liszcz, wymienionej z nazwiska
przez autora donosu) trudno
jednoznacznie albo w
ogóle zidentyfikować. Nie wydaje się, aby wśród nich był ktoś „podobny
do Sędzikowskiego” (np. – aktor
odtwarzający w kilka lat później w australijskim serialu „Powrót do
Edenu” postać Grega
Mursdena), raczej byłby to Waldemar Sędzikowski właśnie.
Dnia 15 marca 1980 r. SB zatrzymała kilkoro
mieszkańców Torunia, osadzając ich „oczywiście” znowu w aresztach POZAmiejscowych: Zaczęto od Aliny Walukiewicz
(ur. 18 czerwca 1957 r.; wówczas – studentka IV r. filologii polskiej na UMK),
tym razem schwytanej jako „łączniczki”, przywożącej „bibułę” z Warszawy do
mieszkania Śmigla. Alinę Walukiewicz osadzono w areszcie MO w Wąbrzeźnie, a
co do
pozostałych zatrzymanych w związku z tym, to: Stanisława Śmigla –
w Golubiu-Dobrzyniu, Konrada
Turzyńskiego w Wąbrzeźnie, Bolesława
Niklaszewskiego w Golubiu-Dobrzyniu i Andrzeja
Huniewicza w Chełmży
(komendant wojewódzki MO w
Toruniu, płk. mgr Zenon Marcinkowski, pismo
L.dz. A-O252/80 z dnia 15 marca
1980 r. do
dyżurnego operacyjnego Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych i do
dyżurnego Komendy Głównej MO, sygn.
IPN By 082/143, t. 1, k. 59 i 60). Konrad Turzyński tak oto ustosunkował się do tego faktu (w zakrsie
odnoszącym się do niego samego): „[...]
Wiesław Modzelewski [chodzi, rzecz jasna o szer. mgr. Wiesława Modrakowskiego – dopow. JS] w dniu 15.03.1980 [...]
oświadczył mi, że
zostaję zatrzymany na 48 godzin.
Przy tym na
moje pytanie, czy znów będę osadzony w areszcie znajdującym się poza Toruniem, odpowiedział
twierdząco dodając, że samo zatrzymanie sprawi mi zbyt małą dotkliwość i że
potrzebna (!) jest jeszcze dodatkowa, polegająca na konieczności powrotu na
własną rękę do Torunia (tym
razem z Wąbrzeźna; nieuchronnie
spowodowało to moje spóźnienie się do pracy w dniu 17.03.1980). W
ten sposób –
niestety nie po raz ostatni – potwierdziły się moje obawy wyrażone w
końcowej części pisma z dnia 1.03.1980 r., jakie skierowałem do prokuratora
rejonowego w Gdańsku.” (Konrad Turzyński, skarga „Do Prokuratury Wojewódzkiej w
Toruniu”, datowana 16 kwietnia 1980 r., odpis milicyjny, sygn. IPN By
082/143 t. 2, k. 257.) Ale ten przeskok nieco w przód w czasie służył
tylko zilustrowaniu tego,
że SB traktowała zatrzymania
jako represje, a
nie jako środek zapobiegawczy, i starała się przy tym (formalnie pozostając w zgodzie z kodeksem
postępowania karnego) dozować
według własnego uznania
intensywność tej represji.
podróże do Warszawy
Wypada powrócić
w tej opowiastce do stycznia
1980 roku. Stanisław Chamera
czyli TW „Wilk”
zabrał swoim samochodem Krystynę Kutę i Stanisława Śmigla
do Warszawy, następnie zaś tak tę
podróż opisał pułkownikowi Zygmuntowi Grochowskiemu (swojemu
oficerowi prowadzącemu): „Sprawozdanie z wyjazdu do W-wy dnia 17.I.80 r. Spotkanie
z Kuroniem sprawa Zadrożyńskiego a) omówienie treści
ulotek o Zadrożyńskim na W-wę –
Śląsk i Kraków – osobne dla
Grudziądza drukiem pilnym **** zająć się Chojecki (Mirek)
– dzisiaj nie było go w W-wie – Jutro z nim załatwi Jacek Kuroń. b) omówienie
jego sprawy (Zadrożyńskiego) rozmowa sam na sam z Kuroniem przyznał
mi rację, że na pewno moje
ostrzeżenia były słuszne. Jesteś wysoko
notowany w KOR i mógłbyś mi zaszkodzić (miał chyba na [myśli]
Moczulskiego) [...] [Wziąłem] 5 egz. Robotnika 39, 5 egz. Robotnika 40 1 Głos U
Śmigla zostało 50 8 – Informatorów 5 – Caryca i zwierciadło 15 – Kołakowski 3
Głosy Robotnik 1/6 W dniu 17.I
– 80 r. – rano o godz. 7.00 w mieszkaniu Śmigla był –
Konrad, Miklaszewski[!], dziewczyna
X i Śmigiel, Miklaszewski
[oddał] list do
W-wy Śmiglowi – ktory został przekazany Kuroniowi
– w liście opisał represje
SB w [Wąbrzeźnie] w
stosunku do siebie i jego narzeczonej – piątek godz. 19.00 Seminarium
temat »Oświata i szkolnictwo PRL« ******* ****** – Śmigiel przyjedzie sobota
wyjazd z Torunia 11.08 umówiliśmy się na dworcu” (płk. Zygmunt Grochowski,
„Informacja
nr 6/80”, sygn. IPN
By 001/428, t. 2, k. 219-222).
Na końcu donosu widnieje zapis:
„Na podstawie relacji tw.
można przypuszczać, że w/w
studentką jest K. Kuta figurantka sprawy »Klub”” (tamże,
k. 222 rewers; dopisek został
wykonany regularnym pismem, ale
nie ręką płk. Grochowskiego). Ten ostatni nie
mógł być jednak zadowolony z tak lakonicznej relacji, skoro sięgnął
swoim kapusiem aż do „samego” Jacka Kuronia!
Wobec tego
Chamera musiał „przysiąść fałdów” i napisać dokładniejsze, drugie
sprawozdanie z Warszawy: „[...] o godz. 7.00 [...]
udałem się do mieszkania Śmigla – w/w mieszkaniu
zastałem następujące osoby
Śmigiel, dziewczyna X,
Konrad, Miklaszewski [poprawnie: Niklaszewski]. Miklaszewski [!] przybył
podobno o godz. 6.00 – był poprzedniego dnia o godz. 22-ej, ale nikogo nie zastał – nie pytałem gdzie spał, ale
widać było, że jest zmarnowany. Porozumiewano się pisząc kartki. Pisał
Konrad – »Wtorek godz.
13.00 po uprzednim
telefonie bibuła do odebrania« – adres podałem uprzednio.
Wiadomość, że papier jest oraz
powielacz [gotowy] (chodziło
o W-wę!), pisał do Śmigla, Śmigiel
podał mnie. Pisał
razem z dziewczyną
X referat (przypuszczam, że
na piątkowe seminarium, o seminarium napisał na kartce
Śmigiel do mnie
[...] O godz.
7.45 opuściłem mieszkanie Śmigla wraz z dziewczyną X – Śmigiel
przyszedł za 5 minut. Godz. 7.50
wyjazd do W-wy –
Wczasie [!] drogi [z]
siedzącą obok mnie dziewczyną rozmawiałem, w wyniku której [!] donoszę: studentka
r. filologii polskiej
– dziecko 14 miesięczne u matki pod
Szczecinem – pracuje
dodatkowo w stołówce akademickiej – alimenty 1000 zł
płaci ojciec – pracujący na Wybrzeżu – w/g rozmowy i obserwacji –
dziewczyna [...] ładna ale
zaniedbana[24]
– [...] wciągnęła się do tej pracy już na
Wybrzeżu, zajmująca [!] się
akcjami ulotkowymi – gdy
powiedziałem, że pierwsze kroki to
Kuroń – była
zaskoczona, że tak wysoko
jeszcze nie rozmawiała – Kuroń – oczywiście, gdy chciała coś mówić nie dopuszczał do głosu – Widziałem, że mimo
że poznałem jednego z czołowych przywódców KOR inaczej to sobie wyobrażałem.
Godz. 11.20 – 13.00 W-wa mieszkanie
Kuronia Jacek jest z panią Heleną
Rysopis – Szczupła wzrostu średniego w okularach ****
przeprosił nas na 10 minut – że ma do załatwienia i omówienia z nią pewne
sprawy – lat około 40-tu[25].
Później
w/w osoba interesowała się akcją ulotkową i dlaczego nie udała
się[26] w grudniu
1979 r. w Toruniu [...] Śniadanie przygotowała żona
Jacka – notabene [!] nie pasująca do tego towarzystwa – z
Jackiem w obecności
Śmigla i dziewczyny X
mówiliśmy ogólnie o
sprawie Edka [= Edmunda Zadrożyńskiego – dopow. JS] – Śmigiel sugerował jego [= zapewne:
Jacka Kuronia – dopow. JS] przyjazd do Torunia – terminy pisali [w
obawie przed podsłuchem –
dopow. JS] sobie – w drodze powrotnej mówił, że Jacek będzie u niego w przyszłym
tygodniu chciałby aby ktoś był z
Grudziądza [...] W
okresie twojej nieobecności postaram się
dobidź [!] do
Grudziądza i im pomóc – (słowa
Kuronia [...] Maciek (syn) studiuje w
Olsztynie i wyobraź sobie chcieli
mu dać stypendium – (ojciec nie pracujący – ) aby później udowodnić ile biorę za publikacje u nas i
zagranicą [!] – wytoczyć
sprawę o niesłusznym policzeniu stypendium ****
wprowadzenie w błąd – a co za tym idzie
usunięcie z uczelni – gdyż na tym polu faktycznie wygrałem. Dyskusja
ogólna na temat Zadrożyńskiego z Jackiem
Kuroniem. Kuroń podkreśla,
że od ostatnich aresztowań
w grudniu, wówczas gdy niepyszni
musieli wycofać sankcje prokuratorskie w W-wie pracuja bez
zakłóceń, żadnych akcji wykłady
odbywają się bez
zakłóceń w przeciwieństwie prowincji
jak ostatnio we Wrocławiu – tutaj włączył się
Śmigiel, mówiąc o
fiasku akcji na Uniwersytecie Toruńskim wystąpił z oceną Milicji
Obywatelskiej – MO w Toruniu to
dno pod względem
pracy – w stosunku do MO w Gdańsku
mam porównanie gdyż z jednym i drugim miastem miałem do czynienia.
Następnie rozmowa indywidualna moja z Kuroniem – o Zadrożyńskim – Miałeś
rację a propo [!] Edka – moje
plany w stosunku do Ciebie mam inne,
szkoda że wskutek procesu jesteś
namierzany niewątpliwie przez S.B. – po
chwili szczerości – znów ten sam Kuroń
dufny w sobie[!]:
materiały [= chyba:
obciążające w procesie przeciwko Zadrożyńskiemu? – dopow. JS] to prymityw ale niewątpliwie proces
przegrany w stosunku do Edka (dostanie 5 lat a
Mirka[27] zrobią
na sprawie) – ale już wskutek propagandy mamy już faktycznie proces wygrany. W
czasie tych wywodów Kuronia widzę
pływaka nabierającego
powietrza ostatnim wysiłkiem
przed utonięciem. Kuroń połączył się
z mieszkaniem Chojeckiego, chciał go ściągnąć – niestety w tym dniu
był poza W-wą –
jutro tę sprawę omówię z Mirkiem
[Chojeckim – dopow. JS] – nasza akcja – akcja ulotkowa W-wa,
Kraków, Śląsk i akcja Grudziądz –
prowadzona dwoma kanałami – W-wa przez
nas wspólnie z Grudziądzem i Toruniem, i drugi kanał akcja ulotkowa
kierunek Toruń i
Grudziądz, prowadzona przez Wybrzeże
i ulotkami tam
wydrukowanymi – W czasie rozmowy
z Kuroniem – powiedziałem, że mam człowieka drukarza – przyjął to z
rezerwą – sprawdź
go dokładnie i
przekaż Śmiglowi. Następne
rozmowy to [z] Litińskim [!] – dużo
i długo o Zadrożyńskim, on poinformował mnie
o artykule, który wkrótce ukarze
[!] się w
»Spieglu« – w lutym będzie na
wykładzie w Toruniu temat (około
20 lutego) –
p.t. »Lata 45 - 47 – i działalność
P.S.L. w Polsce
w tym czasie«. Mówił o sytuacji
opozycji w Czechach i na Węgrzech? –
zawsze w czasie rozmowy [mówi] mi o
tym. – Na proces
przyjedzie, ale widać że ma
wątpliwości a propo [!] Zadrożyńskiego i on potwierdza tezę Kuronia – o wybitnym spokoju ze strony SB w
W-wie – ale mówiąc o tym nie
chełpi się jak
Kuroń – a myśli? to chyba spokój pozorny – z Litińskim [!]
dużo dyskutujemy o sprawach nie związanych z KOR-em – dyskutowaliśmy o Moczulskim –
sugerując pogodzenie – co to to nie – on próbował rozmawiać z
Kuroniem – ale tylko
po to, aby ta rozmowa – była przeciw Kuroniowi, zdaję sobie
sprawę że on zrobił duże rozbicie i jak się J.L.
wyraził swoim wyskokiem zrobił olbrzymie zamieszanie i straty – widać że a propo [!] Moczulskiego – Litiński [!]
ślepo stoi za Kuroniem – ja zkolei [!] wyraziłem inne stanowisko, a propo [!]
tego problemu. W
czasie rozmowy z
L.J. – przybył facet
(redaktor »Krytyki« – R[oman? – dopow. JS]
Wojciechowski (nazwisko z Wojciechowskim [Adamem? –
dopow. JS] ostatnio prześladowanym tylko
zbieżne). R. Wojciechowski uczestnik nieudanego
zamachu na Gomółkę
[!] w roku 1956-ym obecnie alkoholik – (opinia
Litińskiego[!]) W godz.
18.00 - 21.00 Śmigiel z
dziewczyną X udał się do
Akademika[28] – na
zebranie i bibułę (300 metrów od Pl. Zbawiciela Wydział Elektryczny
[...] Po odebraniu materiałów o godz.
24-ej wyjechaliśmy do Torunia.” (płk.
Zygmunt Grochowski, „Informacja
nr 7/80”, tj.: Stanisław Chamera
czyli TW „Wilk”, „Sprawozdanie z wyjazdu w dniu 16.I.80
na rozmowy z przedstawicielami KOR
W-wa”, sygn. IPN By 001/428, t.
2, k. 225-231) Czy jednak
podróż do Warszawy i z powrotem odbyła
się 16 czy 17 stycznia?
Donosy pod tym względem są
rozbieżne, chociaż dla
bezpieki to akurat było trochę mniej ważne niż reszta
ich treści. Chamera najwidocznie dostał na tyle ostrą reprymendę, że wczuł
się w rolę przesadnie i nie tylko informował, ale także „konfabulował”,
dodając to, co po prostu pasowało
do oficjalnej propagandy
PRL przeciwko środowiskom
opozycyjnym – że to jakieś niedobitki, wyrzucone na „śmietnik
historii”, gdzie właśnie (np. w osobie Jacka Kuronia)
dokonują swoich „ostatnich podrygów”... Chyba zaimponowało mu, że
on, człowiek z prowincji,
może donosić na ludzi, o których często mówiło wtedy Radio Wolna Europa,
a niekiedy (choć inaczej) także –
reżymowa propaganda. Czasem jednak gubił sią w ulokowaniu
„narratora”: np. „niestety”
bynajmniej nie z punktu widzenia
bezpieki, jak w powyższym przykładzie.
Chamera musiał
jednak obsłużyć w swej pracowitości nie tylko wyjazd do
Warszawy, w którym brał udział, ale zaraz potem inny – cudzy. W dniu 19 stycznia 1980 r. Stanisław
Chamera czyli TW „Wilk” donosił: „[...]
na zebraniu wczorajszym było w/g Śmigla 13
osób. [...] Konrad wystąpił z propozycją, aby Toruń
wezwał wszystkie ośrodki KOR w Polsce o bojkot wyborów – przygotowanie na szerszą
skalę ulotek i afiszy do lokali wyborczych format
małych ulotek wkładanych do kopert
zamiast kart wyborczych – Śmigiel się do tego zapalił – ale wysłał Konrada do
W-wy – aby omówić techniczną stronę
tego zagadnienia – Wyjechał do W-wy dzisiaj – wraca w poniedziałek rano – ustali też termin
i godzinę przyjazdu Kuronia do Torunia [...] Nastąpiła też wymiana zdań na
temat Wiesława – konflikt
Wiesław – Śmigiel ulega zaostrzeniu” (płk. Zygmunt Grochowski,
„Informacja nr 8/80”, datowana 19 stycznia 1980 r., sygn. IPN
By 001/428, t. 2, k. 233 rewers i k.
235 awers). Kolejny
cudzy wyjazd z Torunia do
Warszawy TW „Wilk” relacjonował
niedługo później: „Sprawozdanie ze spotkania
w dniu 12.II.80 r. – w
Toruniu Godz. 18.00 pojechałem
do mieszkania Śmigla nie było go – udałem się na ul. Moniuszki Akademik
nr 3 pokój 118 – zastałem dwie osoby jedną poznałem – ona zresztą też
mnie, [...] przeprowadziłem godzinną rozmowę –
z której wynikało –
że w piątek jedzie do W-wy (Kopernikiem [nazwa pociągu
pospiesznego – dopow.
JS]) popołudniu [!] Kika wraz z
Konradem autostopem wrócą w niedzielę lub
poniedziałek – powinni przywieść
sporo materiałów [...] z rozmowy
wynikało, że zna osobiście Mirka Zadr[ożyńskiego] [...] opinia jest jej o nim [!] bardzo negatywna –
zresztą tę opinię przekazała w W-wie Kuroniowi (wypytywał ją szczegółowo) –
[...] zapisałem jej receptę **** i Biseptol – wypełniając [!] receptę
musiała podać nazwisko Czerwińska Anna[29] [...]
jej koleżanka jest
pod wpływem i
sympatykiem działalność [!]
Śmigla, to [!] następnie mówię, że przyjechałem po materiały – wyciągła
[!] z wnęki pod oknem – (czy
było więcej nie wiem) pożegnaliśmy się z tym, że mowa byał, że [jutro]
podjedzie do Śmigla – i przekaże mu,
aby do mnie zachodził [tu następuje
odręczny szkic przedstawiający „Rozkład
pomieszczenia pokoju 118”, z
uwzględnieniem łóżka Czerwińskiej oraz wnęki pod oknem pełniącej roli skrytki na bibułę – dopow.
JS] Umówiliśmy sie, że w przyszłym tygodniu wtorek środa będę po
materiały dla Grudziądza.”
(płk. Zygmunt Grochowski, „Informacja nr 14/80”,
sygn. IPN By
001/428, t. 2,
k. 251 awers i rewers, k. 252
awers). A wyjeżdżającym wydawało się, że skoro tylko w piątek przed
wolną sobotą (wtedy to bywało podobnie rzadkie jak obecnie soboty robocze!)
udało się uniknąć zatrzymania przez SB (ani nie otrzymać wezwania
do KW MO na sobotni termin!) i opuścić Toruń autostopem, to
już chwilowo miało się „łapsów” z głowy aż do powrotu.
Niestety, nie było tak dobrze, nieraz „łapsy” wiedziały o tym
przed powrotem kurierów, a czasem nawet (jak 12 lutego 1980
r.) przed ich wyjazdem...
W kolejności
wydarzeń wypadłoby teraz
spotkanie z udziałem
Aleksandra Halla, o
którym jednak najwidoczniej nikt z donosicieli nie
zawiadomił bezpieki na czas, toteż zatrzymanie objęło tylko część
uczestników i to dopiero po jego zakończeniu. Przebieg tego zdarzenia został już przedstawiony, z
zakłóceniem chronologii, na początku
niniejszego epizodu. Natomiast kolejny cudzy wyjazd do DS „Mikrus” w Warszawie już znalazł się w polu uwagi „Wilka”
i bezpieki: „Kika Konrad i Czerwińska
w piątek i sobotę [= 15
i 16 lutego 1980 r. – dopow. JS] byli
w W-wie spali w akademiku
»Mikrus« widzieli się z Kuroniem – nic nie przywieźli [...] Ja umówiłem
się, że po godz. 14 – 15 wpadnę po odbiór
** pokój 118.
Wiesław jak przyszedł – skarżył się że chcą mu żonę zwolnić
z pracy [pracowała
jako technik dentystyczny – dopow.
JS] a wogóle [!] każde jego słowo to wyzwiska na S.B., na ustrój [...]” (sygn. IPN By
001/428, t. 2, k. 263 rewers)
To podczas owego
pobytu w Warszawie trojga
przybyszów z Torunia Adam Michnik (ur.
17 października 1946 r., w owym czasie
jeden z najbardziej znanych członków KSS „KOR”) został umówiony na
przyjazd do tego miasta z wykładem, co jednak (w każdym razie przed Sierpniem)
nie nastąpiło...
bezpieka zamiast prelegenta
Natomiast kolejne
spotkanie
samokształceniowe w Toruniu zakończyło się przygodą mniej przyjemną, bowiem nie tylko nie
przyjechał spodziewany prelegent, ale nękanie dotknęło trochę większą ilość osób: „21 lutego wtargnięcie MO i SB do mieszkania
Stanisława Śmigla w
Toruniu, współpracownika KSS
»KOR«, na odbywające się tam
zebranie samokształceniowe. Spośród obecnych 20 osób 6 zatrzymano na 48
godzin, m. in. Konrada Turzyńskiego (RMP),
Krystynę Kutę (studentka) i St. Śmigla; 14 osób – m in. Wiesława Cichonia,
Janinę Ochojską, Jana
Szejkę, Andrzeja Uniewicza [poprawnie: Huniewicza] i
Andrzeja Olszewskiego,
zatrzymano na 7 godzin. Rewizję
przeprowadzili mgr Wiesław
Modzelewski [poprawnie:
Modrakowski], ppor. Daniel Janczewski i
por. Ryszard Słupecki.” („Komunikat KSS
»KOR«”, nr 37 z 29
lutego 1980 r., str. 8) To samo
zdarzenie zostało opisane także w
innym nie cenzurowanym czasopismie: „Według
podobnego scenariusza[30]
rozbito spotkanie samokształceniowe w Toruniu. Ok. godz. 19.00
funkcjonariusze MO i SB
wtargnęli do mieszkania Stanisława Śmigla, zatrzymując tam 14 osób, przeważnie
studentów UMK w Toruniu.
Na komisariacie wszystkich
zrewidowano i próbowano przesłuchać. Najmłodszej
19-letniej dziewczynie
obiecano natychmiastowe zwolnienie, jeśli złoży pisemne zobowiązanie do
współpracy z SB. Gdy kategorycznie odmówiła,
osadzono ją w areszcie na 48 godzin. Oprócz niej zatrzymano na dwie doby,
w aresztach w
Chełmnie i Chełmży,
5 innych uczestników spotkania,
m. in. Konrada Turzyńskiego – uczestnika RMP,
Stanisława Śmigla, Krystynę
Kutę, Joannę Odojską [poprawnie: Janinę
Ochojską], Andrzeja Huniewicza i innych. Tego samego
dnia w Toruniu
przeprowadzono 7 rewizji
w mieszkaniach osób działających w niezależnych ugrupowaniach społecznych. W akcji przeciw
samokształceniu udział brali m. in. mgr
Wiesław Modzelewski
[poprawnie: Modrakowski], ppor. Daniel
Janczewski, por. Ryszard Słupecki.”
(nie podpisany materiał pt.: „AKCJA
PRZECIWKO SAMOKSZTAŁCENIU TRWA”, „Bratniak. Pismo
Ruchu Młodej Polski” nr
1(21), styczeń – luty 1980
r., str. 54; gwoli jasności: ten numer
dwumiesięcznika RMP został faktycznie zamknięty 4 marca 1980 r.)
Prawdopodobnie
informacje o rozbitym przez SB lutowym spotkaniu dwaj koledzy
przekazywali „według właściwości” – współpracownik KOR-u Śmigiel
telefonicznie do Jacka
Kuronia, uczestnik RMP Turzyński,
również telefonicznie, do
Aleksandra Halla, a ponieważ
i Śmigiel, i
Turzyński odznaczają się
nienajlepszą dykcją, mogło dojść
do przekłamań liczby
zatrzymanych oraz nazwisk niektórych spośród
nich. Zaś nazwisko szer. mgr. W. Modrakowskiego przeinaczył prawdopodobnie sam Turzyński wcześniej, mylnie je odczytując nad ranem po
nieprzespanej nocy z 25
na 26 stycznia 1980 r., o czym pośrednio może świadczyć
następujący fragment dokumentu:
„Dodam przy okazji, że wśród kilku
przypadków zatrzymania mnie
tylko raz miałem możność zapoznać się
z oficjalną kwalifikacją przyczyny zatrzymania.
Było to sformułowanie »wroga działalność przeciwko ustrojowi PRL«. [...]
Powyżej skomentowany przykład kwalifikacji przyczyny zatrzymania pochodzi z
raportu o zatrzymaniu osoby sporządzonego w
dniu 26.01.1980 przez
funkcjonariusza, który w owym raporcie podpisał się jako mgr Wiesław
Modzelewski.” (Konrad Turzyński, skarga
„Do Prokuratury Wojewódzkiej
w Toruniu”, datowana 16
kwietnia 1980 r., odpis milicyjny, sygn. IPN By 082/143 t. 2, k. 256 i 257)
Po latach
ukazała się relacja
Krystyny Kuty dotycząca tego
samego zdarzenia: „Mniej więcej
w tym okresie pierwszy raz zostałam zatrzymana
na 48 godzin. Czekaliśmy na Michnika w mieszkaniu Staszka
Śmigla. Staszek wynajmował
pokój u pani Klebeko, osoby
dziś już nieżyjącej. To była wspaniała kobieta. Przyjmowała ludzi
mających kłopoty z SB. Po
pierwszej rewizji obniżyła
Staszkowi czynsz o 100 zł, po
drugiej poczęstowała go obiadem.
Gdy nas wzięli,
całą czternastką[31]
wylądowaliśmy w Chełm[n]ie[32].
Stamtąd wróciłam na własny koszt.” (Małgorzata Skuczyńska, „Zwykły
szary człowiek. Z pominięciem pytań zapis rozmowy
z Krystyną Kutą”, „Przegląd
Pomorski. Pismo społeczno-kulturalne”, nr
1(20) z 1991 r., str. 18). Można by
dodać, że ś.p.
Kazimiera Klebeko słuchała regularnie Wolnej
Europy tak głośno (była bowiem głucha), że nawet przy
zamkniętym oknie u niej na
pierwszym piętrze można było,
stojąc na chodniku
przed tym domem, całkiem sporo słów zrozumiale dosłyszeć.
Służba
Bezpieczeństwa w swojej wewnętrznej korespondencji (pismo komendanta wojewódzkiego MO w Toruniu
płk. Zenona
Marcinkowskiego L.dz. A-0185/80
datowane 22 lutego 1980 r., adresowane do
dyżurnego operacyjnego Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych i do
dyżurnego Komendy Głównej MO – sygn. IPN By 082/143, t. 1, k.
35) tak zrelacjonowała to wydarzenie: „W związku
z uzyskaniem przez
Wydział III tutejszej
KW MO wyprzedzającej informacji
o mającym się odbyć w dniu 21 lutego 1980 r. nielegalnym spotkaniu
samokształceniowym osób
wywodzących się z
grona miejscowych elementów antysocjalistycznych,
pracownicy Wydziału III i Śledczego KW MO współdziałając z funkcjonariuszami Komendy
Miejskiej MO w Toruniu
rozwiązali powyższe zebranie.
Odbywało się ono
w mieszkaniu Stanisława Śmigla
czołowego działacza wspomnianego środowiska; uczestniczyło w nim
13 osób, spośród
których zatrzymano na 48
godzin:” i tu
(wraz z innymi
danymi personalnymi) są wyliczone nazwiska: Stanisław Śmigiel,
Konrad Turzyński, Krzysztof Wojdyło,
Piotr Jankowski, Krystyna Kuta, Małgorzata Alfawicka. (Ostatnia z
wymienionych jest właśnie tą osobą,
która – według relacji
w „Bratniaku” –
odrzuciła możliwość
natychmiastowego zwolnienia za
cenę zobowiązania się do współpracy z
SB.) Dalej ten
sam dokument wylicza,
że „zwolniono po
przeprowadzeniu rozmów wyjaśniających”: Alinę Walukiewicz, Wiesława Cichonia, Janinę
Ochojską, Bogusława
Maciągowskiego, Andrzeja Huniewicza,
Annę Czerwińską i Jana Szejkę (sygn. IPN By
082/143, t. 1,
k. 36). „W wyniku przeprowadzonych rozmów
nie uzyskano żadnych
istotnych informacji. Na terenie miasta zatrzymano, podczas gdy udawał
się na spotkanie do Stanisława Śmigla – Sławomira Jodko-Narkiewicza [...]
Według posiadanych informacji miał on wystąpić z prelekcją o działalności »opozycyjnej« na Wybrzeżu.
Po konsultacji z Wydziałem III
KW MO w Słupsku wymienionego
zatrzymano na 48 godzin.” (sygn. IPN By 082/143, t. 1, k. 37).
Wiesław Cichoń
w lutym 1980
r. (chyba wkrótce po zwolnieniu wszystkich jego uczestników z aresztów)
zażartował, że Michnik najwidoczniej
zapisał sobie w kalendarzyku niewyraźnie, a potem zasugerował się
swym zapisem i, zamiast pojechać do Torunia, poszedł do
swojej warszawskiej przyjaciółki Barbary Toruńczyk...
„Dane
posiadane” przez
bezpiekę – przynajmniej tym
razem – były, niestety, zupełnie
chybione – niestety dla S.
Jodki-Narkiewicza, który przyjechał
tego dnia ze Słupska (gdzie mieszkał i
pracował na ówczesnej WSP) do Torunia, ale prywatnie do Turzyńskiego, z którym razem
na jednym roku studiował był matematykę na Uniwersytecie Gdańskim, natomiast z działalnością opozycyjną
Sławomir Jodko-Narkiewicz (ur. 2 marca 1953 roku) nie miał –
i nie chciał mieć – nic wspólnego. Wybierał się z wizytą do
Hotelu Asystenckiego nr 2 w Toruniu, zaś o istnieniu Stanisława Śmigla
nawet nie wiedział, a tym
bardziej nie znał jego adresu ani
faktu mającego się odbyć u Śmigla zebrania. Dowiedział się o tym dopiero, gdy on i Turzyński, wraz
z innymi zatrzymanymi, byli wiezieni
milicyjną „suką” do aresztu MO w
Chełmży (a niektórzy jej „pasażerowie” – jak Kuta i Alfawicka – dalej, aż do
Chełmna).
W dniach
21 i 22 lutego bezpieka
dokonała w Toruniu także przeszukań
w mieszkaniach u: Andrzeja Pilarskiego, Stanisława
Śmigla, Konrada Turzyńskiego Małgorzaty Stawikowskiej, Emilii Karolewskiej, Katarzyny
Kałamajskiej-Liszcz i Krzysztofa Wojdyły, jednakże
okazało się, że „Dla
przejęcia nielegalnej biblioteki
materiałów
antysocjalistycznych, mającej
znajdować się na terenie
Torunia[,] przeprowadzono
przeszukania trzech wytypowanych mieszkań – wynik negatywny” (sygn. IPN By
082/143, t. 1, k.
37 i 40). Biblioteka miała sporo szczęścia, bowiem znajdowała się
pod adresem (Toruń,
ul. Dobra 31), gdzie z rodzicami mieszkała
Małgorzata Stawikowska – to jej ojciec, doc. Antoni Stawikowski
(astrofizyk zatrudniony w
Centrum Astronomicznym im. Mikołaja
Kopernika Polskiej Akademii Nauk, później – od lata
1981 r. –
przewodniczący Zarządu
Regionalnego NSZZ „Solidarność” w
Toruniu, prowadził właśnie tę bibliotekę).
Esbecy musieli wówczas
zadowolić się jedynie znalezieniem katalogu księgozbioru
tej biblioteki (jej samej nie znaleźli zresztą również nigdy potem).
Ale... znowu nie zgadza się rachuba – osób
zatrzymanych! W KSS „KOR”
niepotrzebnie wykonano dodawanie:
14+6=20, podczas gdy raczej należało (jak w redakcji „Bratniaka” i w pamięci Krystyny Kuty)
wykonać odejmowanie: 14-6=8.
Jednak i tu esbekom wyszedł inny
wynik. Ale esbecy
wiedzieli to, czego w lutym 1980 r. jeszcze nie
wiedziały (oprócz jednej) policzone osoby. Otóż SB wzięła pod
uwagę liczbę 13
(a nie 14), bo wyliczając osoby
wygarnięte z mieszkania Śmigla (te
zatrzymane na 48 godzin i te zatrzymane
na krócej) nie uwzględniła
Andrzeja Olszewskiego. I słusznie, gdyż ten,
urodzony 24 października 1957 r.
student Wydziału Prawa i
Administracji UMK, od 25 listopada 1978 r. (formalnie, bowiem
faktycznie już trochę
wcześniej) był konfidentem bezpieki, tajnym współpracownikiem SB o
pseudonimie „Karol”,
zarejestrowanym pod numerem
04583. Jego oficerem prowadzącym był
(w tym czasie, o którym tu mowa)
inspektor Sekcji III Wydziału III KW MO w Toruniu, ppor. Roman Zielenkiewicz.
Alfawicka[33] przyszła
na to spotkanie właśnie za namową... Andrzeja Olszewskiego, uprzednio w
takiej działalności nie uczestniczyła (potem zresztą również
nie – przestraszyła się, co jednak nie
przeszkodziło jej postąpić godnie wobec esbeckiego szantażu!).
Pech uczestników
niedoszłego spotkania z
Michnikiem polegał jednak
tym razem nie na tym, że SB
nasłała swojego donosiciela na to zebranie,
ani na tym, że donosiciel zawczasu o zebraniu Służbę Bezpieczeństwa poinformował. Andrzej
Olszewski donosił dotychczas
bardzo intensywnie, ale
z innych środowisk studenckich w
Toruniu, głównie na
terenie duszpasterstw akademickich, prowadzonych przez oo. jezuitów i oo. redemptorystów. Jednak na spotkanie do Śmigla został
zaproszony przez samego Śmigla, który w
tym celu odwiedził go w domu, gdyż usłyszał był o tym, że Olszewski znajdował
się wśród uczestników studenckiego
spotkania samokształceniowego w
Bydgoszczy w dniu 19 stycznia 1980 r., gdzie prelegentem był Arkadiusz
Rybicki z RMP (podobnie jak
w kilka dni
później Aleksander Hall
w Toruniu), a które zostało również
rozbite przez SB (później w „Bratniaku” opisano
to zdarzenie wraz z dwoma
podobnymi zdarzeniami które nastąpiły
21 lutego równocześnie w Gdańsku i w Toruniu). Tak w każdym razie
napisał TW „Karol” w donosie, jaki sporządził w budynku KW MO przy ul.
Słowackiego w Toruniu w nocy z 21 na 22 lutego
1980 r.: „W dniu 18 II do mego mieszkania
przyszedł Śmigiel. Z luźnej rozmowy
wywnioskowałem, że interesuje się mną i
grupą ludzi[,] których
znam[,] o nastawieniu
opozycyjnym. Mówił krótko o
działalności opozycji w Toruniu. Na pytanie[,] skąd ma mój adres[,] odpowiedział, że po wpadce w
Bydgoszczy od ludzi, którzy mnie
znają[,] otrzymał adres (prawdopodobnie od Heslinga [poprawnie: Zdzisława Hetziga –
dopow. JS]). Zaproponował nam przyjście
w czwartek o 18.00 do jego
mieszkania. Miał przyjechać ktoś spoza Torunia (jakaś kobieta). Miało
to odbyć się
w ramach samokształcenia. [...] Od Śmigla dowiedziałem się, że w
Toruniu istnieje biblioteka posiadająca
kilkaset egzemplarzy, a ok. 100 tytułów. Wypożyczenia – wyraża się chęć
wypożyczenia, po jakimś czasie
ktoś przynosi książkę do
domu.[...]”. Oficer prowadzący ubolewał
nad opieszałością swojego
donosiciela: „Spotkanie odbyło się w gmachu Komendy Wojewódzkiej MO na ul. Słowackiego.
T.w. był w grupie osób zatrzymanych w
dniu 21 II [...] O fakcie zebrania
t. w. nie poinformował mnie [...]” (prof. Wojciech Polak „Anatomia agenta.
Historia tajnego współpracownika Służby bezpieczeństwa o pseudonimie »Karol« (1978-1983)”,
Finna, Gdańsk 2005, str. 104.).
Jednak –
skoro tak – to jaką drogą SB otrzymała „wyprzedzającą
informację” o zebraniu u Śmigla? Może po prostu zauważyła, że do
mieszkania, w którym
mieszkał Śmigiel, przychodziła tego wieczoru
większa niż zwykle ilość osób?
Być może jakiś inny, nie zidentyfikowany, konfident odegrał tu rolę.
Jeżeli tak, to zapewne nie znajdował
się wśród uczestników
spotkania, a tylko
w jego obecności o tym spotkaniu mówił ktoś, kto na nie się wybierał –
w przeciwnym razie meldunek o
zatrzymaniu opiewałby nie na 14 minus 1 czyli 13 osób, a na liczbę jeszcze
trochę mniejszą.
TW „Wilk”
dowiedział się o
wszystkim po fakcie –
donos Stanisława Chamery z 23
lutego 1980 roku: „godz. 14.30 Akademik
nr 3
Toruń zastałem obie dziewczyny [...] czy coś zabrano? ale nie dużo
(bibliotekę przewieźliśmy wszystko by zabrali) – wpadł tylko w
ich ręce katalog – mając go będą
dalej szukali [...] one też były
zatrzymane po 8 godzin
[**olnienia] były jakieś różne – zatrzymano
Konrada, Kikę, Śmigla (jedną dziewczynę która była
pierwszy raz) [...]
przez tę wpadkę – mogą im dołożyć Stasiu
szepnięto mi, że
gdyby zrobili mu kolegium a można
byłoby go wykupić
aby porozumieć się
ze mną (słowa Czerwińskiej)” (sygn.
IPN By 001/428, t. 2, k. 270). Zamysł aluzyjnego (tj.
poprzez długość zatrzymań) rzucenia przez SB podejrzeń (na
Cichonia? – działacz rangi
porównywalnej ze Śmiglem, a
„siedział” tylko kilka
godzin) chyba się
więc powiódł, jak zdaje się świadczyć niedomówienie Czerwińskiej...
(zob.: także: prof. Wojciech Polak, „Anatomia
agenta. Historia tajnego współpracownika
Służby Bezpieczeństwa o
pseudonimie »Karol« (1978-1983)”,
Finna, Gdańsk 2005, str. 128.)
ze skargą do posła
Dopiero w
kilka dni po rozbitym przez SB
spotkaniu donosiciel Andrzej
Olszewski dowiedział się
od Stanisława Śmigla,
że czekano wówczas na Adama
Michnika jako prelegenta (który jednak i
tak nie dojechał), a nie na bliżej nieokreśloną
kobietę. TW „Karol” tak bowiem donosił: „26.02.80 wychodząc z lektoratu[34]
spotkałem Śmigla, który czekał na Turzyńskiego[35].
Zaproponował mi [zr]obienie
powielacza[,] dodał, że sprawa jest b.
pilna. Wyraziłem zgodę –
powiedział, że nawiąże ze mną kontakt. Dołączył
Konrad i rozmawialiśmy, że miało być 29.02
spotkanie które zostało
odwołane. [...] Wspominał
nazwisko Michnika w nawiązaniu do poprzedniego spotkania. [...]”
(ppor. [Roman] Zielenkiewicz, „Informacja
nr 8/80”, datowana 1 marca 1980
r., sygn. IPN By 001/565, k. 100, awers) W dalszym
ciągu tego samego dokumentu
jest mowa o tym, że: „Śmigiel
dodał, iż planuje stworzyć delegację
kilku osób, która uda się [do] posła na
Sejm – i na jego ręce ma złożyć pisemne zażalenie na
S.B. która nie dopuszcza do spotkań samokształceniowych.
Śmigiel na ten temat nic
więcej nie dodał.”
(tamże, k. 100, rewers). Wkrótce
TW „Karol” uściślił i uaktualnił te ostatnią informację, którą przyjął bezpośredni przełożony jego oficera
prowadzącego: „W dniu
dzisiejszym o godz. 7.50 tw. ps. »Karol« telefonicznie
poinformował, że w
godzinach wieczornych ma
się udać z inicjatywy Śmigla delegacja do posła
Michnikowskiego w składzie: K. Turzyński, J.
Ochojska, J. Szejka,
tw. ps. »Karol«
i prawdopodobnie również S.
Śmigiel. Innych informacji na ten temat tw.
nie posiadał. Stwierdził, że w
dniu dzisiejszym nie będzie miał czasu
na spotkanie. W miarę możliwości i w sytuacji uzyskania nowych
informacji skontaktuje się
telefonicznie.” (kier.
sekcji III Wydz. III, ppor. Witold Mielcarek, „Notatka
służbowa”, datowana 5
marca 1980 r., sygn. IPN By
001/565, k. 102, awers) Sprostowania wymaga nazwisko posła – chodzi oczywiście
o posła Mariana Michniewicza, profesora
z Instytutu Biologii UMK. Był to bezpartyjny
poseł i jako
taki cieszył się
pewnym poważaniem, wydawał się
kimś, do kogo (jeśli do kogokolwiek związanego z
obozem władzy w PRL) ew. można by zwrócić się w takiej sprawie o pomoc. Tu esbek pomylił jednak
jego nazwisko z jeszcze bardziej znanym
nazwiskiem pewnego aktora –
podobną pomyłkę po kilku tygodniach popełnił podwładny tego esbeka, oficer
prowadzący „Karola” (zob.: niżej).
Kolejny donos
TW „Karol” informował
już o przeprowadzeniu
wizyty delegacji studentów u posła M.
Michniewicza: „4.03.80 r. przyszła [Ochojska] i poszedłem z nią do DS-5 w celu
podpisania petycji. Dotyczyła ona
skargi na SB z
powodu rozwiązywania spotkań i rewizji.
Petycję podpisały wszystkie osoby zatrzymane. Do posła Michniewicza poszli
Ochojska, Szejka, Turzyński (piątek 7.03).
Przyjął ich i
obiecał dać odpowiedź
na oficjalnym blankiecie w
ciągu tygodnia. Dodał,
że z powodu zakończenia kadencji
z pismem[,] które
im wręczy[,] udadzą się do nowego posła
Bohra.” (ppor. [Roman] Zielenkiewicz, „Informacja 10/80”,
datowana 11 marca 1980 r., sygn. IPN By 001/565, k. 104, awers). Jak
widać, poseł Michniewicz, wyrażając
prywatnie współczucie studentom
nękanym przez SB,
nie krył bynajmniej fasadowości
„ludowej demokracji” – wiedział nie tylko to, że nie będzie już posłem po
zbliżających się kolejnych „wyborach” do Sejmu PRL (zapowiedzianych
na 23 marca 1980 r.) – przecież w autentycznej demokracji też można to
wiedzieć, jeśli np. nie kandyduje się do reelekcji – ale wiedział też, kto
będzie nowym posłem zamiast niego (= ówczesny rektor UMK, prof. Ryszard Bohr).
To
świadczy o „realizmie”
prof. Mariana Michniewicza (Józef
Mackiewicz powiedziałby zapewne
o „polrealizmie”...). Urodził się
5 grudnia 1922 r. w Wilnie.
Nosił pseudonim „Kurzawa” jako żołnierz III Wileńskiej Brygady AK „Szczerbiec”.
Studia ukończył na UMCS w
Lublinie w 1948
r., doktorat uzyskał w 1951 r.,
docenturę w 1969 r., profesurę
nadzwyczajną w 1964, a zwyczajną w
1971 r. Na UMK pracował w latach 1953-91 r., przez
cały ten czas kierował Katedrą
(Zakładem) Fizjologii Roślin, w tym w latach 1969-78
był dyrektorem Instytutu
Biologii. W latach 1953-58 był radnym Miejskiej Rady Narodowej (a w
latach 1978-84 – Wojewódzkiej Rady
Narodowej) w Toruniu.
Otrzymał trzy nagrody resortowe,
a ponadto: Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Złoty Krzyż Zasługi,
Medal 10-lecia Polski Ludowej,
Medal Komisji Edukacji Narodowej,
Odznakę „Zasłużony Działacz Frontu
Jedności Narodu” (od 1972 r. wiceprzewodniczył Wojewódzkiemu Komitetowi
FJN w Bydgoszczy), wreszcie w 1987 r. –
Krzyż Armii Krajowej,
a w 2005 r. odznakę Convallaria Copernicana przyznaną
przez UMK. W
latach 70. prof. Marian
Michniewicz miał niemiłą
sposobność pobrać pewną szczególną lekcję „realizmu”
dla zaawansowanych –
otóż w kierowanym przezeń Zakładzie Fizjologii Roślin zatrudnił się w
1970 r., tuż po ukończeniu studiów,
pewien młody adept nauki, który nazywa się Zbigniew Poraziński. Posiadał widocznie
ambicję interdyscyplinarnej
pracy naukowej, był bowiem absolwentem chemii. Doszedł do
stanowiska starszego asystenta,
jednak w 1979
r. był już od pewnego czasu zatrudniony w... Rolniczym Zakładzie
Doświadczalnym w Piwnicach; większość
czasu swojej pracy
naukowej odbył zapewne u swego
pierwszego szefa, Michniewicza. W 1979 r. zmienił jednak zakład pracy – od
tego czasu był
esbekiem w KWMO w Toruniu. (Owa
dwuetapowa zmiana zatrudnienia ma także swoją pre-historyjkę, ze
środkowych lat siedemdziesiątych...) Nie
sposób więc uznać posła na Sejm
PRL VII kadencji (1976-80) za osobę, nie
rozumiejącą, na czym ów [pol]realizm polega...
Dalszy ciąg
donosu TW „Karol” informującego o dokonaniu wizyty u pos. Michniewicza brzmi następująco: „[...] 10.03 spotkałem Ochojską w
DS-2[,] gdzie powiedziała
mi o mającym się odbyć zebraniu –
o godzinie 19.00 w 113. O zebraniu poinformowałem Jankowskiego i
»Szeryfa«. O 19.00
przyszedłem do DS-5.
W zebraniu uczestniczyli: Śmigiel, Turzyński, Cichoń, Jankowski,
Szeryf, Ania + koleś z p[okoju] ***, dwie nieznane nauczycielki, brodacz z DS-6 ze znaczkiem Polski Walczącej [i]
jego kolega ze skąpą brodą, który ma
znajomości w seminarium. Referat o stanie oświaty wygłosiła Małgorzata (na wózku) [Małgorzata Złotucha –
dopow. JS]. O godzinie 20.00 do pokoju weszli Szejka, Ochojska, Ania [Czerwińska – ? – dopow. JS] i nieznany student. [...] W pokoju
Ochojskiej nie widziałem literatury. Cichoń mówił, że był w W-wie
i że załatwił dostawy
literatury. Śmigiel przywiozł z W-wy
kilka »Robotników«. Akcja
na wybory jest uzależniona od dostawy
literatury. Ochojska zaprasza do udziału w spotkaniu, odbędzie
się w KIK-u 12.03 godz. 18.00.W czasie zebrania Śmigiel powiedział, że postawiono mu ultimatum, że albo się
zwolni albo go zwolnią (chodziło
o spóźnienia). Szuka pracy ewentualnie przejdzie na
etat KOR-u [...]” (ppor. [Roman] Zielenkiewicz, „Informacja 10/80”, datowana 11 marca
1980 r., sygn. IPN By 001/565,
k. 104). Ot,
mimochodem SB przekonywała się, że jej naciski na przerabianie
opozycjonistów na bezrobotnych okazywały się nader skuteczne... Niebawem
przyszedł czas na stosowanie ich wobec
paru innych osób z tego kręgu: już pracujących Cichonia i Turzyńskiego,
a także, mających niebawem pracy szukać, studentów ostatnich lat
studiów, jak np. Ochojska i Szejka. Najłatwiej
oczywiście było próbować tego rodzaju presji na osoby żyjące
w małżeństwach, a nie samotnie, bowiem panny i kawalerowie mieli (na ogół)
mniej do stracenia, toteż
wdzięcznym obiektem tej
„techniki” był Wiesław Cichoń, który
zresztą zdążył już (niedawno
przedtem) zasmakować wyrzucenia z pracy[36].
Nawet jednak
tak wydajny i w gruncie rzeczy rzetelny donosiciel, jakim był
Olszewski, potrafił niechcąco
wprowadzić bezpiekę w błąd (donos telefoniczny do oficera prowadzącego z 21
marca 1980 r.) zawierał bowiem
m.in. taką oto
informację: „Według informacji t. w. Stanisław Śmigiel przebywa na terenie Torunia
a kontakt z nim utrzymuje Turzyński i Kika [= Krystyna Kuta –
dopow. JS].” Faktycznie ta
trójka opozycjonistów przebywała
razem podczas całego weekendu wyborczego, jednak nie w Toruniu – w
obawie przed prewencyjnymi
zatrzymaniami „z okazji” tzw. wyborów
udali się do
wsi Wola w gminie Kikół na gospodarstwo rolne rodziców
Stanisława Śmigla. Służba
Bezpieczeństwa próbowała
rzeczywiście te osoby
w Toruniu zatrzymać – toteż mamy
tu do czynienia z rzadkim
(niestety) przykładem tego, jak to błędna informacja
w posiadaniu SB wyszła „figurantom” na dobre... Esbecy
mogli być tym
bardziej skonfudowani, że poprzedniego dnia TW „Wilk” sugerował, iż Śmigiel raczej będzie poza Toruniem
w owym czasie. Chamera odwiedził
pokój Janiny Ochojskiej w Domu Studenckim nr 5, nie zastał jej,
zobaczył ją wchodzącą tam dopiero, gdy sam już stamtąd wychodził: „[19].30 zebranie u Janki – (trójki). do wyborów [!] nie idą. – Konrad nie
przyszedł jest b. zajety. – *** ** – nich – wygląda na to że ***
te ulotki przy
rozrzucaniu –
[p]rzypuszczam że
najbardziej z ostał [!] ***
**ł zadowolony Wiesław. [p]rzy
wyjściu wchodziła ta dziewczyna o kulach. – Były ulotki rzucone – ale nie przyznaj[e] się do tego – podejrzewa
że mieszkanie Śmigla jest spalone – Śmigiel mówił, że przed wyborami ucieknie i
będzie w domu (może być w Toruniu).” (płk. Zygmunt Grochowski, „Informacja nr
39/80”, datowana 20 marca 1980 r., sygn. IPN By 001/428, t.
3, k. 353). Chyba szczególnie
dwie wpadki przedsięwzięć zorganizowanych przez Stanisława Śmigla
(4 tygodnie wcześniej –
niedoszłe spotkanie z
Michnikiem, w połowie marca –
utrata bibuły przywiezionej z
Warszawy), ale przy współudziale osób z kręgu Wiesława Cichonia, sprawiły, że
Cichoń nie chciał akcji propagującej
bojkot wyborów robić razem ze
Śmiglem. Monitoring prowadzony przez TW „Karol” dał jednak
wiadomy skutek: 22 i 23 marca 1980 r.
SB dokonała przeszukań u: Janiny Ochojskiej, Wiesława Cichonia, Bolesława
Niklaszewskiego, u dwóch studentów UMK
z Bydgoszczy: Piotra Jankowskiego (ur. 8 lutego 1961 r., wówczas – studenta I
roku Wydziału Prawa i Administracji UMK) i u Leszka Słomskiego oraz, dla
zachowania pozorów, u Andrzeja Olszewskiego. Niedatowany „Komunikat KSS »KOR«” nr
38 na str. 12 przy nazwiskach W.
Cichonia i A.
Olszewskiego dodał
kwalifikatory: „współpracownik KSS »KOR«”.
Ba, Andrzej Olszewski, dla tym wyraźniejszego zaakcentowania swojej
„odwagi”, już 22 marca zażądał
prokuratorskiego zatwierdzenia tego przeszukania, jednak dostał
je dopiero po upływie ponad miesiąca co (zapewne wskutek ponagleń
ze strony donosiciela) uzgodniono pomiędzy kierownikiem
Sekcji III Wydziału
III KWMO a TW „Karol” (zob.: ppor.
W. Mielcarek, „Informacja
22/80”, datowana 26 kwietnia 1980 r., sygn. IPN
By 001/565, k. 152 awers); żaden – ani esbek, ani konfident – nie fatygował się udawaniem, jakoby
rolą prokuratora (zapewne znowu:
Antoniego Białowicza) było
coś więcej niż posłuszne
wykonywanie woli SB...
Po odsiedzeniu
48 godzin w areszcie Wiesław Cichoń został 24
marca 1980 r. postawiony przed
Kolegium d/s Wykroczeń przy
prezydencie Torunia i z
obwinienia o niedopełnienie obowiązku meldunkowego (od 1978 r.
mieszkał u swojego teścia)
ukarany grzywną 3500 zł z zamianą na 70 dni aresztu (zob.: np.: sygn. IPN By 082/143,
t. 1, k. 131), co w „Komunikacie
KSS »KOR«” nr 38 zaniżono do 60
dni. Jednak nie musiał odsiadywać, bowiem obecna na rozprawie (ówczesna) żona
Wiesława Cichonia, Bogumiła z Mączarowskich Cichoniowa, na poczekaniu uiściła grzywnę
(wyższą od miesięcznego wynagrodzenia Cichonia w miejscu
pracy!). Na sali było troje
opozycjonistów toruńskich, ale
co najmniej drugie tyle esbeków,
którzy z tego zdarzenia (po to ich tam wysłano!) spisali
notatki służbowe, akcentując
„ironiczny stosunek” Cichonia
do organów władzy. Wiesław Cichoń nazajutrz napisał dwustronicowe „Wyjaśnienie”
swojej nieobecności w miejscu
pracy, przeznaczone dla
zatrudniającego go toruńskiego Oddziału
PSS „Społem” (zob.:
sygn. IPN By 082/143, t. 1, k.
131). Nie omieszkał – we właściwy sobie sposób – zaznaczyć, że traktowanie go
przez SB jest represjonowaniem za działalność opozycyjną, m.in.
za udział w spotkaniach samokształceniowych. Dyrektor Oddziału
uznał, że o tak zuchwałych słowach nie można nie powiadomić bezpieki (zob.: niezatytułowane „pismo przewodnie”,
datowane 4 kwietnia 1980 r., sygn. IPN By 082/143, t. 1,
k. 135). Załącznikiem do własnych słów
dyrektora był egzemplarz w/w wyjaśnienia, na co z
kolei wypowiedział się porucznik
Pierzkalski, radca prawny
KW MO w Toruniu („Opinia prawna”, datowana 28 marca 1980 r., sygn. IPN By
082/143, t. 1, k. 136-138). Porównanie
dat wskazuje, że treść
informacji od dyrektora Oddziału PSS
„Społem” dotarła do wiadomości KW MO wcześniej (ustnie
– może telefonicznie). Radca – zgodnie z nazwą swojej funkcji –
radził dyrektorowi, aby
wobec W. Cichonia nie
stosował przepisów o
zatrudnieniu młodych
absolwentów wyższych uczelni, lecz (bardziej surowe!) przepisy
kodeksu pracy. Ponadto
zaznaczył, że skoro stanowisko pracy Wiesława Cichonia
w „Społem” nazywa się „instruktor do spraw kulturalno-oświatowych”, to
praca na takim etacie tym bardziej nie
daje się pogodzić z jego opozycyjnym zaangażowaniem. Jednak nazajutrz na
tym dokumencie inny esbek
(podpis nieczytelny – prawdopodobnie był to ppłk Eugeniusz Gawroński) dopisał
uwagę, że Cichoń bedzie nadal
pracował w PSS „Społem”, co
uzgodniono I sekretarzem KW PZPR, a o czym powiadomiono I sekretarza KM PZPR.
Jako powód wskazano obawę, że w razie
zwolnienia z pracy Cichoń podejmie
działalność na pełną skalę przechodząc na utrzymanie
„KOR-owskie”. Teść Wiesława Cichonia (lekarz wojskowy Mieczysław
Mączarowski, a więc –
podobnie jak Henryk
Cichoń, ojciec Wiesława – oficer
Ludowego Wojska Polskiego) okazał się mniej „wyrachowany” od
SB, dlatego B. i W. Cichoniowie musieli się
wyprowadzić z mieszkania w bloku mieszkalnym przy ul. Gagarina do (mającego
znacznie mniej wygód) pokoju sublokatorskiego w
jednorodzinnym domku przy
ul. Wąskiej. (Usłużnym
wobec SB dyrektorem był Zbigniew Muchliński. Jeśli tu nie występuje zbieżność imion
i nazwisk, to ówczesny dyrektor Oddziału PSS
„Społem” jest tym samym człowiekiem,
który po kilkunastu latach był
wicewojewodą toruńskim, a jeszcze później – wicewojewodą
kujawsko-pomorskim; obie te
funkcje, a także kandydowanie na
posła, odbywał jako polityk Unii Demokratycznej / Unii Wolności, a więc formacji, która była bliska Wiesławowi
Cichoniowi już od czasów, gdy niektórzy
jej liderzy działali
w KSS „KOR”...) Najwyraźniej
esbecy uznali wiosną 1980 roku,
że Wiesław Cichoń był człowiekiem na
tyle zdeterminowanym, iż
byłby gotowy „postawić wszystko
na jedną kartę”,
tzn. zostać „zawodowym
opozycjonistą”...
Relacje
Wiesława Cichonia z teściem były niełatwe już wcześniej, w miarę,
jak na Cichonia spadały kolejne
szykany, owe relacje stawały się
zapewne coraz trudniejsze. To by tłumaczyło zarówno jego żywiołową
niechęć do SB
(chociaż w rozmowach
lubił przekonywać koleżanki i
kolegów, że SB to nie przeciwnik
dla opozycji, że owym przeciwnikiem
jest PZPR...), anonsowaną np. w donosie
TW „Wilk” o
mniej więcej miesiąc wcześniej.
Ta sama stressujaca sytuacja zapewne
była także przyczyną niełatwych
relacji Cichonia z kolegami w opozycji. Na to wszystko nakładała się fakt,
że wśród aktywnych działaczy
opozycyjnych Torunia Wiesław Cichoń zaliczał
się do szczególnie inteligentnych i oczytanych a także –
stosownie do tego – ambitnych. Taka zbitka cech
czyniła zeń silną
indywidualność, co też
nie ułatwiało wzajemnych kontaktów.
Nawet, gdy druga
podobnie wyrazista
indywidualność w tym
gronie, Stanisław Śmigiel, odznaczał się odmiennymi
cechami. Po prostu dwie takie indywidualności na
tle tak stosunkowo nielicznej reszty były „skazane” na
rywalizację i konflikt.
Esbekom pozostawało
„monitorować” go i „stymulować”. I tak dobrze, że nie zdołali
rozniecić tego konfliktu na skalę, jaką osiągnęli
rozbijając w 1978 roku Ruch
Obrony Praw Człowieka
i Obywatela na dwa o
identycznych nazwach, wzajemnie odmawiające sobie autentyczności (jednym kierował
Andrzej Czuma, drugim
Leszek Moczulski) i
zarzucające sobie sprzeniewierzenie społecznych pieniędzy oraz
konfidenctwo...
Zmartwienia Cichonia
były zmartwieniami Cichonia
(i jego małżonki), jednak policyjny kapus miał swoje, całkiem
inne. Nie mógł przecież dopuścić
do tego, aby
znowu być na spotkaniu opozycyjnym,
o którym SB jeszcze może nie
wie, toteż tym razem TW „Karol” nie zwlekał z zawiadomieniem bezpieki; choć
przybył na zebranie spóźniony,
wyszedł przed czasem, wymawiając się wczesnoporannym wyjazdem
nazajutrz – a przecież
mieszkał w odległości mniej więcej 100 m od miejsca, w którym to
zebranie się odbywało – i zatelefonował do bezpośredniego
przełożonego swojego oficera
prowadzącego: „Tw. ps. »Karol« przekazał
podczas błyskawicznego
spotkania, które wywołał
telefonicznie następujące informacje: - U Konrada [Turzyńskiego, w
jego pokoju w hotelu asystenckim – dopow. JS] jest spotkanie. Przyjechała Kowalska [...] – Na spotkaniu u Konrada byłem od 21.10 (zaczęło się wcześniej
*** 19.00) Byli Staszek
[Śmigiel – dopow. JS], Konrad, Kika,
Gosia (Złotucha) 2 nieznane mi dziewczyny, chłopak z DA [= Duszpasterstwa Akademickiego – dopow.
JS] Redemptorystów, ja oraz Jacek Bierezin[37] i
Kowalska[38]. Czytali
swoją twórczość, opowiadali
o pracy, trochę
o działalności opozycyjnej –
nic konkretnego. [...] Spotkanie tw. wywołał w późnych godzinach
wieczornych w dniu 25.03 br.
Odbyto krótkie spotkanie na wolnym
powietrzu [...]” (kier. Sekcji III Wydziału III, ppor. Witold Mielcarek,
„Informacja 14/80”
datowana 25 marca 1980 r., sygn. IPN By 001/565, k.
121 i 122) Tym razem z
przyczyn trudnych do
ustalenia (obawa przed
„spaleniem” konfidenta – ?) SB nie wykorzystała tej informacji dla
rozbicia zebrania.
epizod
III
drugi
kwartał 1980 r.
(wokół drugiego obiegu)
list uwierzytelniający
Tymczasem
Andrzej Olszewski cieszył się tak znacznym zaufaniem w toruńskiej opozycji,
że podzieliła się
tym zaufaniem doń ze środowiskiem
opozycji w Trójmieście. Najpierw niejako
„zbiorowo”: „W dniu 30.03.
br o godz. 23.30 tw. ps. »Karol«
poinformował mnie, iż
był u Śmigla, u którego
przebywali również: Turzyński, Kuta,
Antek z Gdańska. Śmigiel powiadomił tw.
ps. »Karol«, że w dniu 17.04. br. ma wyjechać do Gdańska na
przeszkolenie w zakresie powielania materiałów. Podał adres:
Barbara Hejcz[39]
ul. Śniadeckich 20/2
tel. 32-37-03
Zachodzi podejrzenie, że adres może nie być prawdziwy, a podany
został tak wcześnie dla sprawdzenia tw. ps. »Karol«.” (kier. Sekcji III Wydz. III
KWMO w Toruniu ppor. Witold
Mielcarek, „Notatka służbowa”, datowana
31 marca 1980 r., sygn. IPN By 001/565, k. 128).
Bezpieka toruńska uzyskała nowy trop, jednakże na sprawdzenie jego autentyczności
(przy pomocy swoich gdańskich kolegów po fachu) miała jeszcze ponad dwa
tygodnie.
Tymczasem nadchodziły
dotyczące Torunia informacje od innego donosiciela, obsługującego – ze zrozumiałych względów – głównie Grudziądz. Nic dziwnego, że
zapowiedź zebrania, zwołanego na
11 kwietnia, dotarła
przez „Wilka” już po tym
terminie, (jednak „pracujący” na
miejscu „Karol” zdążył na czas –
zob.: prof. Wojciech Polak
„Anatomia agenta. Historia tajnego współpracownika Służby
Bezpieczeństwa o pseudonimie
»Karol« (1978-1983)”, Finna, Gdańsk 2005, str. 148). TW „Wilk” w
dniu 14 kwietnia znowu relacjonował
podróż ze Stanisławem Śmiglem do
Warszawy: „Rozmowa ze Śmiglem w czasie
drogi – Konrad obecnie bardzo [powiązał] się ze Zw. Młodych Polaków w Gdańsku [chodzi
o RMP – dopow. JS] –
pisze artykuły (ostatni nr »Bratniaka«) [...] [w] piątek [11
kwietnia 1980 r. – dopow. JS] wieczór Wiesław zwołał zebranie (było
podobno 10 osób) – wystąpił aby wyrzucić »trójkę Śmigla, Kikę i Konrada« [a] mu
to nie wyszło – mimo że **
na to zebranie przyszli
później.) – ** się nie zgodzili – całkowicie zkompromitował [!] – on do tej
[pra]cy się nie nadaje – W czasie drogi wyciągnął opracowany
raport o szkolnictwie – wiozę to do Kowalskiej – raport jest opracowany widać przez
polonistę lub pedagoga obejmuje całe szkolnictwo zarówno podstawowe,
średnie i wyższe –
opracowała (Banach Krystyna –
taki był podpis. – Jak widzi pan wychodzimy z tym na teren
całej Polski. Korekty
tego robi Kowalska
wraz z Kawalcem[40].” (sygn.
IPN By 001/428, t. 2, k. 416).
Widać tu dwa wątki, przewijające się niejednokrotnie zarówno u TW „Wilk”, jak
i u
TW „Karol” – konflikty
personalne w łonie toruńskiej opozycji oraz
referat Małgorzaty Złotuchy
o szkolnictwie. Chamera nocował
u Stefana Kawalca: „Z Kawalcem dużo nie rozmawiałem ale mamy całą
noc – on poszedł do znajomych –
mam jego klucz – rano pójdę do
studentów tych od
Kiki[41]„ (sygn.
IPN By 001/428, t. 2, k. 417 rewers). To ten właśnie Stefan Kawalec i „Anka”
Kowalska mieli wykonać korektę tekstu
raportu Złotuchy przed jego wydrukowaniem. Z drugiego dnia pobytu w Warszawie
pochodzi m.in. taka oto
informacja, ważna chyba bardziej dla bezpieczniaków stołecznych: „Kolportażem (produkcją) prod*** ******* Bilski (już zna Czesia [zapewne
chodzi o Mirosława – dopow. JS] Chojeckiego)
– działa prawdopodobnie [w] »konspiracji« – o nim wie
tylko kilka wtajemniczonych
osób. Śmigiel sam wyjechał [z] W-wy o godz. 19.” (sygn. IPN By 001/428, t.
2, k. 418 awers). Na szczęście Śmigiel tym
razem, jeszcze świeżo
pamiętając wpadkę sprzed
miesiąca (podróż do Warszawy i z powrotem odbywała się podczas
weekendu 12-13 kwietnia 1980
r.), najwyraźniej wolał wracać
na własną rękę, a nie
w samochodzie Chamery,
aby ten nie o wszystkim wiedział.
Ale niejaki Bilski, utajniony
(być może do tego czasu)
przed bezpieką warszawską, przestał
być całkiem enigmatyczna postacią dzięki wtyczce z Torunia.
Oto donos
Stanisława Chamery czyli TW „Wilka” z 15 kwietnia 1980 r.: „Sprawozdanie
ze spotkania ze Śmiglem 15.IV.80 r. w Toruniu godz. 16.15-17.30 a) opowiada o aresztowaniu Konrada, Antka i
Niklaszewskiego (to że Niklaszewski dalej siedzi nie wie[42]
– U niego rewizja oraz
przesłuchanie dziewczyn ze
118. [...] b) jak układają się sprawy z Wiesławem »Wiesław szaleje« dziś znów [15
kwietnia 1980 r. – dopow. JS] zwołał zebranie na godz. 19.30 w
akademiku [...] »Nie
uważasz, że tę sprawę należy przeciąć – jaknajbardziej [!]
mówi Śmigiel – Jak Pan będzie
rozmawiał z W-wą, niech im
Pan to wszystko przedstawi –
Widać że jest przygnębiony i intenzywnie
[!] szuka poparcia. Jutro
wieczór wyjeżdża, czy na Wybrzeże – nie
szkoda – bo ja będę w Sopocie [w] wolną sobotę i spotkałbym się chętnie z
Borusiewiczem [!] – tutaj znów było
zarzekania [?], ale
ponieważ poprzednio zaprzeczył
– to
mówi – w sobotę będzie ktoś od
nas [zapewne chodzi o wizytę
Andrzeja Olszewskiego czyli TW „Karol”, który jednak do
Borusewicza nie przybył – dopow. JS] u
Borusiewicza [!] – ale to
już za późno – ja sam
się z nim postaram
zkontaktować [!] I tu znów Śmigiel –
proszę Borusiewiczowi [!] nakreślić sytuację która
powstała w Toruniu – dobrze jeśli z nim
się spotkam. Wracam w niedzielę wieczór – w poniedziałek [21
kwietnia 1980 r. – dopow. JS] zaraz się z
Panem zkontaktuję [!] – Przywiozłem trochę »Robotników« – mam tylko
przy sobie dwa egz. – to Panu dam – w sobotę lub w niedzielę –
powinno być dużo więcej.
– ****** mu materiały – ale nie chciał ich dać tylko zgodził się
odstąpić ******* [...] w tej chwili mówi że
[nie wie], jest
zaaferowany rozgrywką z
»Wiesławem« – i tutaj liczy na
mnie głównie jeśli chodzi o W-wę 15.IV.80 r. godz. 18.00” (sygn. IPN By 001/428, t. 3, k.
420-421). Niesnaski miedzy
kolegami opozycyjnymi trwały
w najlepsze, a
esbecy zacierali ręce, bo
je znakomicie „monitorowali”... W dodatku podczas owego drugiego weekendu kwietnia mogli sobie
oszczędzić zatrzymywania Śmigla, który
w tym czasie był „monitorowany” przez Chamerę...
Tymczasem do
pisemnej rekomendacji „kolektywnej”, udzielonej Olszewskiemu na
jego pobyt w
Gdańsku, doszła pisemna rekomendacja indywidualna, udzielona przez Turzyńskiego Olszewskiemu, adresowana bezpośrednio do Magdaleny Modzelewskiej, a pośrednio do
innych trójmiejskich działaczy (TW „Karol”
po wykorzystaniu w Gdańsku
przekazał swojemu oficerowi prowadzącemu ten list):