Podziemne Wydawnictwo ,,Kwadrat" - ,,Solidarność" Toruń 

                                Wojciech Polak
 
           
    CZAS LUDZI NIEPOKORNYCH    
 
Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”  i inne ugrupowania niezależne w Toruniu i Regionie Toruńskim (13 XII 1981  –   4 VI 1989)
 

 
II. Początki toruńskiego podziemia. Pierwsze akcje protestacyjne (13 XII 1981 r.
– koniec kwietnia 1982 r.)
 
1. Struktury zapasowe „Solidarności” w regionie Toruńskim.
          O  stanie wojennym (używano raczej określenia: wyjątkowego) mówiono na
jesieni 1981 r. dużo, niewiele jednak osób tak naprawdę wierzyło w jego
wprowadzenie. W piątek – 11 XII 1981 r. odbywał się w Auli UMK  Zjazd Delegatów
NSZZ „Solidarność” Regionu Toruńskiego. W trakcie obrad docierały liczne
niepokojące informacje o koncentracji wojsk.  Wiceprzewodniczący Zarządu Regionu
– Zbigniew Iwanów systematycznie przekazywał zgromadzonym owe informacje. Do
delegatów dotarł nawet telegram informujący o przemieszczaniu się kolumn czołgów
z Koszalina do Gdańska. Wszystko to jednak zlekceważono. Ktoś nawet stwierdził,
że władze na pewno „nie pójdą na wojnę z całym narodem”. Wśród zebranych krążyła
jednak myśl o powołaniu „zapasowego garnituru” regionalnego kierownictwa
Związku, o konieczności zabezpieczenia sprzętu, zorganizowania środków
łączności. O sprawach tych rozmawiano także na posiedzeniach Prezydium Zarządu
Regionu. Konkretnych działań jednak nie podjęto. Nie dyskutowano też na temat
propozycji jednej z delegatek, aby w zakładach pracy powołać milicję
robotniczą.[371] Uznano jedynie, że w sytuacji nadzwyczajnej będzie można
wykorzystać pewne „struktury zapasowe”, które zorganizowano w czasie tzw.
kryzysu bydgoskiego (na wypadek strajku generalnego). W niektórych zakładach
istniały od tego czasu wyznaczone konspiracyjne Komisje Zakładowe. Ich prace
mieli koordynować Zbigniew Iwanów i Wiesław Jankowski.[372] Taka struktura
konspiracyjna istniała np. w „Apatorze”. Przewodniczący Komisji Zakładowej
„Solidarności” w tym zakładzie – Stanisław Wiśniewski kilkakrotnie przeprowadzał
szkolenia na wypadek potrzeby działania w warunkach stanu wyjątkowego. Część z
osób z tej struktury bardzo aktywnie dzialała po 13 XII 1981 r. [373] Były też
powołane (zapewne także od czasu kryzysu bydgoskiego) w Toruniu pewne okręgi, w
których zakłady pracy miały w razie strajku generalnego prowadzić wspólne
działania. Wiemy, że realne przygotowania   na taką ewentualność czynił jedynie
jeden  okręg, a mianowicie Toruń – Mokre.[374] Po wprowadzeniu stanu wojennego,
jeszcze w grudniu 1981 r. zbierali się i planowali działania  konspiracyjne
działacze tego okręgu: Marek Wierzchowski, Mirosław Przygucki, Stanisław
Wielgosz, Kazimierz Noga,  Piotr Łukaszewski – wszyscy zatrudnieni w Elanie oraz
Władysław Krypel z Geofizyki, Ryszard Pawełczyk z „Apatora” i Marek Chojecki z
Polmozbytu.[375] Pierwsze zebrania odbyły się 14 XII w Hotelu Robotniczym
„Elany” i  15 XII 1981 r. w mieszkaniu Marka  Wierzchowskiego. Na tym drugi,
zebraniu przyjęto podstawowe zasady działania. Stwierdzono, że nie ma szans na
szybkie podjęcie strajku. W związku z tym należy koncentrować się na  
przygotowaniu się do druku i  kolportażu ulotek i pism podziemnych. Pierwsze
ulotki, pisane na maszynie, działacze z Elany otrzymali od Grzegorza
Drozdowskiego, asystenta w Instytucie Matematyki, a równocześnie działacza
„Solidarności” na UMK. Wiadomo też o zebraniach w  których, oprócz ludzi z
zakładów dzielnicy Toruń – Mokre, uczestniczyli przedstawiciele innych zakładów
pracy Torunia. Odbywały się one w bliżej nieznanym mieszkaniu prywatnym na
Rubinkowie. Brali w nich udział m. in.: Piotr Łukaszewski („Elana”), Kazimierz
Noga („Elana”), Wiesław Olszak („Towimor”), Andrzej Olszewski („Merinotex”),
Wiesław Skrzypczyński („Polchem”). Także i na tych zebraniach stwierdzono, że
nie ma szans na podjęcie strajku generalnego. Gdy działacze przybyli na kolejne
zebranie w owym mieszkaniu, z przerażeniem stwierdzili, że zostało ono spalone
(w sensie dosłownym). Więcej się już w tym składzie nie spotkali.[376] Jak więc
widać owe „struktury zapasowe” Związku w Regionie Toruńskim nie podjęły w
istocie działalności. Wyjątkiem był wspomniany  okręg Toruń – Mokre, wokół
którego  koncentrowali się też działacze z innych zakładów pracy Torunia. Okręg
ten odegrał kluczową rolę w tworzeniu pierwszych regionalnych struktur
podziemnych w Toruniu.
     Dodajmy, że w pierwszych dniach stanu wojennego nie do końca było jasne co
właściwie się stało, jak potoczą się wypadki, jakie naprawdę represje grożą za
działalność związkową. Niestety rzeczywistość okazywała się bardzo ponura. Stan
wojenny firmowało ciało o nazwie Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego    (WRON).
Szybko zaczęto  nazywać ją powszechnie wroną, co dawało duże możliwości
układania dowcipnych haseł (np. Wrona skona, Orła wrona nie pokona), wierszyków
i piosenek. W skład WRON wchodziło 17 generałów (z Wojciechem Jaruzelskim na
czele), 3 pułkowników i 2 podpułkowników. Z czasem okazało się, że faktyczne
uprawnienia tego ciała były niewielkie. Władzę sprawował w istocie gen.
Jaruzelski z wąskim gronem współpracowników.  W poszczególnych województwach
powołano komendantów wojskowych, będących formalnie pełnomocnikami Komitetu
Obrony Kraju. W Toruniu został nim gen. Zdzisław Ostrowski. Dnia 16 VI 1982 r.
zastąpił go płk Kazimierz Chudy. Dużą rolę w sprawowaniu władzy w terenie
odgrywały Wojewódzkie Komitety Obrony (WKO).[377] W Toruniu na czele tego ciała
stał wojewoda Stanisław Paczkowski. Jego zastępcą (a faktycznym szefem) był płk
Zenon Marcinkowski, komendant wojewódzki MO. Zawieszono działalność wszelkich
stowarzyszeń, organizacji, związków zawodowych. Zakazywano organizowania
strajków, akcji protestacyjnych i zgromadzeń (z wyjątkiem religijnych). Część
zakładów pracy zmilitaryzowano i oddano pod zarząd wojskowych komisarzy. W
województwie toruńskim w pierwszych tygodniach stanu wojennego usunięto 70 osób
spośród kadry kierowniczej zakładów pracy. Zastąpiono je bardziej
dyspozycyjnymi. Zwolniono m in. dyrektorów „Towimoru”, „Metalchemu”, Toruńskiego
Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego,  grudziądzkiej „Warmy”.[378]
Zawieszono zajęcia w szkołach i na wyższych uczelniach.  Wydano zakaz wydawania
gazet, z wyjątkiem Trybuny Ludu, Żołnierza Wolności i niektórych lokalnych.
Wyłączono telefony (później wprowadzono oficjalny podsłuch telefoniczny),
wprowadzono zakaz przemieszczania się bez przepustki poza miejsce zamieszkania.
Wprowadzono też godzinę milicyjną od 2200 do 600. Obwieszczenie o wprowadzeniu
stanu wojennego ze względu na bezpieczeństwo państwa, wydrukowane na terenie
Związku Sowieckiego, a rozklejone  na ulicach polskich miast, wyjaśniało też
pojęcie internowania:
     Osoby, mające ukończone lat 17, w stosunku do których istnieje uzasadnione
podejrzenie, iż pozostając na wolności prowadzić będą działalność zagrażająca
bezpieczeństwu państwa mogą być internowane w ośrodkach  odosobnienia na czas
obowiązywania stanu wojennego – na podstawie decyzji komendanta wojewódzkiego
Milicji Obywatelskiej.[379]
     Wprowadzono także tryb doraźny  postępowania w sprawach karnych. Dotyczyło
to także wszystkich przestępstw politycznych. Rozprawa mogła się odbywać w
sądzie wojskowym lub cywilnym, ale wyrok nie ulegał zaskarżeniu, a minimalna
kara wynosiła 3 lata więzienia.[380]
 
 
2. Próby ostrzegania przed działaniami  władz podejmowane w nocy z 12/13 grudnia
1981 r.
 
     W nocy z 12/13 XII grupa studentów - działaczy NZS oraz pracownik Zarządu
Regionu – Marian Wojtczak jeździli po zakładach pracy, aby poinformować
działaczy „Solidarności” o aresztowaniach i działaniach oddziałów milicyjnych i
wojskowych. Do „Polchemu” udali się  student historii Andrzej Ryba i Marian
Wojtczak. Zawiadomili on działaczy „Solidarności” o wypadkach. Ci postanowili
jednak czekać z decyzją do dnia następnego, gdy przyjdzie poranna zmiana.
Niestety, rano wojsko i milicja zajęły zakład. Ryba i Wojtczak byli też w
„Merinotexie”, ale nie znaleźli tam żadnego działacza „Solidarności”. Pod
„Towimorem” zaś było tyle milicji, że nie mogli tam dotrzeć. Andrzej Bokiniec,
student archeologii, wraz ze studentem o imieniu Robert (z pedagogiki) pojechali
do „Toralu” i do „Elany”. W „Toralu” ostrzeżenia zlekceważono, a w „Elanie”  
także nikogo nie zastano. [381]  Następnego dnia rano do „Elany” również
wkroczyło wojsko. Wprawdzie Andrzej Ryba i Marian Wojtczak do „Towimoru” nie
dotarli, ale robotnicy tego zakładu pracy zostali ok. godz. 1-2 w nocy
powiadomieni o wypadkach (jeszcze przed przybyciem milicji), gdyż dostał się  
tam działacz „Solidarności” Janusz Różycki, któremu udało chwilowo uciec przed
internowaniem. Pozwoliło to przewodniczącemu „Solidarności” w Towimorze –
Romanowi Sochowskiemu zabezpieczyć mienie zakładowej „Solidarności”.[382]
     Osobną akcję zawiadamiania zakładów pracy o wypadkach podjął pracownik
naukowy UMK – mgr Andrzej Zybertowicz. W tym czasie mieszkał on w Hotelu
Asystenckim i usłyszał krzyki zatrzymywanego Wiesława Cichonia: Jestem Cichoń,
biorą mnie ubole. Pobiegł więc do telefonu, a gdy skonstatował, że telefony nie
działają powiadomił o wypadkach działacza NZS w Domu Studenckim nr 10. Następnie
pojechał do gmachu MKZ na ul. Mickiewicza, gdzie mógł obejrzeć zniszczenia
dokonane w wyniku zomowskiej interwencji. Zgodnie ze statutem „Solidarności”
reakcją na takie działania władz powinien być automatyczny strajk. Zybertowicz
udał się więc taksówką do „Elany”, gdzie nie zastał jednak nikogo z Komisji
Zakładowej „Solidarności”. Pojechał więc do mieszkania prywatnego jednego z
elanowskich działaczy i przekonywał go do podjęcia nazajutrz strajku. Udał się
też do zakładów „Apator”, ale i tam nie zastał działaczy „Solidarności”. Potem
Zybertowicz powiadomił o wypadkach redaktora „Wolnego Słowa” -  Zdzisława
Dumowskiego i pracownika naukowego UMK – Grzegorza Drozdowskiego. Następnie,
wraz z innym naukowcem z UMK – mgr Adamem Tomaszem Benschem udał się do domu
prof. Jana Głuchowskiego, przewodniczącego „Solidarności” na UMK. Zastał jednak
tylko żonę profesora, która powiedziała, że męża nie ma  w Toruniu.[383]
      Natomiast  Marek Berak, któremu udało się uniknąć internowania, udał się
do siedziby Pogotowia Ratunkowego przy Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym na
Bielanach. Dotarł tam też syn Krystyny Sienkiewicz – Konrad Sienkiewicz jr. Na
prośbę zebranych działaczy jeden z lekarzy jeździł karetką pogotowia po Toruniu
i ostrzegał osoby zagrożone internowaniem. Wszędzie jednak przybywał za
późno.[384] Być może z tej samej karetki rozrzucano po ulicach miasta  w dniu 13
XII 1981 r. ulotki z apelem „Do wszystkich Polaków” sygnowane przez Komitet
Strajkowy Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Toruniu. Informowały one o
zatrzymaniach, przerwaniu łączności telefonicznej co uniemożliwia wezwanie
karetki pogotowia, wzywały do ogłoszenia strajku generalnego. W ulotkach
pojawiła się też informacja o pobiciu w  Grębocinie starszych ludzi za to, że
bronili córki przed internowaniem. Chodzi niewątpliwie o sprawę Alicji
Kuczkowskiej. Nie wiemy kto te ulotki zredagował i wydrukował, pewne szczegóły
wskazują, że były one powielone w w strajkującym budynku Rektoratu UMK. Ich plik
zebrała działaczka „Solidarności” z Apatora – Mirosława Wroniecka i rozwiesiła
nazajutrz w swoim zakładzie pracy (wraz z m. in. Jerzym Chudańskim).[385] W nocy
12/13 XII 1981 r. także dwaj działacze „Solidarności” z „Geofizyki” – Piotr
Borek i Michał Subocz jeździli po mieszkaniach i ostrzegali przed
internowaniami.[386]
           Próba zatrzymania członka Zarządu Uczelnianego NZS UMK Wiesława
Janowskiego w Domu Studenckim nr 5, wieści o zatrzymywaniu działaczy
„Solidarności” oraz wchodzenie „esbeków” do DS – 3 zaalarmowały przebywających w
Toruniu działaczy NZS. Grupa studentów, która zebrała się w DS – 5 zaczęła
chodzić do aktywniejszych członków NZS i ostrzegać ich. Jak pamiętamy, Jacek
Klimek i Mirosław Mazurek udali się do mieszkania przewodniczącego ZU NZS UMK
Władysława Wilkansa. Wprawdzie Wilkansa zatrzymano na schodach, ale  Mazurka i
Klimka, po wylegitymowaniu wypuszczono. Udali się więc oni do mieszkania rektora
Stanisława  Dembińskiego. Szczęśliwy traf spowodował, że znajdowali się tam
także trzej prorektorzy (profesorowie: Władysław Bojarski, Jan Kopcewicz i
Sławomir Kalembka) na małej uroczystości towarzyskiej.  Studenci opowiedzieli o
okolicznościach zatrzymania Wilkansa i o tym, że dzieje się coś nadzwyczajnego.
Rektorzy początkowo nie dowierzali, ale przekonał ich milczący telefon.[387]
Wkrótce z hiobowymi wieściami przybyła druga, trzyosobowa grupa studentów:
Andrzej Ryba, Andrzej Bokiniec i ów student pedagogiki o imieniu Robert.[388]  
Po chwili  do mieszkania rektora przybyło także kilku profesorów, m. in. prof.
Ryszard Bohr. Wszyscy mówili o zatrzymaniach, kolumnach wojskowych pojazdów na
ulicach, zajmowaniu obiektów publicznych. Profesor Bohr był już wcześniej na
komendzie przy ul. Grudziądzkiej, u płk Marcinkowskiego, ale został wręcz
zlekceważony. Cała czwórka rektorów udała się więc do Komendy Wojewódzkiej MO.
Tam odbyli krótką rozmowę z pułkownikiem Zenonem Marcinkowskim. Komendant
wojewódzki, ubrany w panterkę, powtarzał nieustannie, że zabawa się skończyła i
żarty się skończyły i że odtąd za  uniwersytet i studentów rektorzy odpowiadają
osobiście. Niczego jednak nie chciał wyjaśnić. Na nalegania rektora Dembińskiego
w sprawie uwolnienia Wilkansa odpowiadał ogólnikowo i wymijająco.  W pewnym
momencie wymsknęło się mu określenie „stan wyjątkowy”. Rektor Bojarski
podchwycił to i stwierdził, ze w takim razie nie ma o czym rozmawiać. Wtedy
Marcinkowski wręcz gwałtownie zaprzeczył, że użył takiego określenia. Widocznie
był kategoryczny zakaz używania tego terminu przed porannym przemówieniem
Jaruzelskiego. W sprawie zatrzymanych stwierdził tylko, że wszystko jest w
porządku, ale nie chciał niczego wyjaśniać. Zasugerował jedynie, że wydarzenia
mają wymiar ogólnospołeczny i zalecał słuchanie radia lub ogladanie telewizji o
godzinie 6 rano. Nie zaprosił nawet rektorów do pokoju, rozmowa odbyła się na
korytarzu. [389]           
     Następnie rektor Dembiński i jego zastępcy udali się do radia studenckiego
w DS – 3. Rektorzy zastali tam już grupę studentów nadających informacje o
sytuacji przez radio. Sami też przystąpili do nadawania uspokajającego
komunikatu. Jego brzmienie było mniej więcej takie: W obecnej trudnej i
dramatycznej sytuacji wzywamy do zachowania spokoju i odpowiedzialnej postawy.
Rektorzy prosili też, aby studenci pozostawali w akademikach i zorganizowali
straże przy drzwiach.[390]  W studium radiowym byli też, jak pamiętamy,
działacze NZS: Wiesław Janowski, Jacek Kalas i Krystyna Matkowska. Gdy w
rozmowie z profesorem Bojarskim powiedziała ona, iż wprowadzono zapewne stan
wojenny, ten objął ją po ojcowsku i powiedział: Dziecko przecież takich rzeczy
nie można zrobić![391]  Jacek Kalas nadawał przez radio komunikaty o kolejnych
zatrzymaniach a nawet o formowaniu się podziemia.[392] Bliżej nieznani student i
studentka wychodzili kilka razy z akademika i przynosili informacje z tego co
się dzieje na zewnątrz  (w pobliżu DS –3  wojsko zajmowało m. in. pocztę przy
ul. Moniuszki). Na pytanie prorektora Bojarskiego jak unikają zatrzymania przez
milicję, odpowiedzieli oni, że gdy widzą nadjeżdżający wóz milicyjny, to
zaczynają się namiętnie całować i funkcjonariusze zostawiają ich w spokoju.[393]
Rektorzy przebywali w akademiku do rana.[394]
 
3. Akcja ratowania mienia „Solidarności” i Niezależnego Zrzeszenia Studentów.
 
     W nocy 12/13 XII 1981 r. spora grupa studentów prowadziła akcję ratowania
mienia NZS i „Solidarności”. Działacze toruńskiego NZS: Piotr Gierszewski,
Mirosław Maciejewski i Zbigniew Zygora ukryli książki z biblioteki  Zrzeszenia
na Wydziale BiNOZ. Schowali je za materacami w magazynie akademika. Niestety
zostały one później odnalezione i skonfiskowane. Wyżej wymieniona trójka oraz  
studentka polonistyki Joanna Perkowska i student o nazwisku Wronkowski brali
udział w przewiezieniu używanego przez Zrzeszenie powielacza  z DS – 7 na
Bielanach do DS – 5 w centrum miasta. Jako środek transportu posłużył samochód
Wronkowskiego, który osobiście nim kierował. Jechała z nim Perkowska i
Gierszewski. Powielacz nie mieścił się w bagażniku i wystawał znad uchylonej
klapy. Podczas mijania kolumn samochodów wojskowych studenci przeżywali więc
chwile strachu. Powielacz zawieziono do DS – 5, gdzie wydrukowano jedną z
pierwszych toruńskich ulotek w stanie wojennym.
      Gorączkowe prace trwały  w DS – 5 i w dniach następnych. Grupa studentów
wywiozła i ukryła cały zapas papieru działacza NZS - Wiesława Janowskiego –
ponad 200 ryz formatu A-3, a także inne materiały poligraficzne i książki.  
Wszystko to było przechowywane  uprzednio w pokoju NZS w DS – 5. W akcji wzięli
udział studenci: Krzysztof Gołębiowski, Szczęsny Kamiński, Ryszard Rychlik,
Andrzej Wroński, Sławomir Krotoszyński, Andrzej Chajkowski, Stanisław Bała,
Krzysztof Firtus, Bogdan Kulesza, Waldemar Romanowski, Wiesław Szlachetka.
Ogromną odwagą wykazali się naukowcy:   dr  Edmund Lisicki i doc. Andrzej
Bielski z Instytutu Fizyki. Pierwszy  własnym fiatem przewoził materiały
ewakuowane z akademika, drugi przechowywał je w pomieszczeniach swojego
Instytutu na uczelni. W przechowywanie  papieru i sprzętu poligraficznego
zaangażowani byli także dr Romuald Bobkowski, Jerzy Wolnikowski i Wiktor
Bączkowski.   Papier i książki rozmieszczono także po mieszkaniach prywatnych.  
Część zaniesiono do Studenckiej Spółdzielni Pracy „Małgosia”, gdzie przechowywał
je dzielny p. Mieczysław Kołodziejski. Niektóre osobiste książki Wiesława
Janowskiego  schowano w DS – 5 pod podłogą szafy w pokoju 25. Tam też trafiła
przydźwigana z   przedsiębiorstwa Geofizyka, przez Krzysztofa Gołębiowskiego
„Kronika toruńskiego KOR”, przekazana przez Józefa Domiana. Wcześniej
przechowywał ją w Geofizyce Jan Wieczerzak, z myślą o jej publikacji.[395]
     W Instytucie Fizyki doc. Andrzej Bielski ukrył też blaszane matryce
offsetowe do druku „Zniewolonego umysłu” Czesława Miłosza i  „Małej Apokalipsy”
Tadeusza Konwickiego. Później przechowywała je w piwnicy p. Maria Beszczyńska.
[396]
         Grupa studentów wzięła też udział w akcji wynoszenia papieru i sprzętu
z magazynu Zarządu Regionu „Solidarności”, który znajdował się w barakowozie i w
barakach za hotelem „Kosmos”. Materiały noszono w torbach i umieszczano
najczęściej w prywatnych piwnicach. Najwięcej, bo ok. 300 – 400 ryz trafiło do
mieszkania Pawła Rzoski na Starym Mieście w Toruniu. W akcji tej wzięli udział
m. in. studenci: Małgorzata Nowak, Barbara Oleśków, Mirosław Dembiński, Paweł
Rzoska, Jerzy Kamiński, Dorota Szupryczyńska.[397]
     13 i 14 XII bliżej nieznane materiały „Solidarności” przenosili też Andrzej
Ryba i Andrzej Bokiniec.[398]
     W „prace zabezpieczające” bardzo aktywnie zaangażował się też pracownik
Zarządu Regionu – Marian Wojtczak. Dnia 13 XII 1981 rano przewiózł on (wraz z
bratem – Piotrem Wojtczakiem i Waldemarem Rutkowskim) powielacz na którym
studenci drukowali ulotki w DS – 5 do kościoła Najświętszej Marii Panny w
Toruniu, gdzie za zgodą księdza Józefa Nowakowskiego został ukryty w budynku
obok plebanii. Administracja uczelni pamiętała jednak o tym powielaczu i
zwróciła rektorom uwagę, że pozostawienie go w rękach studentów może spowodować
represje. Rektorzy skontaktowali się więc z jednym z członków Zarządu
Uczelnianego i w poniedziałek 14 XII prorektor Jan Kopcewicz wraz z dwójką
studentów przywieźli powielacz do rektoratu. I tym razem maszyna wystawała z
bagażnika. Jadący samochodem przeżywali chwile grozy, gdyż aż do auli UMK
podążał za nimi samochód milicyjny, jak się okazało przypadkowo.[399] Dodajmy,
że grupa członków Zarządu Uczelnianego uważała, że ich kolega zrobił błąd
oddając powielacz.  Drugi powielacz znajdujący się w rękach działaczy NZS UMK
został  na początku grudnia 1981 r. oddany do naprawy w punktu naprawczego na
ul. Mostowej i znajdował się w nim w momencie ogłoszenia stanu wojennego. Nocą
12/13 XII 1981 r. Marian i Piotr Wojtczakowie wynieśli też powielacz z siedziby
„Cukrowni Toruńskich”, zanim milicja wyrzuciła strajkujących rolników. Powielacz
ten przewieziono do pracowni artysty Marka Sobocińskiego i ukryto w specjalnej
skrytce, która miał on w owej pracowni. Nazajutrz jednak ojciec Mariana i Piotra
Wojtczaków – Czesław zorganizował wywiezienie powielacza przez ciężarówkę będącą
własnością przedsiębiorstwa „Zieleń Miejska”. Zawieziono go do domu Magdaleny
Wyszomirskiej – Głębowicz i Henryka Wyszomirskiego przy ul. Fałata. Tam
wyremontował go nieco Piotr Hryniewicz. Stamtąd zabrał go trzeci z braci
Wojtczaków – Michał i wykorzystał do drukowania pisma „Kontra” (piszemy o tym
nieco dalej).[400] O ukryciu powielacza w pracowni Sobocińskiego wiedziało kilka
osób. Jedna z nich z pewnością była konfidentem SB, gdyż wkrótce przyszli do
pracowni funkcjonariusze SB i zażądali od właściciela lokalu kluczyka od
skrytki. Była ona jednak pusta, co zdziwiło niezmiernie także Sobocińskiego,
który nie wiedział o wywiezieniu powielacza. Marian i Piotr Wojtczakowie udali
się 14 XII także do rozbitej siedziby Zarządu Regionu i wynieśli z niego trochę
książek wydawnictw niezależnych.
     Trzeba dodać, że prace zabezpieczające mienie i dokumenty Komisji
Zakładowych „Solidarności”  podjęto w wielu zakładach pracy Torunia, m. in. w
Geofizyce (dokumenty ukryto w Dziale Geologii, gdzie przeleżały szczęśliwie
przez następne lata) i w Szpitalu Miejskim przy ul. Batorego.[401] W „Apatorze”
dokumenty ukryto w Sekcji Zaopatrzenia pod metalową szafą, gdzie przetrwały one
szczęśliwie do czasu reaktywowania legalnej „Solidarności”.[402]
     Zdemolowana siedziba Zarządu Regionu stała pusta aż do wtorku – 15 XII 1981
r. wieczorem. W poniedziałek rano przyszli do niej etatowi pracownicy Zarządu:
Jan Rzepiński (internowano go dopiero 29 XII 1981 r.), Ewa Łozińska –Małkiewicz
(także internowana – 28 XII 1981 r.), Anna Thiem, Jan Stromidło, Krzysztof
Żabiński, Anna Stawińska, Marian Wojtczak (internowany 29 XII 1981 r.), Ryszard
Szczepankiewicz, Piotr Hryniewicz. Przez cały dzień zabezpieczali oni ważniejsze
papiery, niektóre palili w piecach. Wynieśli też całą bibliotekę wydawnictw
niezależnych Zarządu Regionu. Prace kontynuowali we wtorek, po czym wydelegowane
zostały trzy osoby: Ryszard Szczepankiewicz, Jan Rzepiński i Ewa Łozińska –
Małkiewicz, które udały się do Urzędu Wojewódzkiego, aby przekazać budynek
pełnomocnikowi ds. związków zawodowych  Władysławowi Skierskiemu. W urzędzie po
ich przybyciu powstała niemała panika, w końcu wyznaczona została grupa
urzędniczek w celu dokonania inwentaryzacji mienia  w budynku Zarządu Regionu.
Przez długie godziny chodziły one wraz z pracownikami zarządu i spisywały to co
ocalało. Ktoś jednak zauważył, że w budynku palą się światła i chodzą po nim
ludzie. O godzinie 1730 pod siedzibę Zarządu Regionu podjechało dziesięć nysek i
jedna ciężarówka z funkcjonariuszami ZOMO i milicji. Było ich zapewne ponad 200.
Wtargnęli brutalnie do budynku, nie dając nikomu nic wytłumaczyć, nawet
przestraszonym urzędniczkom z Urzędu Wojewódzkiego. Najpierw dokonali kolejnych
zniszczeń (jeżeli jeszcze było co niszczyć). Później  całe mienie „Solidarności”
zaczęli wynosić i ładować bezładnie do ciężarówki. Pracowników Zarządu Regionu
traktowali bardzo brutalnie. O godzinie 2000 wszyscy odjechali, tak że wejściowe
drzwi budynku zamknęli i zaplombowali Piotr Hryniewicz i Jan Rzepiński.[403]
    W czasie owych „prac zabezpieczających” w siedzibie Zarządu Regionu trójka
pracowników i działaczy „Solidarności” –  Józef Bartłomiej Karabin (pracownik
zakładów Graficznych w Toruniu), Anna Stawińska (kasjerka Zarządu Regionu) i
Anna Thiem (referentka w Zarządzie Regionu toruńskiej „Solidarności”) zajęła się
sprawą związkowych pieniędzy. Zabezpieczyli oni w siedzibie Zarządu Regionu
kasetkę z gotowką i rozdzielili ją w formie zapomóg pomiędzy pracowników Związku
(pomagał im w tym także Adam Kłobukowski). Wypłacając zapomogi pobierali oni
pokwitowania, które później znaleziono podczas rewizji. Anna Thiem wystawiła
także legitymacje związkowe dla kilku pracowników  Związku, posługując się
zabranymi z siedziby zarządu blankietami. Na legitymacjach wypisała datę: 14 XII
1981 r. Przyzwyczajenie do legalnych form działalności okazało się więc  tym
wypadku zgubne. Józefa Bartłomieja Karabina aresztowano 10 I 1982 r. a  Annę
Stawińską 13 I 1982 r. Annę Thiem najpierw internowano (28 XII 1981 r.) a
następnie aresztowano (29 I 1982 r.). Oskarżycielem był (podobnie jak w
większości spraw politycznych w tym czasie) prokurator Antoni Białowicz. Na
szczęście Sąd Wojewódzki „oddoraźnił sprawę” i 18 II 1982 r. wydał wyrok
skazujący całą trójkę na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu i po 10 tys. zł
grzywny. Składowi sędziowskiemu przewodniczył Bogdan Sudolski, pozostali
sędziowie to: Jerzy Kaźmierczak i Wojciech Dąbkiewicz. [404]   Doskonałą mowę
obrończą wygłosiła na rozprawie mecenas Ewa Zalewska. Po ogłoszeniu wyroku
oskarżeni dostali biało – czerwone wiązanki kwiatów.[405] Prokurator Rejonowy w
Toruniu Józef Lubomski złożył wniosek o rewizję do Sądu Najwyższego, ale nie
został on uwzględniony.[406]
 
 
4. Jednodniowy strajk na UMK.
 
     Jedynym toruńskim zakładem pracy w którym podjęto 13 XII całodniową akcję
protestacyjną w postaci strajku był Uniwersytet Mikołaja Kopernika. W rektoracie
od wczesnego rana przebywała grupa działaczy i członków „Solidarności” z  dr
Andrzejem Lewandowskim na czele. Byli wśród nich: Lucyna Lewicka, Stanisława
Piotrowska, Mirosława Sztolberg – Bybluk,  Kazimierz Borkowski, Grzegorz
Drozdowski, Bogdan Makowski, Leszek Gulewski. Ogłosili oni strajk. Z okna  
wywiesili flagę „Solidarności”. Z pomocą przybyłego do rektoratu redaktora pisma
toruńskiej „Solidarności” -  Wolnego Słowa Włodzimierza Tribusa oraz Andrzeja
Zybertowicza  została napisana ulotka informująca o działaniach przeciwko
związkowi i aresztowaniu działaczy, zaczynająca się od słów Do wszystkich
Polaków. Pojawił się w niej też apel o podjęcie działań protestacyjnych,
przewidzianych w takich wypadkach statutem Związku. Ulotkę powielano na
kserografie, który jednak się zepsuł – zaczął się palić. Część nakładu
przepisywano więc na maszynie do pisania. Egzemplarz umieszczono na szybie
rektoratu.  Poza tym jednak działacze nie wiedzieli za bardzo co robić, brak
było jakichkolwiek informacji, chociażby o sytuacji w dużych zakładach pracy
Torunia. Asystent z matematyki – Grzegorz Drozdowski wraz kilkoma kolegami
pojechał więc samochodem do Elany, aby zorientować się w sytuacji. Koło fabryki
został zatrzymany przez milicję, po kilku godzinach jednak go zwolniono. Na
rozpoznanie wyruszyła więc Lucyna Lewicka, która przyniosła mało pocieszające
wieści. UMK był jedyną instytucją, która prowadziła w Toruniu protest. Warto
dodać, że protestujących w rektoracie odwiedził m. in. były rektor prof. Ryszard
Bohr, który okazał im wiele serdeczności. Wieczorem, wobec wiadomości o
opanowaniu wszystkich toruńskich zakładów przez siły bezpieczeństwa, działacze
„Solidarności” zadecydowali o rozejściu się do domów. W dniach 13 i 14 XII
1981r. dokonali oni jednak zabezpieczenia dokumentów i przedmiotów będących
własnością Związku.[407]  Dnia 14 XII 1981 r.  mgr Krzysztof Obremski (asystent
w Instytucie Polonistyki na UMK) wywiózł na sankach z siedziby „Solidarności”
UMK w Rektoracie i ukrył w Collegium Maius sporą ilość papieru. Obremski i
asystent z Instytutu Matematyki – Grzegorz Drozdowski wynieśli też z Biblioteki
Głównej i ukryli dwie walizki książek tzw. drugiego obiegu wydawniczego.[408]
 
5. Akcja ulotkowa toruńskiego NZS w pierwszych dniach stanu wojennego. Proces
działaczy „Towimoru”.
 
     W pierwszych dniach i tygodniach stanu wojennego wiele działań mających na
celu wyrażenie protestu i sprzeciwu podejmowanych było w sposób spontaniczny.
Sporo osób własnoręcznie  produkowało ulotki lub plakaty, a następnie
kolportowało je na ulicach, klatkach schodowych lub w zakładach pracy. Próbowano
też organizować akcje protestacyjne w zakładach pracy. Poza owym skromnym
strajkiem na UMK  nie było jednak w Regionie Toruńskim dłuższej akcji
strajkowej. Szok i zastraszenie społeczeństwa po 13 XII było ogromne, działaczom
Związku trudno było poderwać pracowników do akcji jawnych, za które groziły
poważne represje. Więcej chętnych znajdowało się do akcji konspiracyjnych.
     Jedną z pierwszych toruńskich  ulotek  w stanie wojennym wydrukowali, jak
pamiętamy, studenci w DS – 5, w jednym z pokojów (już po godzinie 6 rano).
Zredagowała ją na podstawie informacji zdobytych w radio studenckim Joanna
Perkowska. Ona także napisała tekst na matrycy.[409] Ulotka zawierała informacje
na temat aresztowań: Wiesława Cichonia, redaktora naczelnego „Wolnego Słowa”, a
także przewodniczącego Zarządu Regionu „Solidarności” – Antoniego
Stawikowskiego, członka Zarządu Regionu – Gerarda Piechockiego, naukowców z UMK:
prof. Jerzego Tomaszewskiego, doc. Jacka Karwowskiego, dra Jerzego Wieczorka.
Mówiła także o aresztowaniu Władysława Wilkansa, próbie zatrzymania Jacka Kalasa
i Wiesława Janowskiego, zatrzymaniu i zwolnieniu Krystyny Matkowskiej oraz
Krzysztofa Pikusa. W ulotce znalazły się także informacje na temat włamania się  
milicji do siedziby Zarządu Regionu oraz wyrzucenia strajkujących rolników z
budynku „Cukrowni Toruńskich”.[410] Rano  Joanna Perkowska zaniosła ulotki do
kościoła św. Ducha (oo. jezuitów) i za zgodą ojca Władysława Wołoszyna rozłożyła
na ławkach świątyni. Część ulotek zaniosła także do kościoła św. Jakuba i także
rozłożyła na ławkach. Ulotki do kościołów w centrum miasta nosił także student
Paweł Rzoska oraz inni studenci fizyki i matematyki zamieszkali w  DS –5. Warto
dodać, że gdy studenci nadający komunikaty przez radio poinformowali o
zdemolowaniu przez milicję siedziby zarządu regionu NSZZ „Solidarność” Joanna
Perkowska wraz z studentem o nazwisku Wronkowski pojechali obejrzeć zniszczenia.
[411]
     Powielacz na którym drukowali studenci został jak wiemy,  w następnych
dniach zwrócony administracji uniwersytetu.  Grupa działaczy NZS postanowiła
więc odebrać z punktu naprawczego drugi powielacz. Dokonali tego członkowie
Zarządu Uczelnianego NZS: Grzegorz Górski i Grzegorz Misiakowski i zawieźli do
piwnicy przy mieszkaniu babci Grzegorza Misiakowskiego na ulicy Matejki. Stamtąd
zabrała go samochodem – działaczka toruńskiego NZS Jolanta Jażewska wraz z
księdzem z parafii Wniebowzięcia NMP w Toruniu – Edmundem Grzenkiewiczem. Dalszy
sposób transportu powielacza jest  dość niejasny. Trafił on w końcu do
budowanego domu siostry Jażewskiej na Wrzosach. Część drogi  przebył na sankach,
uczestniczyli w jego transporcie działacze NZS: m. in. Mirosław Maciejewski,
Piotr Gierszewski i Grzegorz Misiakowski.  Z Wrzosów Jolanta Jażewska, Grzegorz
Górski  przetransportowali urządzenie, także  na sankach, do starego domu przy
Szosie Chełmińskiej, który wynajmowała Grażyna Łętowska. Jażewska i Górski
przeżyli chwilę grozy  w momencie spotkania wozu milicyjnego przy przejeździe
kolejowym.[412] W owym starym domu Górski i Jażewska, wraz z innym działaczem
NZS Mirosławem Maciejewskim i działaczem „Solidarności” z Geofizyki Józefem
Domianem podjęli druk ulotek. Wydali ich w sumie 7, sami zajmowali się redakcją
i pisaniem matryc.  Jedna z ulotek miała tytuł Oświadczenie Zarządu Regionu
Toruńskiego NSZZ „Solidarność”[413], i napisana została z  pewnością przez
samych studentów i Józefa Domiana. Cała grupa spędziła kilka dni i nocy w
zrujnowanych i nie ogrzewanych (a mrozy w tym czasie były silne)
pomieszczeniach. Jażewska i Górski zawozili ulotki  do punktu kontaktowego na
Rubinkowie. Stamtąd były one rozprowadzane po zakładach pracy Torunia. Jedna z
osób przebywających w punkcie kontaktowym była prawdopodobnie agentem SB.[414]
Fakt ten był jednym z powodów „wpadki” Jolanty Jażewskiej (Grzegorza Górskiego
nie rozpoznano).
     Inną przyczyną wpadki była sprawa ulotek rozprowadzanych w „Towimorze”.
Próba zorganizowania strajku w tym zakładzie w dniu 14 XII 1981 r. nie udała się
(zob. podrozdział następny).Wówczas tamtejsi działacze rozpoczęli akcje
podziemne. Zaangażowana w pracę w „Solidarności” Jadwiga Pietrusa z Towimoru
nawiązała kontakt z bliżej nieznanymi przedstawicielami innych zakładów. Z jej
inicjatywy 16 XII 1981 r. odbyło się konspiracyjne spotkanie działaczy z UMK,
„Towimoru” i „Merinotexu” w przychodni przy ul. Uniwersyteckiej. Towimor
reprezentowali na nim, wydelegowani przez przewodniczącego tamtejszej
„Solidarności” – Wiesław Olszak i Henryk Lewicki. Na spotkaniu tym dowiedzieli
się, że w domu przy ul. Jagodowej 13 na osiedlu św. Józefa znajdują się  ulotki
do odebrania. Po ulotki te udali się nazajutrz dwaj inni działacze
„Solidarności” z „Towimoru” -  Alfred Chylarecki i Tadeusz Waśkiewicz. Paczki z
„bibułą” przekazała im Jolanta Jażewska (dom był bowiem własnością jej siostry i
szwagra) oraz 2 innych studentów. Chylarecki i Waśkiewicz zanieśli ulotki do
pielęgniarki Krystyny Kubiak. Stamtąd były zabierane do „Towimoru” i
kolportowane. W ich rozpowszechnianiu brał udział także w dniu 18 XII 1981 r.
inny pracownik „Towimoru” – Wojciech Kręciszewski. Po rewizji u Krystyny Kubiak,
podczas której SB znalazła większa ilość ulotek wszyscy wymienieni działacze z
„Towimoru” zostali aresztowani. Proces odbywał się przed sądem Pomorskiego
Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy w składzie: kpt. Walenty Makar (przew.), ppor.
Jan Lis, ppor Wojciech Jarzembski. Oskarżał prokurator wojskowy por. Marian
Stronikowski. Dnia 27 I 1982 r. wydano wyrok. Krystynę Kubiak skazano na 1,5
roku więzienia w zawieszeniu i 20 tys. zł grzywny, Tadeusza Waśkiewicza na 3
lata więzienia i pozbawienie praw publicznych na 2 lata, Alfreda Chylareckiego
na 3 lata więzienia i pozbawienie praw publicznych na 2 lata, Wojciecha
Kręciszewskiego na 1,5 roku więzienia, Wiesława Olszaka na 3 lata więzienia,
Jadwigę Pietrusę na 3 lata więzienia, Romana Sochowskiego na  3 lata więzienia.
Wyroki były wydane w trybie doraźnym, gdzie minimalna wysokość wyroku wynosiła 3
lata więzienia. Jedynie  w przypadku Wojciecha Kręciszewskiego i Krystyny Kubiak
sąd odstąpił od tego trybu.[415] W sprawie Sochowskiego i Pietrusy udało się
adwokatom wywalczyć rewizję nadzwyczajną. Dnia 8 lutego 1983 r. Izba Wojskowa  
Sądu Najwyższego (płk Andrzej Kaszycki – przew., płk Czesław Bakalarski, płk
Edward Olczak, płk Edward Zawiłowski, kpt. Stanisław Górniak, przy udziale
prokuratora mjra Jana Siemianowskiego) obniżyła wyrok obojgu oskarżonym do 1,5
roku więzienia w zawieszeniu.[416] W momencie orzekania kary zarówno Sochowski,
jak i Pietrusa byli już na wolności otrzymali bowiem urlopy z więzienia.
Natomiast pozostali skazani  zostali wypuszczeni w styczniu i w marcu 1983
r.[417]
     Dnia 19 lub 20 XII 1981r. Służba Bezpieczeństwa przyszła także po Jolantę
Jażewską, do domu jej siostry na Działkach św. Józefa. Jażewska przedstawiła się
jako swoja siostra, a gdy oszukani „esbecy” odeszli, ukryła się. Przez rok czasu
ukrywała się następnie w różnych mieszkaniach w Bydgoszczy i na działce w
Smukale pod Bydgoszczą.[418]
 
6. Inne spontaniczne akcje protestacyjne na początku stanu wojennego.
 
     Szereg akcji protestacyjnych podjęto w najróżniejszych środowiskach
środowiskach i  zakładach pracy Torunia. Dnia 14 XII 1981 r.  na Wydziale
Obróbki Mechanicznej „Towimoru” odbyło się zebranie załogi na którym  
przewodniczący Komisji Zakładowej „Solidarności” -  Roman Sochowski wygłosił
przemówienie. Były w nim akcentu pokrzepiające, a przede wszystkim wezwanie do
wyrażenie protestu poprzez rozpoczęcie strajku włoskiego. Po zebraniu
Sochowskiego wezwano do dyrekcji i nakazano mu przejść do Działu Inwestycji,
gdzie nie miał bezpośredniego kontaktu z robotnikami.[419] Próby podejmowania
strajku w „Towimorze” trwały do godziny 1200. Brało w nich udział ok. 800 osób.
Zastraszające rozmowy przeoprowadzane przez funkcjonariuszy wojska i milicji a
także przybycie oddziałów z bronią długą wywarły jednak wpływ na zaniechanie
akcji.[420] Do ok. godzinnego strajku doszło 14 XII 1982 r. także Pomorskich
Zakładach Urządzeń Okrętowych „Warma” w Grudziądzu. Została ona zlikwidowana
podobnymi metodami jak w „Towimorze”.[421]
    Dnia 14 XII 1981 r. próbę zorganizowania strajku w Pomorskiej Odlewni i
Emalierni podjął działacz „Solidarności” w tym zakładzie - Benedykt Zawada. W
nocy 12/13 XII 1981 r. próbowano go internować, ale uciekł z domu przez garaż i  
przez następny dzień ukrywał się u kolegi. Dnia 14 XII 1981 r. rano Benedykt
Zawada próbował wejść do swojego zakładu. Strażnicy (i strażniczki!) próbowali
go znienacka zatrzymać. Doszło do szamotaniny, podczas której Zawada kopnął
jedną strażniczkę w nogę (chcąc ją „podciąć”) i wbiegł na teren zakładu. Dostał
się następnie na Wydział Z-11, gdzie zorganizował wiec pracowników. Wzięło w nim
udział ok. 50 osób. Zawada apelował, aby rozpocząć strajk, opowiadał o
aresztowaniach. Przemawiał też inny działacz  tamtejszej „Solidarności” – Henryk
Ostrowski. Namawiał on do rozpoczęcia strajku włoskiego. Z działaczami
„Solidarności” polemikę prowadził wicedyrektor zakładu -  Tadeusz Jan Gollus.
Robotnicy  strajku nie podjęli, a  Benedykt Zawada został aresztowany z
postanowienia podprokuratora Ewy Reszkowskiej. Oskarżono go nie tylko o dążenie
do wywołania strajku, ale także o napaść na funkcjonariusza (czyli ową
strażniczkę z bramy zakładu).[422] Dnia 29 XII 1981 r. odbył się proces przed
Sądem Wojewódzkim w Toruniu. Zorganizowano sesję wyjazdową w Grudziądzu, zapewne
ze względu na chęć oddziaływania psychologicznego (zastraszenie) na mieszkańców
tego miasta. Sąd w składzie: Tadeusz Palmowski (przew.), Bogdan Sudolski,
Wojciech Dąbkiewicz wydał wyrok 1,5 roku więzienia. Oskarżał prokurator Rajmund
Przyborski.[423] Sprawa była  „oddoraźniona” więc wyrok był nieprawomocny i  
istniała możliwość odwołania się do II instancji – Sądu Najwyższego. Adwokat
Benedykta Zawady -  Eugeniusz Graczyk złożył więc wniosek o uchylenie aresztu.
Sąd stwierdził, że wobec niemożności skompletowania składu sędziowskiego, który
skazał Zawadę na więzienie, odsyła sprawę do Sądu Najwyższego.[424]
Postanowienie Sądu Najwyższego podtrzymywało areszt.[425] Po zażaleniach na
wyrok 1,5 roku więzienia, złożonych przez adwokata Eugeniusza Graczyka i
wiceprokuratora wojewódzkiego – K. Cebulaka, Sąd Najwyższy na rozprawie 19 IV
1982 r. utrzymał ten wyrok w mocy. W skład zespołu orzekającego wchodzili: B.
Bartosik, S. Pawelec i Cz. Łukaszewicz. Prokuratorem był H. Kubicki.[426]
Benedykt Zawada przebywał w więzieniu do 23 XII 1982 r. Najczynniejszych, obok
Benedykta Zawady, uczestników wiecu – Andrzej Cudziłę i Henryka Ostrowskiego
internowano.[427]
      W pierwszych dniach stanu wojennego do rozpoczęcia strajku włoskiego w
Pomorskiej Odlewni i Emalierni namawiał także Andrzej Krauze. Chodził on z
przypiętym do ubrania opornikiem. W dniu 19 XII 1981 r. został on
internowany.[428] W Pomorskiej Emalierni i Odlewni do  protestów doszło także 18
XII 1981 r., gdy na I i II zmianie robotnicy przystąpili do piętnastominutowych
strajków na znak żałoby po wydarzeniach w kopalni „Wujek”.[429] Z tego samego
powodu miał miejsce piętnastominutowy strajk w „Towimorze”. W pierwszych dniach
stanu wojennego próby podejmowania akcji protestacyjnych miały także miejsce w
zakładach „Mera-Obreus” w Toruniu.[430] W „Elanie”  13 XII 1981 r. zebrała się
grupa działaczy „Solidarności”, którzy nie zostali internowani. Byli wśród nich:
Kazimierz Noga i Marek Wierzchowski, Lech Makowski, Franciszek Baranowski,
Dariusz Nowaczyk, Mariusz Bątkowski. Postanowili oni przejść się w poniedziałek
14 XII 1981 r. po wydziałach zakładu     i zachęcić pracowników do strajku.
Akcję podjęto, ale nie przyniosła ona żadnych efektów. Ludzie byli zbyt
wystraszeni.[431]  W „Toralu” do akcji strajkowej namawiał Stefan Kamiński,
jednak bez żadnych efektów.[432] W zakładach „Fermbet” w Golubiu – Dobrzyniu
wiec pracowników bezskutecznie próbował zorganizować Marek Obuchowicz.[433]
     W Brodnicy siedziba Zarządu Podregionu nie została rozbita. W niedzielę 13
XII 1981 r. przybyła do niej grupa tamtejszych działaczy „Solidarności”, m. in.:
Edward Semeniuk, Roman Balewski, Adam Olszewski, Benedykt Banasik, Adam
Raczyński, Tadeusz Łęgowski, Tadeusz Gutkowski, Antonina (Barbara) Litwińska,
Aleksandra Warmińska, Hanna Adamowska, Jerzy Polanowski, a także kilku działaczy
„Solidarności” wiejskiej, m. in. Tadeusz Baranowski i Aleksander Fąfara. Ten
ostatni swoim samochodem wywiozł z siedziby Zarządu kserograf i dokumenty.
Umieszczono je na wsi pod Brodnicą. Edward Semeniuk (przewodniczący Podregionu)
i Adam Olszewski pojechali samochodem do Torunia, gdzie dowiedzieli się o
wydarzeniach nocy 12/13 XII i obejrzeli rozbitą siedzibę Zarządu Regionu. W nocy
13/14 XII 1981 r. piątka działaczy: Edward Semeniuk, Anna Semeniuk, Aleksandra
Warmińska, Adam Raczyński i Hanna Adamowska u rolnika, który przechowywał
kserograf wydrukowali ok. 250 ulotek wzywających do strajku. Rano 14 XII 1981 r.
Edward Semeniuk rozwoził je samochodem po zakładach pracy Brodnicy. Był m. in. w
 mleczarni (gdzie ulotki rozprowadził Jerzy Oleksiak), w Państwowym Ośrodku
Maszynowym (tam ulotki rozkolportował Tadeusz Łęgowski) i w „Polmo”. Syrena
uruchomiona na terenie „Polmo” miała wezwać brodnickie zakłady pracy do strajku.
Nie udało się jednak jego zorganizować. W „Polmo” do strajku nawoływali
robotnicy z narzędziowni: Kłyza i Szmejchel, których zwolniono za to z
dotychczasowych stanowisk.[434]
     O akcji rozwieszania ulotek  przeprowadzonej w „Apatorze” z inicjatywy
Mirosławy Wronieckiej w dniu 14 XII 1981 r. już wspominałem. W zakładach „Mera -
Obreus” pracownicy przeżyli wstrząs na wieść o internowaniu szefa tamtejszej
„Solidarności” Andrzeja Sobkowiaka (14 XII 1981 r.) i poszukiwaniu przez SB, w
celu internowania, dwóch innych działaczy – Jerzego Łapkiewicza i Andrzeja
Wiskirskiego.  Łapkiewicz zdążył jeszcze powiesić w zakładzie w dniu 14 XII 1981
r. plakat: Nasz kolega Andrzej Sobkowiak został aresztowany dnia 14 XII 1981 r.
Dnia 15 XII 1981 r. nikt w tym zakładzie nie podejmował pracy, wszyscy snuli się
po korytarzach. Doszło także do incydentu – pracownicy nie wpuścili do zakładu
dwóch przysłanych tam esbeków. „Esbecy” wezwali oddział ZOMO, który pobił i
aresztował kilkunastu pracowników. Brutalnie wrzucono ich na podłogi samochodów
i zawieziono na komendę, po kilku godzinach wszyscy zostali wypuszczeni. Była to
typowa akcja zastraszająca. Jerzy Łapkiewicz i Andrzej Wiskirski zostali
internowani 15 i 16 XII 1981 r.[435] W zakładach „Mera – Obreus” już w
pierwszych dniach stanu wojennego pojawiły się ręcznie wykonane plakaciki
protestujące przeciwko stanowi wojennemu. Sporządzała je i rozwieszała Elżbieta
Lassota.[436]
           Samodzielną akcję plakatową w pierwszych dniach stanu wojennego
podjęły: Jadwiga Gawarkiewicz, przewodnicząca Komisji Zakładowej NSZZ
„Solidarność” w WSS „Społem” oraz Maria Ojdowska, sekretarka techniczna w tejże
komisji. W nocy z 14/15  XII 1981 r. sporządziły one (ręcznie, przy pomocy
pisaków)  60 plakatów o treści: Żądamy uwolnienia dyrektora i kolegów,
podpisane: Komisja Zakładowa WSS „Społem”. Dotyczyły one trzech internowanych
pracowników WSS „Społem”: dyrektora spółdzielni Zbigniewa Muchlińskiego,
Stanisława Radtke i Wiesława Cichonia. Następnie Jadwiga Gawarkiewicz i Maria
Ojdowska rozlepiły je w różnych  punktach miasta wraz z Januszem Gawarkiewiczem
i Włodzimierzem Walichniewiczem. Niestety plakaty te były szybko zrywane przez
funkcjonariuszy SB. Dnia 14 XII 1981 r. Jadwiga Gawarkiewicz w biurowcu WSS
„Społem” przy ul. Polnej powiesiła  na tablicy ogłoszeń ręcznie sporządzony
plakat o treści: Żądamy uwolnienia więźniów NSZZ Solidarność oraz dyrektora
naczelnego Spółdzielni. Fizycznie możecie nas zabić, ale ducha naszego nikt nie
zniszczy. Niech łapa uschnie temu, kto zerwie - „Solidarność”. Plakat ten został
zerwany nazajutrz rano przez „kadrowca”. Podobny w treści plakat wywiesiła też
Maria Ojdowska w biurze WSS „Społem: przy ul. Podmurnej. Dnia 16 XII 1981 r.
obie kobiety zostały aresztowane. Rozprawa przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu
odbyła się 30 XII 1981 r. W skład zespołu sędziowskiego wchodzili: Jerzy
Kaźmierczak (przewodniczący) oraz Anna Hojło i Bogdan Sudolski. Oskarżał
wiceprokurator rejonowy Antoni Białowicz. Była to pierwsza rozprawa w Toruniu,
sprawie politycznej od momentu wprowadzenia stanu wojennego. Władze potraktowały
ją „instruktażowo”, dlatego salę wypełniali w przeważającej mierze toruńscy
sędziowie, prokuratorzy i funkcjonariusze SB. Po długiej naradzie sąd oświadczył
najpierw, że odstąpił od trybu doraźnego. Wywołało to  głośne komentarze
krytyczne wśród esbeków oraz natychmiastowe oświadczenie prokuratora Antoniego
Białowicza, że będzie się odwoływał. Następnie odczytano wyrok – Jadwidze
Gawarkiewicz wymierzono karę 1,5 roku więzienia,  a Marii Ojdowskiej 1,5 r.
więzienia w zawieszeniu na 4 lata i 10 tys. zł grzywny. W uzasadnieniu sąd  
kładł duży nacisk na wszelkie tzw. okoliczności łagodzące.[437] Jadwigę
Gawarkiewicz osadzono w więzieniu dla kobiet w Grudziądzu, gdzie przebywała w
straszliwych warunkach. Więzienie to pozbawione było bieżącej wody i
kanalizacji. „Klawiszki” odnosiły się do więźniarek politycznych z nienawiścią.
Jedna z nich splunęła na Jadwigę Gawarkiewicz z pogardą wołając, że
„Solidarność” to sami złodzieje i bandyci. Na szczęście dnia 4 II 1982 r.
Jadwiga Gawarkiewicz uzyskała „przerwę w odbywaniu kary” ze względu na stan
zdrowia. Z tego samego powodu sędzia Jerzy Kaźmierczak orzekł 14 IV 1982 r.
bezterminowe odroczenie odbywania kary.[438] Natomiast wniosek o rewizję wyroku
zasadniczego złożony przez prokuratora (osobne wnioski złożyli adwokaci) Sąd
Najwyższy pozostawił  bez rozpatrzenia. Jadwiga Gawarkiewicz do więzienia już
nie wróciła. Jedynie 12 V 1982 r. próbowano ją internować, ale ze względu na
stan zdrowia odstąpiono od tego. Wówczas na ok. 2 tygodnie internowano Marię
Ojdowską.[439]
    Ręcznie wykonane plakaty protestujące przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego
pojawiły się 14 XII 1981 r. także w toruńskiej „Geofizyce”. Niektóre z nich
domagały się uwolnienia Andrzeja Radwańskiego – internowanego działacza
„Solidarności” z Geofizyki. Plakaty rozwieszali m. in. Piotr Borek i Hanna
Balcerowicz. Jeden z plakatów został powieszony na parterze budynku, w czasie
gdy na piętrze u dyrektora był obecny komisarz wojskowy zakładu. Wywołało to
dużo zamieszania.[440]
     Natomiast w „Toralu” w pierwszych dniach stanu wojennego wywieszono ulotki,
a informacje  na tablicach ogłoszeń ozdobiono emblematami Polski Walczącej.[441]
    W toruńskim „Polsporcie” przewodniczący zakładowej „Solidarności” Kazimierz
Gembarski przyszedł 14 XII 1981 r. do pracy z odznaką „EA” („Element
Antysocjalistyczny”) i biało – czerwoną opaska. Tego samego dnia został
internowany.[442]
            Także robotnik toruński – Krzysztof Znaniewicz przeprowadził akcję
protestacyjną w swoim zakładzie pracy – Toruńskiej Fabryce Farb Graficznych
„Atra”. Jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia sporządził on własnoręcznie dwa
plakaty. Pierwszy dotyczył masakry w kopalni „Wujek”. Znajdowało się na nim
zdjęcie górników, napis „Solidarność” oraz sformułowania: Za pracę 50 trupów,
Mordercy, 13 grudnia 1981 r., Żądni władzy nawet za cenę krwi. Drugi plakat
zawierał  zdjęcia Leonida Breżniewa oraz Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego i
napis W prezencie utworzył Wojskową radę Ocalenia Narodowego, precz z łapami od
Polski. Dnia 29 XII 1981 r. Znaniewicz powiesił  pierwszy z plakatów na
korytarzu w swoim zakładzie pracy. Nazajutrz został aresztowany decyzją
prokuratora Andrzeja Misiaka. Sąd Wojewódzki w Toruniu postanowieniem z 15 I
1982 r. odstąpił od trybu doraźnego ze względu na stan zdrowia oskarżonego. Dnia
15 X 1982 r. odbyła się sprawa przed Sądem Rejonowym w Toruniu. Krzysztof
Znaniewicz został skazany na  1 rok więzienia w zawieszeniu i 10 tys. zł.
grzywny. Jak można łatwo obliczyć i tak blisko rok spędził on w areszcie.[443]
    Podobną akcję jak Krzysztof Znaniewicz przeprowadził Andrzej Chojnicki.
Mieszkał on we wsi – Nowa Wieś Królewska  w gminie Płużnica, a pracował jako
nauczyciel w Zespole Szkół Rolniczych we Wroniu (gmina Wąbrzeźno). Dnia 24 XII
1981 r. namalował on na wiacie przystanku PKS w Nowej Wsi Królewskiej skrót:
WRON, przyozdobiony swastyką oraz symbol Polski Walczącej. Dwa dni później
Chojnicki został aresztowany postanowieniem prokuratora rejonowego w Wąbrzeźnie
Henryka Fanslaua. Wyrok w tej sprawie zapadł 19 I 1982 r. Chojnicki został
skazany na rok i 10 miesięcy więzienia i trafił do więzienia w Potulicach. Dnia
23 III 1982 r. udało się jednak sprawę „oddoraźnić”, trafiła ona do ponownego
rozpatrzenia przed Sąd Rejonowy w Wąbrzeźnie. Andrzej Chojnicki odpowiadał już  
z wolnej stopy, gdyż 12 XI 1982 r. został on zwolniony. Wyrok zapadł 17 XII 1982
r. Składowi przewodniczył M. Kruchy, drugim sędzią był K. Kuligowski, ławnikiem
– E. Rumiński. Oskarżał prokurator rejonowy Henryk Fanslau. Andrzej Chojnicki
skazany został na rok więzienia, zaliczono mu jednak do wyroku okres pozbawienia
wolności do 12 XI 1982 r.[444]
          W Golubiu – Dobrzyniu już 16 grudnia 1981 r. Tadeusz Szynkiewicz,
Barbara Filarecka (Szynkiewicz) i Bogdan Zwierzchowski wydali na własnoręcznie
skonstruowanym powielaczu hektograficznym ulotkę informującą o masakrze w
kopalni „Wujek”. W jej kolportażu uczestniczyli: Edward Dembicki, Maria Dembicka
i Ryszard Janowski.[445]
     Krzysztof Kruczykowski, listonosz z Torunia został aresztowany w styczniu
1982 r. i skazany 11 III 1981 r. na 1,5 roku więzienia przez Sąd Pomorskiego
Okręgu Wojskowego za rozpowszechnianie ręcznie pisanych ulotek.[446]
     W pierwszych tygodniach stanu wojennego małe ulotki rozkładał po klatkach
schodowych wraz z grupą instruktorów i starszych harcerzy, instruktor
niezależnego harcerstwa w Toruniu (kręgi KIHAM, Czarna Trzynastka) - Jacek
Podolski.[447] Dwaj inni harcerze (z kręgów KIHAM) – Tomasz Bajerski i Janusz
Kowalski sporządzili pieczątkę z emblematem „Solidarności”, którą jeszcze 13 XII
1981 r. ostemplowywali obwieszczenia WRON.[448]
     Redaktor Wolnego Słowa Zdzisław Dumowski w pierwszych dniach stanu
wojennego (zanim został internowany) wydawał odręcznie przepisywana gazetkę o
nazwie Wolne Słówko. Ukazały się 2- 3 jego numery.[449]
     Za odczytanie, przepisanie w kilku egzemplarzach i wywieszenie ulotki w
„Hotelu pod Trzema Koronami” aresztowano 27 XII 1981 r. kierowniczkę tegoż
hotelu – Elżbietę Mossakowską. Najpierw chciano postawić ją przed sądem
wojskowym, później zdecydowano się jednak  na proces przed Sądem Wojewódzkim.  
Dnia 4 II 1982 r. Sąd Wojewódzki w Toruniu skazał ją na 1,5 roku więzienia.
Wyrok wydali sędziowie: Jurand Maciejewski, Jerzy Kaźmierczak, Tadeusz
Palmowski. Oskarżała podprokurator rejonowa Grażyna Roszkowska, która żądała
znacznie wyższego wyroku, niż został orzeczony. Złożone odwołanie (tryb był
„oddoraźniony”) Sąd Najwyższy oddalił 10 V 1982 r. Elżbietę Mossakowska więziono
w Grudziądzu, a następnie w Fordonie, a zwolniono dopiero 20 I 1983 r.[450]
    Nauczyciel – Janusz Bochenek  w pierwszych tygodniach stanu wojennego
napisał  trzy artykuły – komentarze do ostatnich wydarzeń. Krążyły one po
Toruniu przepisywane na maszynach do pisania.[451]
         Ulotki, pisane na maszynie sporządzała też i rozrzucała toruńska  
pielęgniarka i działaczka „Solidarności” – Bożena Bagińska.[452] Ręcznie
wykonane ulotki rozwieszał po windach i klatkach schodowych uczeń szkoły
pomaturalnej Jerzy Janczarski.[453] O działalności podjętej przez Emilię
Karolewską, Andrzej Łozińskiego, Marka Beraka, Krzysztofa Troickiego,  a także
Leszka Zaleskiego już wspominałem.[454]
          W pierwszych dniach stanu wojennego niezwykłą pracowitością i odwagą
wykazała się  grupa studentów  matematyki, przebywających w toruńskim mieszkaniu
Pawła Rzoski. Oprócz samego Rzoski należeli do niej także: Mirosław Dembiński  i
Barbara Oleśków. W   mieszkaniu tym pisali oni, na zdobytej przez Rzoskę
maszynie do pisania, lub na ocalonej maszynie NZS rozliczne ulotki. Malowali
także odręczne plakaciki. Już 13 XII 1981 r. cała trójka rozklejała plakaciki z
protestem po klatkach schodowych domów. Akcje rozklejania ulotek i plakacików  
były kontynuowane także w styczniu i lutym 1982 r. Ulotki były niekiedy wkładane
również do skrzynek pocztowych. W ich roznoszeniu brał też udział student
matematyki – Grzegorz Szulc.[455]
      W redagowaniu tych ulotek uczestniczył też  często, ukrywający się przed
internowaniem Wiesław Janowski. Czasem także  przepisywał je. Ulotki miały
rozmaity charakter. Sporo było przedruków. Wymienię niektóre z nich:
-         Anonimowy wiersz Do generała, bardzo popularny w prasie podziemnej
tego okresu[456]
-         Wiersze z Poznania autorstwa prawdopodobnie Kazimiery Iłłakowiczówny.
Ulotka zawierała 5 wierszy: Polska Pieta, Litania Solidarności, Modlitwa Lecha
Wałęsy w więzieniu, Boże Narodzenie 1981, Życzenia Noworoczne
-         Ulotka pt. Nie pokona orła wrona – podstawowe zasady biernego oporu.
-         Ulotka pt. Czwarte powstanie śląskie. Tekst spisany na podstawie
relacji górników oraz mieszkańców Jastrzębia, Katowic i Rybnika – obserwatorów
zajść.
-         Życzenia świąteczne  podpisane przez ukrywającego się przewodniczącego
Zarządu Regionu „Mazowsze” Zbigniewa Bujaka.
-         Tajna instrukcja szefa Urzędu Rady Ministrów gen. Michała
Janiszewskiego nakazująca przymuszać, pod groźbą zwolnienia z pracy, pracowników
urzędów państwowych do występowania z „Solidarności”.
-         List prymasa Polski arcybiskupa Józefa Glempa do generała Wojciecha
Jaruzelskiego z 28 XII 1981r. , będący zdecydowaną reakcją na instrukcję
Janiszewskiego.[457]
-         Przedruki warszawskiego biuletynu Informacja Solidarności , nr 11, 12,
14, 16, wszystkie ze stycznia 1981r. Zawierały one m. in. relacje z pacyfikacji
zakładów pracy w grudniu 1981r. i z procesów działaczy „Solidarności”.
-         Ulotka z różnymi, w przeważającej mierze, satyrycznymi tekstami.
-         Ulotka zawierająca m. in. deklarację Koła Oporu Społecznego (KOS)
Regionu Mazowsze. Wkrótce sieć KOSów pokryła cały kraj. Zajmowały się one
rozpowszechnianiem  prawdziwych informacji, pomagały rodzinom internowanych i
uwięzionych. Propagowały także taktykę biernego oporu wobec zarządzeń władz.
Ulotka zawierała także  apel ukrywającego się przewodniczącego „Solidarności” w
Zakładach Mechanicznych „Ursus” – Zbigniewa Janasa oraz  kolędę i żartobliwy
hymn internowanych (utwory te były bardzo popularne, także wśród toruńskich
studentów).
-         Listy internowanych z różnych ośrodków w kraju
     Omawiana grupa studentów  redagowała też własne ulotki. Niektóre były
później rozrzucane z dachów kamienic na Starym Mieście przez Pawła Rzoskę i
Mirosława Dembińskiego.[458] Wiadomości z Torunia zawierał  Serwis Informacyjny
(3 I 1982 r.) i Biuletyn Informacyjny (31 XII 1981 r.). Na podstawie różnych
źródeł napisano ulotkę pt. Przebieg wydarzeń w Gdańsku, która opisywała pierwsze
dni stanu wojennego w tym mieście. Paweł Rzoska, Wiesław Janowski i ich
przyjaciele byli też twórcami ulotki informacyjnej pt. Nasłuch radiowy 4. 01.
1982 – 20. 01. 1982, opracowanej na podstawie informacji z rozgłośni zachodnich.
Na początku lutego zredagowali także podsumowanie wydarzenia ostatnich tygodni w
Toruniu i w Polsce pt. 50 dni stanu wojennego. Datę 20 II 1982 r. nosi
egzemplarz Nieregularnego pisemka literacko – satyrycznego „Zagłoba” z
nagłówkiem: Proletariusze wszystkich krajów ja was serdecznie przepraszam,
podpisanym – Karol Marks.[459]
     Szczególne znaczenie ma   wystukany na maszynie przez Pawła Rzoskę i jego
przyjaciół tekst Oświadczenia, wydanego przez powstały 13 I 1982 r. Ogólnopolski
Komitetu Oporu NSZZ „Solidarność” (OKO). Czytamy w nim m. in.: OKO NSZZ
„Solidarność” jest kontynuatorem Krajowego Komitetu Strajkowego powołanego 12
XII 1981r. w Stoczni Gdańskiej i bierze na siebie obowiązek koordynowania
działalności konspiracyjnej Związku na terenie całego kraju. Ulotka podpisana
była pseudonimem „Mieszko”. Jak się później okazało był to pseudonim zbiorowy
grupy działaczy z Eugeniuszem Szumiejką i Andrzejem Konarskim na czele. Nowa,
niewiele mówiąca nazwa i dziwny pseudonim budziły nieufność. Struktura ta nie
stała się kierownictwem Związku w podziemiu. OKO miał jednak spore osiągnięcia,
zwłaszcza w dziedzinie nawiązania kontaktów pomiędzy różnymi strukturami
regionalnymi podziemnej „Solidarności”. Najwięcej pracy włożył w to Eugeniusz
Szumiejko, który jeździł po Polsce w mundurze kolejarza i przekonywał do
potrzeby stworzenia ogólnopolskiej tajnej struktury „Solidarności”. Komitet
podzielił Polskę na cztery okręgi. W skład okręgu północnego z siedzibą w
Gdańsku wchodził także Toruń. Na czele okręgu stał Tajny Komitet Koordynacyjny.
W jego skład wchodził m. in. Ryszard Rolbiecki, działacz „Solidarności” z
Lokomotywowni PKP w Toruniu. Został on aresztowany 14 II 1983 r. i siedział w
areszcie aż do amnestii w lipcu 1983 r.[460]
      Część dorobku  Ogólnopolskiego Komitetu Oporu przejęła utworzona 22 IV
1982 r. Tymczasowa Komisja Koordynacyjna NSZZ „Solidarność”.[461] W jej skład
weszli: Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Władysław Hardek, Bogdan Lis i
Eugeniusz Szumiejko.[462] Później w wyniku aresztowań, a także rezygnacji
niektórych członków oraz dokoopowywania nowych, skład tego ciała ulegał zmianom.
TKK stała się szeroko respektowaną władzą podziemnego związku. Koordynowała ona
pracę regionów „Solidarności”, z których część zaczęła budować już zimą i wiosną
1982 r. regionalne struktury podziemne. Dużym autorytetem cieszył się zwłaszcza
powstały 8 V 1982 r. Regionalny Komitet Wykonawczy NSZZ „Solidarność” Mazowsze.
Jego członkami zostali: Zbigniew Bujak, Zbigniew Janas, Wiktor Kulerski i
Zbigniew Romaszewski – ukrywający się działacze związkowi.[463] Warto dodać, że
przedstawicielstwo zagraniczne „Solidarności” (ustanowione jeszcze przez OKO)
miało swoją siedzibę w Brukseli i nosiło od lipca 1982 r. miano Biura
Koordynacyjnego NSZZ „Solidarność” Za Granicą. Na jego czele stał Jerzy
Milewski.[464]
     Powróćmy jednak do spontanicznych akcji protestacyjnych w Regionie
Toruńskim. Ulotki na maszynie do pisania sporządzał też Andrzej Kaczor wraz ze
swoją żoną Elżbietą Kaczor i  Romanem Spandowskim. Następnie cała trójka
rozklejała je na drzwiach domów, witrynach sklepów, głównie na Starym
Mieście.[465]  Małe plakaciki, odbijane z negatywu wyrzeźbionego w gumce do
ścierania   sporządzali - Mirosława Wojtczak, asystentka z Wydziału Sztuk
Pięknych UMK oraz jej mąż Michał Wojtczak. Zawierały one dowcipne, antyreżimowe
hasła, np. „Wesołych świąt życzy partia i rząd”. Następnie Wojtczakowie
rozklejali te plakaciki w różnych miejscach publicznych.  W okolicach Bożego
Narodzenia 1981 r. Wojtczakowie rozprowadzali też „solidarnościowe” kartki
świąteczne. Sporządzali je przy pomocy dużych okolicznościowych stempli, które
stawiali na odwrociach zwykłych kartek świątecznych.[466]
     W pierwszych dniach stanu wojennego plakaty sporządzała grupa młodzieży
zbierająca się w mieszkaniu Marii Nenckiej – Borowieckiej na Rubinkowie. W skład
tej grupy wchodziła m. in. Renata Borowiecka i Tomasz Dembek. Plakaty wykonywano
ręcznie, przez kalkę a następnie rozlepiano po klatkach schodowych.[467]
     Działalność podjęła też grupa młodzieży, głównie z LO nr 1, spotykająca się
na lekcjach religii, prowadzonych przez ks. Janusza Kropiewnickiego z parafii
kościoła św. Jakuba w Toruniu. Młodzież przychodząca na lekcje i inne spotkania
duszpasterskie w salkach katechetycznych przy ul. Browarnej wpadła na pomysł,
aby powielić jedną z odezw wydanych przez istniejące już władze regionalne
toruńskiej „Solidarności”. Przepisali  więc jej tekst w sporej ilości
egzemplarzy na maszynie i ręcznie i roznieśli po kościołach i budkach
telefonicznych. Z  członków tej grupy znamy Jacka Lewandowskiego, ucznia LO nr
1, Annę Korzycką, Mariusza Kochańskiego, oraz dziewczynę o nazwisku Danuta.
[468]
            W noc 24/25 XII 1981 r. nie obowiązywała godzina milicyjna.
Okoliczność tą wykorzystał Kazimierz  Noga i inni członkowie wzmiankowanej
powyżej grupy elanowskiej do przeprowadzenia akcji ulotkowej. Ulotki rozrzucono
przy kościele Chrystusa Króla na Mokrym, przy kościele św. Jakuba a także w
wielu klatkach schodowych na Rubinkowie.[469]
       W lutym 1982 r. student historii Jerzy Nielepiec wraz z kolegą –
Tadeuszem Chrzanowskim sporządzali też na maszynie do pisania (do której
wkręcali taśmę teleksową z kalkami) różne ulotki z dowcipnymi, antyreżymowymi
hasłami. Później Nielepiec i Wojciech Polak (student historii i działacz NZS)
rozkładali je po klatkach schodowych.[470] Od początku stanu wojennego, przez
kilka miesięcy, ulotki po klatkach schodowych rozklejali systematycznie studenci
UMK: Aleksandra Czerniak (obecnie: Marszałkowska) oraz Jarosław Marszałkowski.
Ulotki te sporządzali (w technikach linorytu, oraz drukując na wałku) wraz  z  
działaczem „Solidarności” nauczycielskiej Ryszardem Grzywińskim. Druk odbywał
się w piwnicy Ryszarda Grzywińskiego.[471] Teksty do tych ulotek pisał m. in.
Władysław Sawrycki.[472] Dnia 1 V 1982 r. grupa Grzywińskiego zorganizowała
akcję blokowania specjalnymi wkładkami zamków patentowych w kioskach „Ruchu” na
trasie przemarszu oficjalnego pochodu. Brała w niej udział także wspomniana
wyżej dwójka studentów. Jak się zdaje dziełem tej grupy było także zablokowanie
zamków w 10 kioskach w dniach 16 – 17 XII 1982 r.[473] Warto dodać, że Jarosław
Marszałkowski wraz z Maksymilianem Szocem wykonywali duże ilości ulotek w
technice drzeworytu. Drukowano je i suszono je w mieszkaniu  Bogusława Mansfelda
z UMK, brała w tym udział jego córka – Maria Mansfeld. Część tych ulotek
zabierał i rozprowadzał w „Elanie” – Jerzy Wiśniewski.[474]
    Napisy na murach Torunia wykonywał rzemieślnik Leon Malinowski. W nocy z
17/18 III 1982 r. namalował on napisy na budynku Dworca Wschodniego PKO – Zima
wasza – wiosna nasza oraz Precz z czerwoną zarazą i został aresztowany. Jego
dalsze losy nie są niestety znane.[475] Przy wykonywaniu napisów (My solidarni
oraz Solidarność) został schwytany w Toruniu w dniu 19 VIII 1982 r. - Henryk
Paweł Dąbrowski z Grudziądza. W jego przypadku skierowano jedynie wniosek na
Kolegium ds. Wykroczeń.[476] W nocy 17/18 VIII 1982 r. napisy na ulicach Starego
Miasta sporządzał działacz „Solidarności” z „Metalchemu” – Andrzej Krysiak.
Został on „namierzony” przez plut. Włodzimierza Buska i w rezultacie 30 VIII
1982 r. po raz trzeci internowany.[477]
    W pierwszych tygodniach stanu wojennego ulotki wytwarzało i kolportowało
trzech uczniów VIII klasy szkoły podstawowej z Wąbrzeźna. Dnia 25 I 1982 r.
rozrzucili oni ulotki wzywające do udziału w marszu protestacyjnym w dniu 30 I
1982 r. w proteście przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Uczniów zatrzymano
29 I 1982 r. a sprawę przekazano do Sądu Rodzinnego i dla Nieletnich.[478]
           W jednostce wojskowej w Toruniu ulotkę pt. Oficerowie, Żołnierze,
Bracia  kolportował starszy szeregowy Jarosław Szczygieł. Ulotka ta wzywała
żołnierzy do bojkotu rozkazów nakazujących strzelać do robotników. Stwierdzała
też, że wojsko nie powinno osłaniać hord SB i ZOMO. Ulotka podpisana była nazwą
organizacji podziemnej z czasów okupacji hitlerowskiej – „Służba Zwycięstwu
Polsce”.[479]
     Ulotkę redagował i przepisał na maszynie w kilkudziesięciu egzemplarzach
działacz NZS Grzegorz Górski. Następnie za pośrednictwem innego dziɡłacza NZS –
Jerzego Dogiela i jego narzeczonej – Marzenny Kaspruk trafiła ona do Jarosława
Szczygła. Ten ostatni rozkładał poszczególne egzemplarze w obiektach wojskowych
– w szatniach, stołówkach, toaletach.[480]
     Dnia 28 II 1982 r. starszy sierżant sztabowy Józef Rosiński, znalazł 2
ulotki Szczygła. Po rewizji, w rzeczach żołnierza, w garażu znaleziono jeszcze 2
ulotki.[481] Rzecz ciekawa, że w garażu ulotek było więcej, ale ukrył je podczas
rewizji przełożony Jarosława Szczygła -  sierżant Łukawski.[482] Nazajutrz
Jarosław Szczygieł został aresztowany.[483] Sensowna linia obrony podjęta przez
oskarżonego doprowadziła do jego uniewinnienia przez Sąd Pomorskiego Okręgu
Wojskowego w Bydgoszczy. Wyrok zapadł 6 V 1982 r. W skład kompletu wchodzili:
kpt. Walenty Makar (przewodniczący), mjr Edward Matwijów, ppor. Jan Lis.
Oskarżał prokurator wojskowy ppor. Jan Płoński.[484] Dodajmy, że w latach 1983 –
1985 podczas pełnienia służby wojskowej w Szczecinku TISa i Kontrę kolportował
wśród żołnierzy Henryk Beszczyński z Torunia.[485]
     Cały szereg akcji podejmowała grupa licealistów toruńskich z Rafałem
Sadowskim, Krzysztofem Bundą i Tomaszem Kokocińskim na czele. Było to środowisko
tak aktywne, że nieco miejsca poświęcimy mu w dalszej części niniejszej
pracy.[486]
    Osób i grup  przeprowadzających na własną rękę akcje ulotkowe i plakatowe
było dużo więcej. W aktach dawnej Komendy Wojewódzkiej MO w Toruniu znajduje się
spora kolekcja ulotek i plakatów wytwarzanych ręcznie, w pierwszych dniach i
tygodniach stanu wojennego przez osoby, których tożsamości ustalić już
niesposób. Często zawierają one jedynie hasła. Wymieńmy niektóre z nich:
Polacy! Trzecie Morderstwo.
Poznań 1956, Gdańsk 1970, Śląsk 1981.
Jarzelski i jego partyjno – wojskowa junta zdrajcą i mordercą Polaków.
Żołnierze, naród wybaczy wiele, ale nie wybaczy przelanej krwi. Pamiętajcie o
tym polscy żołnierze![487]
Niekiedy jednak pisane odręcznie teksty były dłuższe. Warto przytoczyć kilka z
nich:
Stan wojenny.
Koniec: wolności, wolności słowa, wolnych wyborów, reform, demokracji,
samorządności, sprawiedliwości, wolnych związków zawodowych.
A wszystko przez I sekretarza KC PZPR generała armii Wojciecha Jaruzelskiego i
jego partyjno – wojskowych pachołków.
 
Rodacy!
Władza ogłaszając stan wojenny za wroga uznała społeczeństwo polskie. Wszelkie
jej działania od morderstw i aresztowań po zamykanie kin i teatrów są w to
społeczeństwo wymierzone. Ubliżająca propaganda strachu plugawi wszelkie
świętości ludzkie, narodowe i religijne. Władza jest w stanie zamknąć
„Solidarność” w więzieniu, nie może jednak zniszczyć Solidarności milionów
Polaków.
     Pałki i czołgi są bezsilne wobec prawdy, miłości i sprawiedliwości, które
są po stronie narodu polskiego.
Jeszcze Polska nie zginęła.!
 
Polacy! Faszystowska junta partyjno – wojskowa znowu terroryzuje naród. Od 13
b.m. dokonano aresztowań najwybitniejszych Polaków. Przedstawiciele świata
kultury, pisarze, muzycy, aktorzy. Eksterminowano profesorów wyższych uczelni
wraz z członkami PAN. Wykaz osób znajdujących się na listach SB jest taki sam,
jak sporządzili Niemcy w 1939 r. Polacy nie poddawajcie się faszystom spod znaku
„Rady Ocalenia Narodowego”.
    Aresztowano 45 000 Polaków.
 
Polacy! Władza zmiażdżyła nasze prawa, wypowiedziała nam wojnę. Uosobieniem
odnowy stały się karabin i pałka. Pamiętajcie: „Solidarność” to Solidarność
Polaków.[488]
 
 
Toruń. 30 XII 1981
                                                                    Bracia i
Siostry
     Nie dajm się zastraszyć. Prawda zawsze zwycięży, Juncie Jaruzelskiego
chodzi o to, aby Polak zwał się Rosjaninem. Zginęli ludzie, ofiar będzie
przybywać, nie wolno pogodzić się z takim stanem rzeczy. Naród musi wygrać tę
walkę, stosujcie strajki okupacyjne lub bierne. Żądajcie prawa głosu, uwolnienia
internowanych i zniesienia stanu wojennego. Jeśli nie chcecie dopuścić do
terroru stalinowsko – hitlerowskiego walczcie, każdy przejaw walki będzie dobry.
Wrona zachłyśnie się własną krwią.
                                                                                 
  Dzieci Polski.[489]
     Informacje umieszczone na owych plakatach były często przesadzone. Tak było
w przypadku podanej liczby aresztowanych Polaków. W rzeczywistości do 20 XII
1981 r. internowano i aresztowano ok. 5 tys. osób. Nieprawdziwa była też
informacja o tym, że listy osób przeznaczonych do aresztowania, sporządzane
przez SB były tożsame z listami sporządzonymi przez hitlerowców w okresie
okupacji. Przesada wynikała przede wszystkim z zastosowanej przez władze blokady
informacyjnej, która sprzyjała rodzeniu się plotek.
    Bliżej niezidentyfikowana grupa rozwieszała plakaty i kolportowała ulotki z
cytatami z dzieł Czesława Miłosza:
O wolność dla bezprawnie więzionych
Przeciw torturowaniu myśli, o to
By nie kneblowano nam ust
Stój, zadrżyj w sercu swoim. Nie umywaj rąk.
 
                       
                             „Z przemówienia”
Wzywamy do dyscypliny nie spodziewając się braw
Ich brawa bowiem są nam niepotrzebne.
Lojalnym obywatelom zapewniamy opiekę
Nie żądając w zamian nic prócz posłuszeństwa.[490]
    Na powielaczu została wydrukowana ulotka z obszernym tekstem pt. W
oczekiwaniu na konsekwencje przewrotu. Była ona sygnowana przez Wolną Drukarnię
Polową im. Józefa Piłsudskiego w Toruniu. Nie wiemy niestety kto wydrukował tę
ulotkę, rozprowadzaną jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia 1981 r.[491]
     Czasem plakaty i odręczne ulotki uzupełnione były rysunkami, niekiedy
rysunek stanowił zasadniczy element ich treści. Zaopatrzony w rysunek plakat z
napisem Solidarność nie zginęła. Polaku zerwij kajdany. Precz z PZPR pojawił się
23 XII 1981 r. w toruńskich zakładach „Unitra – Cemi”. Odręcznie sporządzona, na
kartce wyrwanej zapewne z   uczniowskiego zeszytu, ulotka przedstawiała
karykaturę Leonida Breżniewa, a wokół niej mnóstwo swastyk i czerwonych gwiazd
oraz napisów: Hitler dziękuje Wronie, SS Jaruzelski,  Breżniew – morderca,
zbereźnik, rzeźnik, prostak, bydlę, Hitler nr 2. Ową  „uczniowską ulotkę”
powieszono  5 II 1982 r. na szybie witryny sklepu „Melodia” przy ul. Szerokiej w
Toruniu. SB oczywiście wszczęła odpowiednie dochodzenie. Inna ulotka,
sporządzona metodą odbitki fotograficznej, przedstawiała rękę z gwiazdą, która
kierowała jadącymi czołgami, wronę z karabinem i napis Polacy nie pozwólmy na
zamieszkanie w naszych domach Iwanom i Miszkom – „Solidarność”. Jak widać owe
spontanicznie wytwarzane ulotki i plakaty często dawały wyraz przekonaniu (w
końcu słusznemu) o sowieckiej inspiracji wprowadzenia stanu wojennego w
Polsce.[492] Zdarzały się już w tym pierwszym okresie stanu wojennego plakaty na
wysokim poziomie artystycznym. Dnia 12 I ukazały się  w Toruniu   2 plakaty
odbite na kserografie. Jeden z nich przedstawiał dużego orła z podpisem Wrona
orła i „Solidarności” nie pokona, druga zawierała hasło: „Solidarność”. Prawda
pokona fałsz, aby Polska była Polską.[493]
    Ulotki i plakaty były najczęściej rozpowszechniane na klatkach schodowych.
Czasem jednak rozrzucano je i rozklejano także na ulicach, w zakładach pracy,
urzędach a nawet kawiarniach. W dniu 11 I 1981 r. 2 ulotki rozklejone w
autobusie miejskim nr 15 w Toruniu znalazła i „zabezpieczyła” por. Renata
Bukowska z KW MO w Toruniu.[494] W większości przypadków informacje o
pojawiających się ulotkach  pochodziły od funkcjonariuszy MO i SB. Czasem
zawiadamiali o nich portierzy budynków, niektórzy pełniący zapewne funkcje
konfidentów. O ulotkach zawiadamiali też milicję członkowie Obrony Cywilnej,
ORMO, niektórzy dyrektorzy zakładów pracy. Po ukazaniu się ulotek w dniu 8 I
1982 r. w Centrum Kształcenia Ustawicznego milicję zawiadomił o tym dyrektor
Centrum – Bronisław Ptaszyński.[495]
     Od początku stanu wojennego pojawiało się też wiele napisów na murach – na
elewacjach budynków i wewnątrz klatek schodowych. O przypadkach, gdy znamy ich
wykonawców już pisałem. Wielu „nocnych malarzy” pozostaje jednak nieujawnionych.
Jeszcze 27 XII 1981 r. na sklepie spożywczym w Toruniu – Czerniewicach pojawiły
się napisy: Śmierć generałowi, Precz z ZSRR, Solidarność oraz emblematy Polski
Walczącej. Warto dodać, że w Czerniewicach przy sklepie SB znalazła także blisko
200 ulotek.[496] W styczniu 1982 r.  napis: Wrona orła i „Solidarności” nie
pokona oraz rysunek orła w koronie pojawił się na klatce schodowej bloku przy
ul. Bażyńskich.[497] W lutym napisy antyreżimowe wymalowali studenci  w DS –
2.[498] Ulotki na ulicach i „solidarnościowe” napisy na murach  pojawiały się
także w Chełmży.[499] Napisy na murach Torunia i innych miast malowano
systematycznie do końca lat osiemdziesiątych.
    Spontaniczne akcje były liczne w pierwszych miesiącach stanu wojennego. Z
czasem jednak zanikały one. Mieszkańcy Torunia, akceptując postanowienia
podziemnych władz regionalnych „Solidarności”, starali się włączać w akcje
ogłoszone  przez te władze za pośrednictwem pism podziemnych. Działalność
ulotkową, plakatową, lub polegającą na malowaniu haseł także wykonywano raczej w
ramach podziemnych struktur związkowych.
     Od początku stanu wojennego w sposób spontaniczny bojkotowano towarzysko
osoby związane z aparatem władzy i przemocy. Akcje bojkotowania  i nękania (np.
przy pomocy telefonów) tzw. kolaborantów były popularne zwłaszcza wśród
młodzieży.  MO i SB skrzętnie wynotowywały owe przypadki nękania kwalifikując je
jako przypadki terroru psychicznego. Przypadek mający miejsce w Toruniu został
opisany w comiesięcznym sprawozdaniu płk Zenona Marcinkowskiego do MSW:
     Odnotowano także jeden fakt terroru psychicznego polegający na skierowaniu
groźby wobec ob. Konrada Wiśniewskiego (emeryta), który na Miejskiej Konferencji
Partyjnej w dniu 11 grudnia 1982 r. domagał się rozliczenia zarówno Edwarda
Gierka i jego ekipy, jak i Lecha Wałęsy. Konrad Wiśniewski w dniu 18 XII 1982 r.
około godziny 1400 otrzymał anonimowy telefon, w którym rozmówca stwierdził m.
in.: „Pamiętaj ty sługusie bolszewików, że podobnym rekwizytem, lecz o innym
kalibrze wybijemy ci z tego czerwonego łba oskarżenie naszego przywódcy, a
jednocześnie wybijemy ci co to jest odrodzenie narodowe”. Zgodnie ze słowami
rozmówcy Konrad Wiśniewski znalazł na wycieraczce pod drzwiami swojego
mieszkania rekwizyt – rurkę miedzianą o średnicy 1 cm i długości 40 cm. Sprawę
wyjaśnia Wydział III KW MO.[500]
     Władzom, zwłaszcza w pierwszych miesiącach stanu wojennego zależało na
wytworzeniu atmosfery terroru i zastraszenia. W takich warunkach każdy gest
oporu był aktem dużej odwagi. Dyrektorzy toruńskich zakładów pracy (nominowani
przecież z tzw. list nomenklaturowych) byli zazwyczaj gorliwi  (a czasami
nadgorliwi) w wypełnianiu poleceń wladz administracyjnych, wojskowych,
milicyjnych i „esbeckich”. Przypadki zachowywania zdrowego rozsądku zdarzały
się, aczkolwiek rzadko. W  „Metronie”, po internowaniu w dniu 14 XII 1981 r.
Ryszarda Muellera, wezwano członków Komisji Zakładowej „Solidarności” do
dyrekcji. Oprócz p. o. dyrektora  - Kazimierza Felberga w rozmowie uczestniczył
główny technolog Helmut Kurowski (niechętnie nastawiony do „Solidarności”) oraz
bliżej nieznany komisarz wojskowy. W pewnym momencie komisarz wojskowy zauważył,
że Grażyna Słupska ma przypięty znaczek „Solidarności” i zażądał jego zdjęcia.
Zagroził nawet zwolnieniem działaczki z pracy. Gdy Słupska odmówiła i po
zamieszaniu wyszła z gabinetu, sytuację załagodził ( i nie dopuścił do
zwolnienia) dyrektor Kazimierz Felberg.[501]
     
7. Związek Walki  o Niepodległość i jego działalność w Brodnicy.
 
W  Brodnicy akcję protestu zorganizowała grupa złożona z młodych ludzi, m. in.
studentów i uczniów. Jeszcze 16 XII 1981 r. Marianna Łaszewska (studentka),
Mieczysław Łaszewski (geodeta), Jan Kóż (uczeń 4 klasy LO w Brodnicy) i  
Zbigniew Zieliński (student) napisali na maszynie i rozkleili po mieście  ulotki
– Serwis Informacyjny  i  drugą pt. Jak do tego doszło?[502]  W kolejnej ulotce
zaczynającej się od słów Rodacy  pisali:
     Wybiła robotnicza godzina.Generał Jaruzelski wprowadził stan wojenny w
kraju. Jest on wymierzony w podstawowe interesy klasy robotniczej. PZPR uzurpuje
sobie w ten sposób prawo do bezwzględnego i bestialskiego rządzenia klasa
robotniczą.
Lech Wałęsa skatowany w więzieniu.
W KWK „Wujek” polała się krew.
Wrocław nie pracuje.
Walki uliczne w Gdańsku i w Warszawie.
Konin, Krosno, Gorzów strajkują.
Stocznia gdańska gotowa do wysadzenia wraz z robotnikami.
                                                                ROBOTNICY
Nie pozwólmy  poniewierać swoich towarzyszy pracy.Odpowiedzmy na to strajkiem.
Walka się dopiero zaczęła, gdy się skończy zwycięstwem po raz pierwszy od  36
lat będziemy wolni.
„Jeszcze Polska nie zginęła”[503]
     Dnia 21 lub 22 XII 1981 r. cztery wymienione osoby oraz Włodzimierz
Szmejchel (pomocnik murarski), jego brat Roman Szmejchel i robotnik z Gdyni
Mariusz Seweryński utworzyli „Związek Walki o Niepodległość” (ZWON). Działali
bardzo aktywnie. Na początku stycznia rozkleili  oni na murach miasta pisaną
ręcznie Odezwę do narodu:
     Zwracamy się do ludzi, którzy nie chcą pogodzić się z aktualną sytuacją.
Nie dajcie się zastraszyć stanem wojennym, który wymierzony jest w „Solidarność”
i demokrację w Polsce.
     Represje jakie stosowane są przeciwko działaczom „Solidarności”, literatom
i wszystkim ludziom walczącym o wolną Polskę są zaprzeczeniem tego, co rząd PRL
podpisał w Helsinkach o nie łamaniu praw człowieka.
    Nigdy nie wywalczymy wolności jeżeli będziemy bocznymi i biernymi
obserwatorami. Jednoczcie się. Walczcie z obłudą, zakłamaniem i wyzyskiem.
     Zejdźcie do konspiracji, tam poznacie idee walki, a wygrać musimy.
                                                                                 
                  ZWON[504]
W Odezwie (przepisywanej ręcznie) datowanej na 2 I 1982 r. ZWON protestował
przeciwko zapowiadanej podwyżce cen.[505] Inne ulotki były bardziej lapidarne,
jak ta skierowana do członków PZPR:
                                                      Komuniści
    Czeka was stryczek. Opamiętajcie się. Wystąpcie z PZPR.
                                                                                 
 ZWON
 Natomiast ulotka skierowana do robotników (także pisana ręcznie) głosiła:
                                                 Ludzie pracy!!!
Nie dajcie się pokonać tyranom w oczach świata i swoich rodaków. Nie bójcie się
garstki łotrów komunistów, którzy od 1945 r. wami sterują. „Solidarność”
zwycięży a wtedy nastąpi rozrachunek społeczny.
        Niech zginie ZSRR z czerwonym knurem Breżniewem na czele.
Niech żyje wolność.
                                   ZWON.[506]
      Wszystkie pisane ręcznie ulotki były przyozdobione rysunkiem małej biało –
czerwonej flagi. Członkowie grupy wykonywali też liczne napisy na ulicach
miasta. Oto treść niektórych z nich:
Wolność dla internowanych
„Solidarność” zwycięży
Precz z reżimem
Solidarność była jest i będzie. Wolność Polsce.
    Na murach członkowie grupy umieszczali także emblemat Polski Walczącej.
Wszystkie napisy podpisane byłe: ZWON[507]. Owi młodzi ludzie organizowali też
akcje obrzucania wydmuszkami z farbą propagandowych plansz i napisów, zwłaszcza
zawartego w nich słowa: ZSRR.[508] Około połowy stycznia ZWON rozkleił po
Brodnicy ulotki  (pisane ręcznie) apelujące o palenie świeczek w oknach na znak
sprzeciwu wobec wprowadzenia stanu wojennego. Akcja palenia świeczek miała się
odbyć 19 – 20 I, 30 I i 31 I 1982 r.
      Czlonkowie ZWON z  wyjątkiem Romana Szmejchela i Marcina Seweryńskiego
zostali aresztowani pod koniec stycznia 1982 r. Rozprawa odbyła się  20 III 1982
r. przed Sądem Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy. Składowi
sędziowskiemu przewodniczył kpt. Zbigniew Bromirski, orzekali także: ppłk
Włodzimierz Baziak i mjr Mikołaj Hozakowski. Oskarżał prokurator wojskowy ppor.
Paweł Ławniczak, który zażądał wyroków od 4 – 6 lat więzienia.[509] Orzeczone
wyroki nie były tak wysokie, ale również drastyczne. Jan Kóż skazany został na 4
lata więzienia, Mieczysław Łaszewski na 3 lata, Marianna Łaszewska na 4 lata,
Włodzimierz Szmejchel na 1 rok, Zbigniew Zieliński na 4 lata więzienia. Roman
Szmejchel ukrywał się przez ponad rok i ostatecznie do więzienia nie trafił.
Marcina Seweryńskiego aresztowano i skazano nieco później na rok więzienia.
Został zwolniony w listopadzie 1982 r.[510] Włodzimierz Szmejchel został
warunkowo zwolniony 12 VIII 1982 r.[511] Zbigniewowi Zielińskiemu Sąd POW
darował resztę kary, po amnestii - 9 VIII 1983 r.[512] Mieczysława Łaszewskiego
wypuszczono 31 V 1983 r. na półroczną przerwę w odbywaniu kary, do więzienia nie
wrócił, gdyż 25 V został warunkowo ułaskawiony przez Radę Państwa, a następnie
objęto go amnestią.[513] Marianna Łaszewska była więziona w  Fordonie,
Grudziądzu i Krzywańcu i znowu w Fordonie. Dnia 2 XII 1982 r. Wojewódzki Sąd
Garnizonowy w Zielonej Górze (przewodniczący kpt. Janusz Lipka) odmówił
udzielenia jej przerwy w karze.[514] W czerwcu 1983 r. Marianna  Łaszewska
wzięła udział w kilkudniowej głodówce więźniarek Fordonu żądających przyznania
im statusu więźnia politycznego.[515] Zwolniono ją na mocy amnestii – 26 VII
1983 r.[516]
    Najbardziej tragiczne były losy Jana Kóża. Dnia 25 V 1983 r. Rada Państwa
odmówiła jego ułaskawienia (pod dokumentem podpisał się jej przewodniczący –
prof. Henryk Jabłoński)[517] Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy
(przew. mjr Zbigniew Bromirski) skrócił mu jedynie na mocy amnestii karę o 2
lata.[518] W rezultacie siedział on w więzieniu w Potulicach, a potem w
Braniewie do końca stycznia 1984 r.[519] O tak surowym potraktowaniu Jana Kóża
zadecydowały zapewne jego powiązania z Konfederacją Polski Niepodległej. Jan Kóz
był szykanowany przez władze więzienne. W Potulicach skazano go na miesiąc
karceru (wraz z Janem Kosem z Gdańska). Po głodówce pozostałych więźniów
politycznych pobyt w izolatce skrócono mu do tygodnia.[520] Władze więzienne
ograniczały też dostarczanie paczek  żywnościowych dla Jana Kóża.[521]
    Dodać trzeba, że w Brodnicy urządzono akcję pomocy dla aresztowanych
członków ZWON. Zbierano dla nich pieniądze, organizowano adwokatów. W
działalność tą angażowali się: Benedykt Banasik, Mieczysław Mosakowski, Hanna
Adamowska, Edward Semeniuk, Tadeusz Łęgowski.[522]
   
8. Powstanie tzw. drugiego garnituru władz toruńskiej „Solidarności”.
 
      Jeszcze 13 XII 1981 r. grupa działaczy „Solidarności”, których nie
internowano, zebrała się na naradę w kościele p.w. Chrystusa Króla na toruńskim
osiedlu Mokre. Niestety na temat  przebiegu tego zebrania nic nie wiemy. Kilku
działaczy „Solidarności” – m. in. Jadwiga Gawarkiewicz, Andrzej Sobkowiak,
Zdzisław Dumowski zebrało się 13 XII 1981 r. w kościele oo. Jezuitów na Rynku
Starego Miasta. Umówili się oni na kolejne zebranie w dniu następnym rano, także
w kościele p.w. Chrystusa Króla. W zebraniu tym wzięło udział ok.  20 osób. Byli
wśród nich m. in. Andrzej Sobkowiak, Andrzej Łoziński, Zdzisław Dumowski,
Jadwiga Gawarkiewicz, Jerzy Mikołajczak. Po pewnym czasie zebrani przenieśli się
do mieszkania Jadwigi Gawarkiewicz przy ul. Chrobrego. Podczas zebrania
wymieniano informacje, próbowano podzielić się zakresem przyszłych działań.
Dyskutowano też na temat konieczności uruchomienia powielacza. Przewodnicząca
„Solidarności” w WSS „Społem”   - Jadwiga Gawarkiewicz załatwiła w 1981 r.
wypożyczenie powielacza, będącego własnością jej firmy dla toruńskiego Zarządu
Regionu. Jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego został on przewieziony do
Komisji Zakładowej przy WSS „Społem”. Teraz był on do dyspozycji. Wkrótce jednak
(16 XII 1981 r.) Jadwiga Gawarkiewicz została aresztowana, a jej koledzy z pracy
(m. in. Jerzy Mikołajczak i Gerard Ziółkowski) powielacz ukryli. Dopiero wiosną
1983 r.  przejął go Wiesław Cichoń i użył do druku podziemnych ulotek i gazetek.
 Warto dodać, że po zebraniu u Jadwigi Gawarkiewicz został zatrzymany na ulicy i
 internowany Andrzej Sobkowiak. Kolejne zebranie odbyło się tego samego dnia (14
XII 1981 r.) w magazynie materiałowym Zarządu Regionu za hotelem „Kosmos”.
Magazyn ten nie był jeszcze zajęty przez milicję. W zebraniu brało udział ponad
dwadzieścia osób: m. in. Kazimierz Noga (Elana), Krzysztof Obremski (UMK), Piotr
Łukaszewski (Elana), Zdzisław Dumowski (redaktor „Wolnego Słowa”), Włodzimierz
Tribus (redaktor „Wolnego Słowa”), Grażyna Słupska („Metron”), Jan Hanasz
(astronom z PAN), Jadwiga Gawarkiewicz (WSS „Społem”), Adam Tomasz Bensch (UMK),
Wiesław Skrzypczyński („Polchem”), Wiesław Olszak („Towimor”), Zbigniew Bobiński
(UMK), Jadwiga Pietrusa („Towimor”), Andrzej Zybertowicz (UMK),  Jerzy Komocki
(Pracownia Astrofizyki Centrum Astronomicznego PAN im. Mikołaja Kopernika w
Toruniu), Stanisław Wielgosz („Elana”), Bożena Bagińska (Pogotowie Opiekuńcze),
Marek Chojecki (Polmozbyt), Władysław Krypel (Geofizyka), Grzegorz Drozdowski
(UMK). Podczas zebrania, odbywającego się w ponurym nastroju i scenerii (prawie
w zupełnej ciemności), przekazano mało pocieszające informacje z zakładów pracy.
Niektórzy zebrani deklarowali potrzebę zorganizowania strajku, inni jednak
uważali, że nie ma szans na skuteczną akcję protestacyjną. Ta ostatnia opinia
przeważyła, zwłaszcza, że ze szczątkowych informacji dobiegających z innych
miejsc wynikało, że strajk generalny nie udał się. Stwierdzono więc, że ze
strajkiem w Regionie Toruńskim na razie należy się wstrzymać. Zebrani, z myślą o
przyszłości,  uznali się jednak za Międzyzakładowy Komitet Strajkowy (MKS).
Stwierdzili też, że należy ratować zasoby materialne związku i organizować
podziemne struktury. Trzeba jednak podkreślić, że narada odbywała się w
atmosferze pewnego chaosu i nerwowości. Pod koniec obrad wybrano kilku
delegatów. Kontynuowali oni naradę w pobliskim Instytucie Matematyki. Zebrani
uznali się tam za tzw. II garnitur kierownictwa związku i na tymczasowego szefa
owego kierownictwa wybrali  Grzegorza Drozdowskiego.[523] MKS w składzie z 14
XII 1981 r. więcej się już nie spotkał, chociaż część działaczy odbywała w
następnych dniach kolejne zebrania w Instytucie Matematyki.[524] W ciągu
następnych    tygodni w większych zakładach pracy Torunia powstawały Tajne
Komisje Zakładowe lub (częściej) na wpół formalne grupy, które rozpoczynały
działalność podziemną. Zazwyczaj tworzyli je działacze związkowi działający
jeszcze w czasie legalnego istnienia związku. Ułatwiało to pracę Służbie
Bezpieczeństwo  i było przyczyną licznych „wpadek” i aresztowań. Aresztowania te
przyspieszyły wymianę kadry i w strukturach podziemnych pojawili się również
ludzie mniej zaangażowani przed 13 XII 1981  r.[525]
    Ów „II garnitur”, wyłoniony w Instytucie Matematyki, zbierał się  
systematycznie  (zazwyczaj raz na tydzień) w mieszkaniach prywatnych. Ważną rolę
w jego pracach odgrywali członkowie owej, omawianej już, grupy Toruń – Mokre:
Kazimierz Noga, Piotr Łukaszeɷski, Stanisław Wielgosz (wszyscy z „Elany”) oraz
Marek Chojecki („Polmozbyt”).  W lutym 1981 r. „II garnitur” przyjął oficjalną
nazwę: Tymczasowe Prezydium Zarządu Regionu. Jego przewodniczącym wybrano
Kazimierza Nogę. Na zebraniu ustalono też rangi innych członków Prezydium.  W
razie aresztowania któregoś z nich osoby znajdujące się niżej w „drabince”
awansowały o jedno miejsce. W ten sposób w razie aresztowania szefa Prezydium na
jego miejsce wchodziła automatycznie osoba z numerem 2. W skład Prezydium
wchodzili:
Kazimierz Noga („Elana”) – nr 1
Marek Chojecki ( „Polmozbyt”) – nr 2
Grzegorz Drozdowski (UMK) – nr 3
Piotr Łukaszewski („Elana”) - nr 4
Zbigniew Leszczyński (UMK) – nr 5
Stanisław Wielgosz („Elana”) – nr 6[526]
     Gdy w styczniu 1982 r. władze więzienne zgodziły się na wizyty rodzin u
uwięzionych w Potulicach, Antoni Stawikowski przekazał przez swoją rodzinę
gryps, w którym stwierdził, że uznaje podziemne władze związku za w pełni
legalne. Oświadczenie to miało na celu zalegitymizowanie tworzącego się tajnego
zarządu regionu toruńskiego oraz zabezpieczenie go przed ewentualnymi
pretensjami do sprawowania władzy ze strony działaczy uwalnianych z obozów
internowań. Pretensje owe mogłyby się stać przyczyną konfliktów i sporów. Poza
tym, zdaniem Stawikowskiego, działacze wypuszczani z obozów powinni przejść
przed przystąpieniem do pracy podziemnej pewną kwarantannę, żeby mogli ocenić
jak mocno są inwigilowani przez funkcjonariuszy SB. Wymagały tego względy
bezpieczeństwa.[527]
      Podział kompetencji członków owego Prezydium był dość skomplikowany i
trudny do ścisłego zrekonstruowania. Kazimierz Noga, oprócz tego, że był
przewodniczącym zajmował się kontaktami z „Elaną”. Piotr Łukaszewski kontaktował
się z  Rejonowym Komitetem Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności, Zwolnionym z
Pracy i ich Rodzinom w Toruniu, dzialającym przy kościele Wniebowzięcia NMP.
Współpracował też przy kolportażu na terenie „Elany”. Grzegorz Drozdowski
odpowiadał za działalność na terenie UMK, pracował też przy zaopatrzeniu i
kolportażu. Głównym koordynatorem kolportażu był Zbigniew Leszczyński. Marek
Chojecki, oprócz tego, że miał utrzymywać kontakty z zagranicą, koordynował
kolportaż ulotek w swoim zakładzie pracy, tzn. w „Polmozbycie”. Stanisław
Wielgosz, z założenia miał być człowiekiem „od wszystkiego”. W praktyce było
jednak tak, że w zależności od potrzeb różni członkowie Prezydium wykonywali
rozmaite zadania. Np. Stanisław Wielgosz z Markiem Chojeckim przetransportowali
z „Toralu” pojemniki z tuszem do drukowania podziemnego pisma Kontra. Zbigniew
Leszczyński  zdobywał wałki do druku. Grzegorz Drozdowski wraz ze Zbigniewem
Leszczyńskim oraz  matematykiem z UMK dr Janem Kwiatkowskim  ukryli w Instytucie
Matematyki UMK ok. 1,5 tony papieru do powielacza.
     Działalność TPZR utrudniał fakt, że część z jego członków była „namierzona”
przez SB. W marcu i kwietniu na zebrania Prezydium przestał uczęszczać Piotr
Łukaszewski, gdyż nie mógł zgubić chodzących za nim esbeków. W jeszcze większe
tarapaty popadł Grzegorz Drozdowski. W nocy z 25/26 II 1982r. esbecja
przeprowadziła rewizję w kilku pokojach w akademiku nr 5[528]. Spośród kilku
studentów zatrzymanych na 48 godzin, jeden  - Mirosław Dembiński otrzymał
sankcję prokuratorską i został aresztowany oraz postawiony w stan oskarżenia. W
jego pokoju znaleziono bowiem materiały do  pisma satyryczno - literackiego,
które zamierzał wydawać. Część materiałów do pisma Dembiński przekazał
Grzegorzowi Drozdowskiemu. W nocy z 25/26 II 1982r. esebcy zrobili także rewizję
w pokoju Drozdowskiego w Hotelu Asystenckim i znaleźli w nim 10 egzemplarzy
TISa. Znaleźli również skrytkę na najwyższej kondygnacji hotelu, w której
przechowywał on m. in. rękopisy Dembińskiego i swoje własne. Drozdowski także
został aresztowany. Umiejętna linia obrony (polegająca na tłumaczeniu, że ulotki
znalazł na klatce schodowej jednego z bloków w Toruniu i aby nie być z nimi
widziany ukrył je we własnym pokoju)  spowodowała, że Drozdowskiego zwolniono 26
III 1982r.[529] Jego praca w TPZR musiała jednak chwilowo ulec zahamowaniu.
     Gorzej potoczyły się losy Mirosława Dembińskiego. Znaleziona u niego
makieta pisemka pod nazwą Nieregularne Pismo Literacko – Satyryczne, wykonana
była na maszynie do pisania, zawierała jednak odręczne notatki Dembińskiego i
miejsca na rysunki. Nakaz jego aresztowania wydał 27 II 1982r. podprokurator
Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w Bydgoszczy – ppor. Paweł Ławniczak.
Zarzucił on oskarżonemu, że w okresie do 21 do 25 lutego przechowywał w Domu
Studenckim nr 5 nielegalne pisemko pn. „Nieregularne Pisemko Literacko –
Satyryczne” nr 1 z dnia 20 lutego 1982 r. z zamiarem jego rozpowszechnienia.
Pisemko to zawiera sformułowania lżące i wyszydzające ustrój oraz naczelne
organy PRL. [530]  Dembińskiego umieszczono w areszcie śledczym w Toruniu. 6 III
1982r. Sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy w składzie: płk Ryszard
Latos (przewodniczący), ppłk Włodzimierz Baziak (sędzia) i ppor. Jan Lis
(sędzia), odrzucił zażalenie Dembińskiego na zastosowanie tymczasowego
aresztowania.[531] Z kolei wiceprokurator prokuratury Pomorskiego Okręgu
Wojskowego w Bydgoszczy ppłk Czesław Hryncewicz nie uwzględnił wniosku o
rezygnację z trybu doraźnego w śledztwie.[532] Natomiast 5 IV 1982r. ten sam sąd
w składzie: płk Bronisław Korycki (przewodniczący), mjr Mikołaj Mozakowski
(sędzia), ppor. Jan Lis (sędzia) odrzucił wniosek o odstąpienie od trybu
doraźnego.[533]
    Dembiński w śledztwie bronił się twierdząc, że ulotkę znalazł w ubikacji
akademika. Obciążały go jednak własnoręczne notatki na kartce (zatrudniono
grafologa). 27 III 1982r. podprokurator  Wojskowej Prokuratury Garnizonowej w
Bydgoszczy ppor. Paweł Ławniczak sporządził akt oskarżenia. Stwierdził w nim, że
pisemko, które Dembiński chciał rozpowszechniać zawierało nie tylko
sformułowania lżące i wyszydzające ustrój PRL oraz ustrój socjalistyczny w
szczególności. Pisemko to także zawierało zdania kierowane przeciwko stanowi
wojennemu, agitacje do konspiracyjnej działalności polityczno – społecznej,
sugerujące brak suwerenności państwowej PRL. Co gorsza, zdaniem prokuratora w  
innym miejscu zawarte są sformułowania lżące i wyszydzające Premiera Rządu PRL,
tzn. Wojciecha Jaruzelskiego.[534] Warto dodać, że ten sam prokurator – Paweł
Ławniczak zatrzymał listy Dembińskiego do rodziców i narzeczonej i dołączył je
do akt sprawy, gdyż zawierają treść dotyczącą okoliczności sprawy.[535]
   Błahość sprawy mogłaby wzbudzać wręcz wesołość, gdyby nie fakt, że Mirosław
Dembiński spędził w areszcie prawie 2 miesiące. Zatrudnienie całego sztabu
prokuratorów, sędziów a nawet ekspertów, aby skazać studenta, który sporządził 1
satyryczną ulotkę zakrawa dziś na działanie paranoiczne. System realnego
socjalizmu był nie tylko zbrodniczy i niewydolny. Był też po prostu śmieszny. Na
szczęście sąd Pomorskiego Okręgu Wojskowego odstąpił od trybu doraźnego i 21 IV
1982 r. wydał wyrok -  1 rok w zawieszeniu.[536]
     Wiosną od pracy w TPZR musiał się odsunąć także Marek Chojecki, wynikało to
z przyczyn osobistych.
 
9. Początki Toruńskiego Informatora Solidarności.
 
     Najaktywniejszymi działaczami podziemnej „Solidarności”, którzy jednak zimą
1982 r. nie weszli do władz regionalnych byli: doc. Jan Hanasz, astronom –
wówczas kierownik Pracowni Astrofizyki Centrum Astronomicznego PAN w  Toruniu
oraz Jerzy Komocki, pracownik techniczny tejże pracowni. Ich największym
osiągnięciem było zorganizowanie druku najważniejszego pisma toruńskiej
podziemnej „Solidarności” -  Toruńskiego Informatora Solidarności (TISa).
       Jak pamiętamy jeszcze 13 XII 1981 r. grupa działaczy: Marek Berak, Emilia
Karolewska, Krzysztof Troicki, Andrzej Łoziński spotkała się w salce przy
kościele św. Józefa, a potem w mieszkaniu Krzysztofa Troickiego. Na spotkaniu
napisano odezwę (powieloną na papierze przebitkowym) Do członków „Solidarności”.
Do społeczeństwa miasta Torunia, podpisaną: NSZZ „Solidarność” Regionu
Toruńskiego.[537]
       Dnia 14 XII 1982 r. w Biurze Projektów „Balneoprojekt”, gdzie pracował
inż. Ryszard Konikiewicz odbyło się kolejne zebranie tej grupy w poszerzonym
gronie.  Uczestniczyli w nim oprócz gospodarza także Emilia Karolewska, Andrzej
Łoziński, Leszek Zaleski, Marek Berak, Krzysztof Troicki, Jan Hanasz i Jan
Krezymon (który wkrótce został internowany). Na spotkaniu dyskutowano także na
temat zorganizowania podziemnego pisma regionalnego.[538] Wkrótce za tym poszły
konkretne działania. Po rozbiciu przez milicję siedziby Zarządu Regionu
toruńskiej „Solidarności”, bliżej nieznane osoby (przy udziale Lecha
Różańskiego) przeniosły powielacz, elektryczną maszynę do pisania,  spory zapas
papieru, matryc białkowych  i farby drukarskiej do prywatnego mieszkania w
kamienicy naprzeciwko siedziby „Solidarności”.  Ewakuację tego sprzętu załatwił
Jan Hanasz. Adres mieszkania  wskazał mu Grzegorz Drozdowski. Za najlepszy dzień
do akcji uznano wigilię Bożego Narodzenia. Do transportu wykorzystano samochód
bagażowy  marki żuk, będący własnością Obserwatorium Astronomicznego UMK w
Piwnicach. Sprzęt przykryto dla bezpieczeństwa choinkami.  Żukiem kierował
bliżej nieznany kierowca,  jechał nim też  Jan Hanasz. Powielacz zawieziono do
mieszkania Henryka Mrówczyńskiego, w kamienicy przy ul. Podmurnej, która także
była jego własnością (obecnie znajduje się w niej Wydział Kultury Urzędu
Miejskiego). Błyskawicznego rozładunku dokonali inż. Ryszard Konikiewicz i jego
dwaj synowie: Marek i Krzysztof.[539] Zasługą Krzysztofa było znalezienie lokalu
na drukarnię – Henryk Mrówczyński był jego szkolnym kolegą. Po przywiezieniu
powielacza w błyskawicznym tempie wydrukowano i rozkolportowano pierwszy numer
podziemnego pisma „Solidarności” toruńskiej – Toruński Informator Solidarności z
datą 2 I 1982 r. Zawierał on niewiele informacji, które trudno było jeszcze na
razie zdobywać, większą jego część wypełniał  komentarz do ostatnich wypadków.
Przytoczmy  fragment tekstu wydrukowanego w pierwszym numerze TISa :
     I znów schodzimy do podziemia. Jak nasi ojcowie i dziadowie podejmujemy to
ryzyko i ten ciężar. Wierzymy jednak głęboko, że to już ostatni raz, że polska
rewolucja zapoczątkowana Sierpniem doprowadzi nas do wolności i godności. Nie
godzimy się ze stanem wojennym. Jego ogłoszenie było aktem nielegalnym, podobnie
jak uwięzienie związkowców i brutalne represje wobec ludzi pracy. „Solidarność”
istnieje nadal. Jakiekolwiek próby porozumienia władzy z narodem – a wierzymy,
że nastąpić muszą – są możliwe tylko po odwołaniu stanu wyjątkowego i uwolnieniu
wszystkich uwięzionych. A władza niech pamięta. Zbrodnia przeciwko narodowi nie
będzie ani wybaczona, ani zapomniana. Krew przelana na ulicach miast i w
zakładach pracy oskarża.
    Postaramy się, żeby pismo wychodziło w miarę regularnie. Będziemy informować
w nim o stanie w Polsce i nastrojach na nasz temat  w świecie. Będziemy
zamieszczać krótkie analizy naszej rzeczywistości gospodarczej i politycznej.
Chcemy wreszcie znać i twoje zdanie, czytelniku. Pomyśl, jaki mógłby być i twój
wkład w dzieło wyzwolenia i naprawy Rzeczypospolitej. Nasza przyszłość zależy
przecież od nas samych.[540]
     Druk TISa odbywał się do wiosny 1984 r. głównie w domu Henryka
Mrówczyńskiego. W tym okresie brali w nim udział zazwyczaj Marek i Krzysztof
Konikiewiczowie oraz Henryk Mrówczyński. Ten ostatni zajmował się też
konserwacją powielacza, czyścił go i przemywał benzyną. W 1982 r. sporadycznie
drukował też Jerzy Komocki (osoba niezwykle aktywna w pracy konspiracyjnej w tym
czasie), astronom i informatyk Andrzej Kaczor oraz student prawa Marek Wachnik.
Gdy powielacz się psuł, zastępowano go wałkiem, drukowano wtedy niekiedy w
innych mieszkaniach prywatnych.[541] I tak np. jeden z numerów TISa został
wydrukowany w 1982 r. w mieszkaniu Doroty Zawackiej – Wakarecy.[542]
     W redagowaniu pierwszych numerów TISa uczestniczyli Jan Hanasz i  Roman
Spandowski. Później redaktorem naczelnym został Roman Spandowski, którego
wspomagał Andrzej Kaczor. Redagowali oni TISa do 1984 r. Na drzwiach mieszkania
tego ostatniego znajdowała się skrzynka do której łącznicy (np. z zakładów pracy
Torunia) przynosili karteczki z informacjami. Andrzej Kaczor przepisywał je na
maszynie, a następnie przychodził do niego Roman Spandowski ze swoimi
informacjami i dostarczonymi tekstami publicystycznymi. Pocięte na paski
maszynopisy redaktorzy naklejali na tekturkę, tworząc tzw. makietę pisma. Roman
Spandowski zanosił ją do  do pracującej w PAN Marii Kostrzewy w celu przepisania
na maszynie na matrycy białkowej. Później maszynopisaniem na matrycach zajmowała
się też emerytowana sekretarka z Instytutu Astronomii UMK – Maria Moraczewska.
Następnie Andrzej Kaczor odbierał matrycę i zanosił ją do drukarni przy ul.
Podmurnej. Teksty publicystyczne w pierwszym okresie wydawania „TISa” pisali:
Maria Kostrzewa, studentka polonistyki Krystyna Kuta, Jan Hanasz, Roman
Spandowski. To właśnie autorstwa Spandowskiego były liczne dowcipne komentarze
zamieszczane w TISie.  Z pismem współpracował też ukrywający się nauczyciel –
Leszek Zaleski.[543]
      Pismo ukazywało się w miarę regularnie, w pierwszych latach stanu
wojennego średnio co tydzień lub półtora tygodnia.  I tak w roku 1982 ukazało
się 41 numerów „TISa”, w roku 1983 – 34, w roku 1984 – 41.  Nakład wynosił ok. 2
tys. egzemplarzy.   Dnia  1 V 1982 r. aresztowany został, podczas trwających  w
Toruniu rozruchów Roman Spandowski. Do 30 VI 1982 r. przebywał on w areszcie
oraz w ośrodku internowania w Strzebielinku. Większość prac redakcyjnych
wykonywał w tym okresie Andrzej Kaczor, którego wspomagała w tym żona – Elżbieta
Kaczor. W drukarni w domu Henryka Mrówczyńskiego drukowane były też sporadycznie
niektóre zakładowe pisma toruńskiej „Solidarności” – Solidarność Apator - OBR,
Pogłos („Merintotex”), Motor Odmowy („Polmozbyt”). Zdarzało się też
sporadycznie, że drukowano tam numery drugiego najważniejszego pisma podziemnego
toruńskiej „Solidarności” – Kontry. W domu Mrówczyńskiego drukowano też pismo
zakładowe Elana.[544]
 
10. Powstanie Kontry i  Iskry
 
     Drugim najważniejszym pismem Regionu Toruńskiego, które wychodziło drukiem
już od  stycznia 1982 r. była „Kontra”. Tytuł nawiązywał do łacińskiej sentencji
Contra spem spero. Pierwszy  numer pisma  ukazał się 21 I 1982 r. Redagowali je  
i drukowali trzej ludzie: Michał Wojtczak - asystent w Instytucie Pedagogiki i
Psychologii UMK, Krzysztof Obremski – asystent w Instytucie Filologii Polskiej
UMK oraz Marian Lisowiec – prezes Studenckiej Spółdzielni Pracy „Małgosia”.
Pismo  w założeniu miało profil bardziej publicystyczny niż informacyjny,
drukowało też oficjalne dokumenty podziemnych władz związku. Zamieszczane w nim
artykuły były najczęściej pióra trzech redaktorów pisma. Druk odbywał się na
powielaczu, który Michał Wojtczak (wraz z Maciejem Jagodzińskim) zabrał z domu  
Magdaleny Wyszomirskiej – Głębowicz i Henryka Wyszomirskiego przy ul. Fałata.
Wcześniej Wojtczak odbył  swoiste przeszkolenie w technice druku przeprowadzone
przez działacza toruńskiej „Solidarności” Piotra Hryniewicza. Powielacz
umieszczono najpierw w pomieszczeniach toruńskiej Pracowni Konserwacji Zabytków
przy ul. Rabiańskiej, pod opieką p. Warszewskiego. Michał Wojtczak wydrukował na
nim kilka ulotek – jedna z nich zawierała list prymasa Józefa Glempa do generała
Jaruzelskiego z apelem o zaprzestanie zwalniania z pracy w administracji
państwowej członków „Solidarności”.[545] Potem zaczęto na nim drukować „Kontrę”.
Następnie (do maja 1982 r.) druk odbywał się w magazynach „Małgosi” obok DS – 5.
Drukował wówczas Marian Lisowiec, któremu pomagali pracownicy „Małgosi” –
Krzysztof Faleński i Roman Kabała. Od maja 1982 r. powielacz stał już w domu
Mariana Lisowca, który drukował osobiście, często z pomocą Michała Wojtczaka i
Krzysztofa Obremskiego.[546]  Aby zagłuszyć  pracę maszyny puszczono głośno
muzykę z  (drogocennej wówczas) płyty zespołu Led Zeppelin, która w ten sposób
uległa szybko zniszczeniu. Poszczególni członkowie redakcji mieli też
przydzielone pewne określone obowiązki. Michał Wojtczak  utrzymywał kontakty z  
władzami regionu – Tymczasowym Prezydium Zarządu Regionu, a później z Regionalną
Komisją Wykonawczą. Marian Lisowiec zajmował się zaopatrzeniem i kontaktami ze
strukturami kolportażowymi regionu, a Krzysztof Obremski zorganizował awaryjny
skład i druk pisma, aby w razie wpadki ukazał się chociaż jeden numer. Podziemne
władze regionu toruńskiego dostarczyły maszynę do pisania, papier, matrycę,
farbę drukarską.[547]  Warto dodać, że przed świętami Wielkanocy 1982 r. do
numerów „Kontry” dołączono kartki świąteczne wykonane techniką sitodrukową.
Wiele pracy w ich wykonanie włożył trzeci z braci Wojtczaków – Piotr
Wojtczak.[548]
          Prasę podziemną zaczęto szybko drukować także w Grudziądzu. Jeszcze
zimą 1982 r. ulotki powielane na maszynach do pisania wydawały: Ewa Czarnecka i
Grażyna Brzezińska. Od 1 VI 1982 r. drukowany był w Grudziądzu Biuletyn
Informacyjny Podregionu Grudziądz „Iskra”. Inicjatorem jego wydawania i
redaktorem naczelnym był Janusz Bucholc. Do września  1988 r. ukazało się
kilkadziesiąt numerów tego pisma, odbijanego na powielaczu w postaci 2 stron na
kartce A-4. Druk odbywał się m. in. u teściowej Janusza Bucholca na wsi pod
Grudziądzem i u Małgorzaty Dzwonkowskiej w Łasinie. W wydawanie i kolportaż
Iskry byli zaangażowani m. in. Stanisław Orzeszek, Andrzej Wiśniewski, Roman
Drewiczak, Izabela Wasilewska, Małgorzata Dzwonkowska, Halina Zulewska, Barbara
Jerka, Ewa Czarnecka, Grażyna Brzezińska, Andrzej Kuchmecki, Andrzej
Kurkierewicz, Jerzy Piechowski, Brunon Nagel, Adam Ronowski, Elżbieta Choszcz,
Grzegorz Goliński, Danuta Semler. Ta ostatnia pracowała w Państwowych Zakładach
Gospodarki Zwierzęco – Hodowlanej. Miała dzięki temu kontakty z kierowcami
transportującymi zwierzęta po terenie województwa. Zatrudniała ich więc
dodatkowo do kolportowania Iskry i innych gazetek. [549]
 
 
11. Zorganizowanie siatki kolportażu pism podziemnych.
 
     Osobnego omówienia   wymaga system kolportażu drukowanych pism. Były to
głównie TIS i Kontra oraz gazetki zakładowe. Do kolportażu zorganizowanego przez
TPZR trafiały też w mniejszych ilościach gazetki przywożone z Warszawy (np.
Tygodnik Mazowsze, Tygodnik Wojenny, KOS, CDN) Gdańska (Solidarność, Gdańsk),
Grudziądza (Iskra)  i innych miast oraz drukowane przez podziemny NZS w Toruniu
pismo Jeszcze tym razem.[550] W organizacji kolportażu największe zasługi
położyli: Grzegorz Drozdowski, Zbigniew Leszczyński, Jerzy Komocki, Kazimierz
Noga. Głównym koordynatorem kolportażu do połowy stycznia był Grzegorz
Drozdowski, następnie zaś Zbigniew Leszczyński. Wydrukowane egzemplarze TISa i
Kontry były pakowane w koperty z numerami. Każdy z nich oznaczał odpowiedni
zakład pracy. Następnie drukarze lub osoby zaufane (np.  Jerzy Komocki i Dorota
Hanasz) zanosili je do „głównej skrzynki kontaktowej”. Owa skrzynka na wszelki
wypadek była zmieniana co dwa tygodnie, wyznaczano na nią jednak miejsca mało
bezpieczne. Rolę skrzynki pełnił najpierw wózek dziecięcy stojący na korytarzu
na  IX piętrze w bloku przy ul. Łyskowskiego, obok mieszkania Piotra
Łukaszewskiego. Kolejny punkt odbioru „bibuły” zorganizował Marek Chojecki. Był
to garaż – własność Zbigniewa Świątkowskiego. Następnie skrzynkę przeniesiono do
wózkowni w domu pracownika „Elany” -  Gerarda Münstera, którego zasługą było
zorganizowanie tego punktu. Przez pewien czas bibułę odbierano też z bagażnika
Syrenki Kazimierza Nogi.[551] Do kolportażu wykorzystywano również wskazaną
przez działaczy podziemnego NZS studzienkę w bloku w którym mieszkał działacz
NZS – Grzegorz Górski.[552] Później centralną skrzynką stało się mieszkanie
starszej pani – Marii Łabędzkiej, do której bibułę zanosili organizatorzy tej
skrzynki - Jerzy Komocki i Sylwia Frasunek (obecnie: Komocka), a także Edward
Staszkiewicz i Roman Ryszard Amroziak. Stamtąd zabierali ją kolporterzy z
różnych zakładów pracy. Tam też przywożono „bibułę” z innych ośrodków. Przez
kilka tygodni skrzynka kontaktowa na „bibułę” znajdowała się też w mieszkaniu s.
Bożeny Bieszk.[553] W kolportaż na terenie Torunia zaangażowani byli także m.
in.: Krystyna Makowska, Mariusz Bątkowski, Krzysztof Sobczak, Władysław Krypel.
Ten ostatni zabierał od Marii Łabędzkiej część gazetek swoim samochodem i
dostarczał do dalszego kolportażu do Pawła Buraka (obecne nazwisko: Burak -
Zieliński), Mieczysława Janiszewskiego, państwa Sługockich, p. Daszkiewicza i
in.[554]  Na UMK porcje bibuły zabierał od Marii Łabędzkiej Lech Cacha. Czasami
Marek Konikiewicz przekazywał wydrukowane gazetki na przystankach autobusowych i
stamtąd różne osoby zanosiły je do skrzynki centralnej.[555]
     Kolporterzy zabierali swoje porcje „bibuły” z owych „głównych skrzynek
kontaktowych”. W przypadku pomieszczeń zamkniętych mieli do nich dorobione
klucze. Zimą i wiosną 1982 r. głównym koordynatorem kolportażu gazetek
podziemnych na UMK był adiunkt w Instytucie Biologii Roman Żytkowicz. Później
funkcję tą objął Jerzy Komocki. Sposób kolportażu na uczelni był skomplikowany i
zmieniał się w poszczególnych okresach, stąd precyzyjne jego zrekonstruowanie
nie jest już dzisiaj możliwe. Dwa główne ośrodki kolportażu na UMK to Instytut
Fizyki i Instytut Chemii. Najpierw cała „bibuła” trafiała do Instytutu Fizyki.
Przenosił ją  pracownik techniczny z  Instytutu – Lech Cacha. Przy jej
rozprowadzaniu pracowali m. in. Jerzy Komocki, Jerzy Wieczorek. Dużą  część
„bibuły” zabierała pracowniczka Instytutu Chemii  Dorota Zawacka (obecnie:
Zawacka – Wakarecy), czasem też prof. Jerzy Tomaszewski z tegoż Instytutu. Do
Zawackiej po gazetki przychodzili łączni